Czy cena paliwa w Polsce może wkrótce przekroczyć magiczną barierę 10 złotych za litr? Według Adama Sikorskiego, prezesa Grupy Unimot, scenariusz ten jest jak najbardziej realny, jeśli cena ropy naftowej na rynkach światowych dobije do 150 dolarów za baryłkę.

Cena ropy skoczyła o ponad 70%

Wojna na Bliskim Wschodzie mocno zachwiała rynkami paliw. Cena ropy naftowej od początku roku wzrosła o ponad 70 procent. Dzięki rządowej tarczy, pakietowi „Ceny Paliw Niżej”, za litr diesla płacimy blisko 8 złotych, ale bez tego wsparcia ceny mogłyby dobić do 9 złotych.

Sikorski przypomina, że granica 10 złotych była testowana już w 2022 roku. Wówczas część operatorów stacji musiała wymieniać pylony, bo brakowało miejsca na wyświetlenie ceny powyżej 9,99 zł.

To jest jak z mąką. Możemy mieć więcej mąki, ale jak nie mamy piekarni, a piekarnią jest rafineria, to i tak chleba nie będzie – tłumaczy prezes Unimotu.

Rafinerie to kluczowy problem

Według gościa programu „Biznes Klasa” money.pl, problemem nie jest dziś wyłącznie sama ropa, ale zdolność jej przerobu. O tym świadczą rekordowe marże rafineryjne. Europa w ostatnich latach zamknęła ponad 20 rafinerii.

To właśnie dlatego napięcie wokół dostaw z Zatoki Perskiej tak mocno odbija się na rynku diesla, paliwa lotniczego i cenach hurtowych.

Czy elektryki na tym zyskają?

Prezes Unimotu uważa, że obecny kryzys może przyspieszyć elektryfikację transportu. Wyliczył, że jeśli auto spalinowe zużywa 10 litrów paliwa, to samochód elektryczny do pokonania podobnego dystansu potrzebuje około 20 kWh.

Przy taryfie 0,80 zł za 1 kWh ładowanie w domu oznacza koszt 16–20 zł, podczas gdy zatankowanie 10 litrów paliwa to wydatek około 70 zł. Dlatego największym wygranym przyszłości mogą być samochody elektryczne.

Ale jest jeden haczyk. Sikorski zastrzega, że wraz z elektryfikacją wcześniej czy później pojawi się nowy model opodatkowania energii do ładowania. Mówił wprost o „dwóch licznikach w domu” lub innym mechanizmie, który pozwoli państwu odzyskać część wpływów dziś pobieranych z paliw.

Kto zyskał, a kto stracił?

Zdaniem prezesa Sikorskiego, największym przegranym energetycznie jest Katar, który stracił reputację niezawodnego dostawcy. W przypadku Rosji mówił o krótkoterminowym bonusie z wyższych wpływów, ale długoterminowo nie jest przekonany o jej powrocie do gry.

Największym wygranym stają się Stany Zjednoczone, bo mogą zaproponować alternatywne dostawy gazu i ropy, co już ma miejsce w negocjacjach.

Czy Polsce grożą braki paliwa?

Według dr. Leszka Wiwały, prezesa Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), problemy z dostępnością paliw na stacjach prędzej czy później mogą dotrzeć też do Polski.

Znaczenie regionu Zatoki Perskiej jest tak duże, że bezpieczny pod względem dostępności ropy, gazu i paliw nie jest już nikt na świecie. Nawet Chiny nie są bezpieczne, mimo że znacząco zwiększyły swoje rezerwy.

W Polsce brakuje pojemności magazynowych. Mamy tylko dwie rafinerie – w Gdańsku i Płocku – które nie są w stanie wyprodukować wystarczającej ilości gotowych paliw na nasze potrzeby.

Co z pakietem „Ceny Paliw Niżej”?

Zdaniem branży, mechanizm cen maksymalnych budzi kontrowersje, ponieważ jest głęboką ingerencją w rynek. Dziś każdy litr paliwa sprzedany na stacjach przy autostradach generuje straty dla sprzedawców.

Problem dotyczy też paliw premium, które mają unikalne receptury i importowane dodatki, a muszą być sprzedawane po takiej samej cenie maksymalnej jak zwykłe paliwa. Branża chce, aby zostały one wyłączone z tego systemu.

Potrzebne pilne inwestycje

Zdaniem ekspertów, zamiast budowy trzeciej rafinerii, Polska powinna inwestować w paliwa syntetyczne, biorafinerie czy biometanownie. Aktualne inwestycje w zrównoważone paliwa syntetyczne i biopaliwa muszą zwiększyć nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Kierunek jest jasny – za co najmniej 60 dni zapasów powinno odpowiadać państwo poprzez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych. W Polsce w latach 2015-2025 konsumpcja diesla i benzyn wzrosła o ok. 70%, a pojemności magazynowe odpowiednio tylko o 15% i 10%.

Czy uda nam się uniknąć najczarniejszych scenariuszy? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – rynek paliw nigdy już nie będzie taki sam.