Czy sztuczna inteligencja to zabójca miejsc pracy, czy może zbawca gospodarki? Dwie najważniejsze instytucje finansowe świata właśnie wydały swoje werdykty – i ich wnioski mogą cię zaskoczyć. Oto, co naprawdę dzieje się na styku technologii i ekonomii.

Bank Kanady: AI to transformacja, nie likwidacja

Zapomnijcie o czarnych scenariuszach masowych zwolnień. Nowy raport Bank of Canada przynosi naprawdę pocieszające wieści. „Ogólnie rzecz biorąc, dostępne dane nie wskazują na masowe wypieranie pracowników przez AI” – podkreśla wicegubernator banku, Michelle Alexopoulos.

Tutaj dochodzimy do kluczowego punktu. Bank centralny twierdzi, że technologia przede wszystkim przekształca sposób wykonywania zadań, a nie eliminuje całe zawody. To wzmacnia pogląd, że AI będzie głównie transformować pracę, a nie ją likwidować. Innymi słowy: stanowiska ewoluują, zamiast znikać.

„W miarę jak AI będzie się upowszechniać, niektóre miejsca pracy znikną, ale powstaną też nowe” – mówią eksperci. To scenariusz znany z wcześniejszych rewolucji technologicznych.

Ale czekaj… jest jeszcze jeden, znacznie bardziej namacalny efekt. Bank Kanady zauważa już pierwsze, choć jeszcze niewielkie efekty wdrażania AI. „Zaczynamy dostrzegać niewielkie wzrosty produktywności dzięki AI” – zaznaczono w raporcie. Te ograniczone zyski są już uwzględniane w prognozach gospodarczych.

Druga strona medalu: Fed alarmuje o inflacji

Pokój, miłość i wyższa wydajność? Niekoniecznie. Najnowszy protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) stawia sprawę w zupełnie innym świetle – i to światło może być czerwone dla inflacji.

Członkowie Rezerwy Federalnej wskazują, że rekordowe nakłady inwestycyjne na rozwój infrastruktury sztucznej inteligencji – obok cen energii, ceł i napięć geopolitycznych – mogą istotnie utrudniać powrót inflacji do docelowego poziomu 2%.

Dlaczego? Szacuje się, że w 2026 roku największe firmy technologiczne przeznaczą od 600 do 800 mld USD na rozbudowę centrów danych, infrastruktury energetycznej i systemów półprzewodnikowych. W krótkim terminie masowe inwestycje w AI zwiększają popyt na energię elektryczną, miedź, zaawansowane układy scalone oraz specjalistycznych pracowników, windując ich wynagrodzenia znacznie powyżej rynkowej średniej.

Ignacio Aguirre, CMO Bitget, zwraca uwagę, że inwestycje związane z AI zaczynają być postrzegane nie tylko jako czynnik wspierający wzrost gospodarczy, ale również jako potencjalne źródło presji inflacyjnej.

Korzyści produktywnościowe wynikające z automatyzacji mają pojawić się dopiero z opóźnieniem. Na razie mamy do czynienia z olbrzymim popytem inwestycyjnym, który napędza koszty.

Paradoks: pomocnik w pracy, problem dla Fed

Oto mamy więc interesujący paradoks. Z jednej strony, AI jest traktowana głównie jako narzędzie wspierające decyzje, pomagające analizować dane, ale z kluczową rolą nadal odgrywaną przez ludzi. W kontekście Kanady (ale i innych rozwiniętych krajów) ważnym czynnikiem jest demografia – starzejące się społeczeństwo może przyspieszyć wdrażanie AI jako rozwiązania problemów z niedoborem siły roboczej.

Z drugiej strony, ta sama technologia, mająca być wsparciem, tworzy globalny boom inwestycyjny na skalę setek miliardów dolarów, który utrudnia bankom centralnym walkę z inflacją. Skala tych inwestycji zaczyna wykraczać poza sektor technologiczny i wpływać na warunki płynnościowe na świecie.

Co dalej? Dwa oblicza rewolucji

Co na to wszystko długoterminowa perspektywa? Bank of Canada uważa, że w dłuższej perspektywie AI może przynieść znaczące korzyści: większą efektywność, wyższą konkurencyjność firm, wzrost wynagrodzeń oraz niższą presję inflacyjną.

„Wyższa produktywność zwiększy konkurencyjność firm, co przełoży się na wyższe płace, oszczędności dla konsumentów i mniejszą presję inflacyjną” – podkreśla Michelle Alexopoulos.

Ale jest też druga strona medalu. Szef Banku Kanady, Tiff Macklem, zwraca uwagę, że w krótkim okresie rozwój AI może przejściowo zwiększać presję cenową, zanim przełoży się na trwały wzrost produktywności.

Jedno jest pewne: rewolucja AI jest już w toku. Nie wygląda ona jednak tak, jak wielu się spodziewało. Zamiast masowych zwolnień, mamy transformację miejsc pracy. Zamiast natychmiastowej deflacji, mamy przejściowe problemy z cenami. To, co obserwujemy, to skomplikowany proces, który będzie kształtował naszą gospodarkę przez kolejne lata. Banki centralne już to widzą i… notują.