Polacy coraz więcej dokładają do własnego leczenia – w 2025 roku z prywatnych portfeli na ochronę zdrowia trafiło 54,7 mld zł. To kwota niemal dorównująca rocznemu budżetowi programu 800 plus (ok. 61 mld zł). I tempo wzrostu robi wrażenie.

Publiczne miliardy i prywatna lawina

Publiczna służba zdrowia pochłonęła w ubiegłym roku ponad 270 mld zł, czyli ponad 8% PKB. Na składki zdrowotne odprowadziliśmy 214 mld zł – pieniądze płacone co miesiąc przez firmy i pracowników. Mimo tak dużych nakładów prywatny rynek medyczny rośnie szybciej niż publiczny.

Według wstępnych danych GUS, w 2025 roku wydatki Polaków na prywatne leczenie sięgnęły 54,7 mld zł – o 8 mld więcej niż rok wcześniej i o ponad 16 mld więcej niż w 2023 roku. W ciągu dwóch lat kwota zwiększyła się o blisko 50%, a od 2018 roku uległa podwojeniu.

Prywatne ubezpieczenia – rynek wart 2,6 mld zł

Coraz chętniej sięgamy po abonamenty medyczne oferowane przez sieci takie jak Lux Med, enel-med czy Medicover. Z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że rynek prywatnych ubezpieczeń medycznych wart był w 2025 roku ponad 2,6 mld zł – w 2021 roku szacowano go na 1 mld zł.

Ubezpieczenia zdrowotne mogą być ważnym narzędziem wspierającym profilaktykę i odciążającym system ochrony zdrowia. Szczególnie istotne jest to, że osoby objęte ochroną korzystają z działań profilaktycznych znacznie częściej, niż wynika to ze statystyk dla całego społeczeństwa – mówi Dorota Fal, doradca zarządu PIU.

Polska w ogonie Europy

Mimo wzrostu wydatków, w porównaniu z innymi krajami Europy wciąż jesteśmy w tyle. Według danych Eurostatu za 2024 rok, średni mieszkaniec Polski wydaje na prywatną opiekę medyczną równowartość około 300 euro (ok. 1,3 tys. zł) rocznie. To mniej niż w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. Niższe kwoty per capita notują tylko Chorwacja i Rumunia. Dla kontrastu Belgowie wydają ponad 1,2 tys. euro rocznie.

Zdrowie Polaków poniżej unijnych standardów

Równoległy raport dotyczący ochrony zdrowia w Polsce pokazuje, że mimo wyższych nakładów efekty są gorsze od średniej unijnej. W 2024 roku przeciętna długość życia w Polsce wynosiła 78,5 roku – w UE to ponad 80,5 roku, a w Hiszpanii, Szwecji czy Włoszech niemal 84 lata.

Tylko nieco ponad 64% Polaków ocenia swój stan zdrowia jako dobry lub bardzo dobry – to wyraźnie poniżej większości krajów UE.

Luka finansowa i niedobór personelu

Łączne publiczne i prywatne wydatki na zdrowie w 2024 roku sięgnęły 287,6 mld zł, czyli 7,8% PKB. Średnia unijna to 8,8% PKB, co oznacza roczną lukę około 40 mld zł. Finansowanie prewencji, diagnostyki, badań i opieki długoterminowej pozostaje o kilkadziesiąt procent poniżej unijnej średniej. Konsekwencją jest wysoka liczba możliwych do uniknięcia zgonów – w Polsce wynosi 341 na 100 tys. mieszkańców, wobec unijnej średniej 269. Autorzy szacują, że osiągnięcie unijnego poziomu mogłoby uratować lub wydłużyć życie około 27 tys. osób rocznie.

Problemem jest też brak personelu. W 2024 roku w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej pracowało w Polsce około 30 osób na tysiąc mieszkańców, podczas gdy w UE około 50. Wyrównanie wskaźnika wymagałoby zatrudnienia blisko 700 tys. dodatkowych pracowników. Mediana wieku lekarza specjalisty wynosi 56 lat, a pielęgniarki specjalistki 53 lata.

Dług szpitali i starzejące się społeczeństwo

Sytuację finansową publicznych placówek komplikuje zadłużenie. Na koniec I kwartału 2026 roku dług samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej przekroczył 30 mld zł, a po dodaniu innych podmiotów łączne zadłużenie publicznej ochrony zdrowia ocenia się na około 40 mld zł. Jedną z przyczyn są tzw. nadwykonania – świadczenia ponad plany NFZ, które placówki muszą długo finansować z własnych środków.

Presja na system będzie rosnąć wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Mediana wieku Polaków wzrosła z 34 lat w 2000 roku do 43 lat w 2025 roku, a według prognoz do połowy stulecia przekroczy 50 lat. Zapotrzebowanie na opiekę długoterminową rośnie, a Polska wciąż ma za mało miejsc w placówkach opiekuńczych dla seniorów.

Konieczność reformy finansowania

Autorzy raportu podkreślają, że bez dodatkowych środków publicznych dystans do krajów Europy Zachodniej się nie zmniejszy. Obecnie wydatki publiczne rosną, ale nie na tyle, by dogonić unijną średnią. W publicznej dyskusji coraz częściej słychać głosy o potrzebie znalezienia nowych źródeł finansowania – wymienia się tu podwyższenie składki zdrowotnej, rozszerzenie jej podstawy lub podniesienie niektórych podatków pośrednich. Eksperci są jednak sceptyczni, czy przed wyborami politycy odważą się na tak trudną debatę. Bez nowych pieniędzy system zdrowotny może nie dogonić zachodnich standardów.