Kraków ujawnia zarobki lekarzy w szpitalach miejskich

Po interpelacji radnej Aleksandry Owcy krakowski magistrat opublikował szczegółowe dane o wynagrodzeniach lekarzy w dwóch miejskich placówkach – Szpitalu im. Gabriela Narutowicza oraz Szpitalu im. Stefana Żeromskiego. Okazuje się, że najwyższe miesięczne zarobki sięgają 84,6 tys. zł brutto.

W Szpitalu im. Narutowicza w 2025 roku na płace lekarzy przeznaczono 67,7 mln zł – to ponad jedna czwarta całego budżetu placówki. W czerwcu 2026 roku zatrudnionych było tam łącznie 287 lekarzy: 173 na etacie i 114 na kontraktach lub umowach cywilnoprawnych. Specjaliści na kontraktach zarabiali od 21,5 tys. do 84,6 tys. zł brutto miesięcznie, a na etacie – od 10,2 tys. do 62,8 tys. zł. Lekarze bez specjalizacji otrzymywali od 9,3 tys. do 19,1 tys. zł na etacie i od 5,1 tys. do 19,3 tys. zł na umowach cywilnoprawnych.

W Szpitalu im. Żeromskiego w maju 2026 roku na wynagrodzenia lekarzy wydano około 7,5 mln zł, co stanowi blisko 23 proc. miesięcznego budżetu. Według danych z czerwca pracowało tam 200 lekarzy na etatach, 198 na kontraktach i jedna osoba na umowie zleceniu. Najwyższe wynagrodzenie – 75 tys. zł brutto miesięcznie – odnotowano w położnictwie i ginekologii. W anestezjologii i intensywnej terapii pensje wahały się od 26,5 tys. do 65,7 tys. zł, a w kardiochirurgii kontrakt wynosił 66,6 tys. zł miesięcznie.

Oba szpitale poinformowały, że nie stosują wobec lekarzy klauzul zakazu konkurencji. Powód? Trudności z pozyskaniem i utrzymaniem kadry medycznej. Placówki nie prowadzą też ewidencji dodatkowych miejsc zatrudnienia swoich lekarzy, więc nie wiedzą, czy pracują oni równolegle w innych szpitalach czy przychodniach.

Polacy: najważniejsza kontrola czasu pracy

Publikacja danych zbiega się z wynikami sondażu CBOS na temat oczekiwań społecznych wobec wynagradzania lekarzy. Aż 72,6 proc. respondentów wskazało, że kluczowym działaniem powinno być skuteczniejsze kontrolowanie rzeczywistego czasu pracy medyków.

Pomysł wprowadzenia maksymalnego limitu wynagrodzeń poparło 38,3 proc. badanych, a 18,8 proc. chciałoby uchylenia ustawy gwarantującej coroczne podwyżki w ochronie zdrowia. Tylko 6,3 proc. uznało, że obecne przepisy nie wymagają zmian.

Opinie różnią się w zależności od wieku i dochodów. Najwięcej zwolenników kontroli czasu pracy jest wśród osób zarabiających co najmniej 9 tys. zł netto – 81,7 proc. W grupie do 2 tys. zł poparcie wynosi 66,8 proc. Młodzi w wieku 18–24 lata są najbardziej wyrozumiali: 25,3 proc. z nich nie widzi potrzeby zmian.

Co ciekawe, kwestia nadzoru nad czasem pracy lekarzy łączy wyborców różnych opcji politycznych – popiera ją 80 proc. sympatyków lewicy, 79,5 proc. centrum i 73,7 proc. prawicy.

– To, że wyborcy różnych opcji politycznych podobnie oceniają potrzebę zmian, nie oznacza, że podobnie zachowają się partie polityczne – komentuje dla „Dziennika Gazety Prawnej” Bartłomiej Machnik z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Najtrudniejsze decyzje zawsze należą do rządzących, a opozycja niekoniecznie będzie chciała je wspierać.

Ekspert dodaje, że temat zmian w systemie ochrony zdrowia będzie powracał w debacie publicznej aż do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

Reforma już w przygotowaniu

Ministerstwo Zdrowia przygotowało pakiet zmian dotyczących organizacji pracy lekarzy. Proponuje m.in. maksymalną stawkę godzinową 240 zł brutto, obowiązek raportowania grafików do NFZ oraz wymóg wykonywania pracy u głównego pracodawcy przynajmniej na pół etatu. Dodatkowa praca w innych placówkach miałaby wymagać zgody podstawowego pracodawcy.

Ekspert: problem w finansowaniu

Były p.o. prezesa NFZ i specjalista chorób płuc Marcin Pakulski uważa, że same ograniczenia czasu pracy nie rozwiążą problemów ochrony zdrowia.

– Większość lekarzy chciałaby, aby warunki pracy były uporządkowane w taki sposób, żeby nie było potrzeby znacznego przekraczania jednego etatu. Trzeba jednak pamiętać, że ograniczenie czasu pracy bez zmian organizacyjnych może oznaczać zamykanie kolejnych oddziałów, a w konsekwencji nawet części szpitali – podkreśla.

Zdaniem Pakulskiego źródłem problemów nie są przede wszystkim wysokie pensje lekarzy, lecz sposób finansowania świadczeń przez NFZ. Obecny system wycen sprzyja dużym różnicom płacowym między specjalizacjami. Zmian wymaga także mechanizm naliczania corocznych podwyżek, choć sama idea wzrostu wynagrodzeń personelu medycznego pozostaje słuszna.

Krakowskie dane pokazują skalę zarobków w publicznej służbie zdrowia, a sondaż CBOS i zapowiedzi resortu wskazują, że debata o tym, jak pogodzić wysokie płace z kontrolą czasu pracy i stabilnością systemu, dopiero się rozkręca.