Czy gniew Donalda Trumpa na sojuszników z NATO może paradoksalnie wzmocnić bezpieczeństwo Polski? Administracja amerykańskiego prezydenta rozważa właśnie taki scenariusz, a wszystko przez napięcia wokół Iranu.

Niebezpieczna gra w sojuszu

Szef NATO, Jens Stoltenberg, robi wszystko, by znaleźć „wąską ścieżkę” wyjścia z obecnego kryzysu w sojuszu i przetrwać gniew Trumpa. Jak relacjonował weteran amerykańskiej dyplomacji, Daniel Fried, po spotkaniu z ekspertami w Instytucie Reagana, sekretarz generalny jest niestrudzenie konstruktywny.

„Rutte próbuje znaleźć tę wąską ścieżkę naprzód, która po prostu omija grzmoty Trumpa” – powiedział Fried.

Jego zdaniem, celem jest wykorzystanie uzasadnionych pretensji Trumpa co do NATO i niewystarczających nakładów na obronę, by przekuć je w sytuację, w której sojusz wyjdzie z tego silniejszy.

Kompromis, który może zmienić mapę Europy

I tu pojawia się kluczowy pomysł. Według analizy Frieda, kompromisowym sposobem na „odreagowanie” frustracji Trumpa byłby plan przedstawiony w „Wall Street Journal”. Zakłada on przeniesienie sił USA z baz w Niemczech, Włoszech czy Hiszpanii do państw takich jak Polska czy Rumunia.

„Wycofanie się z Ramstein jest kosztowne i to po prostu nie ma większego sensu. Ale jeśli mamy zaspokoić potrzebę Donalda Trumpa, można zastanowić się, na jakiej podstawie możesz przenieść się z krajów Europy Zachodniej do Polski i Rumunii. Przyjąłbym tę ofertę” – ocenił były dyplomata.

A dlaczego miałoby to być politycznie sensowne dla Białego Domu? Fried wskazuje na dobre stosunki Trumpa z prezydentem Polski, Karolem Nawrockim, oraz na postawę Rumunii, która zadeklarowała gotowość do współpracy w sprawie Iranu i jest położona bliżej Bliskiego Wschodu.

Co stoi za gniewem Waszyngtonu?

Źródła podają, że największe niezadowolenie w administracji USA budzą konkretne postawy sojuszników. Hiszpania, jako jedyny kraj NATO, nie zobowiązała się do wydatków obronnych na poziomie 5 proc. PKB i – co kluczowe – zablokowała przeloty amerykańskich samolotów przez swoją przestrzeń powietrzną w trakcie operacji przeciwko Iranowi.

Niemcy natomiast krytycznie odniosły się do samego konfliktu. Dodatkowo, Włochy tymczasowo ograniczyły korzystanie z bazy na Sycylii, a Francja zgodziła się na użycie swojej bazy pod warunkiem, że nie będą z niej startować samoloty bezpośrednio zaangażowane w naloty.

Kto może zyskać na tej grze?

Według doniesień, wśród potencjalnych beneficjentów relokacji sił amerykańskich wymienia się nie tylko Polskę i Rumunię, ale także Litwę oraz Grecję. To państwa, które utrzymują wysokie wydatki na obronność i aktywnie wspierają działania sojusznicze.

Część z nich szybko zadeklarowała udział w koalicji monitorującej sytuację w cieśninie Ormuz, a Rumunia wyraziła zgodę na użycie własnych baz przez amerykańskie lotnictwo. To właśnie frustracja związana z sytuacją w Ormuzie jest, zdaniem Frieda, jednym z kluczowych źródeł gniewu Trumpa.

Co dalej z planem?

Propozycja, która w ostatnich tygodniach zyskała poparcie części wysokich rangą urzędników, znajduje się na wczesnym etapie prac i jest jedną z kilku opcji wywierania presji na partnerów. Nie oznacza to jednak całkowitego wycofania sił amerykańskich z Europy – taki ruch wymagałby zgody Kongresu.

Plan przewiduje również możliwość zamknięcia co najmniej jednej bazy wojskowej w Europie – najprawdopodobniej w Hiszpanii lub Niemczech. Jak zauważa „Wall Street Journal”, przesunięcie wojsk USA bliżej wschodniej flanki NATO może spotkać się z reakcją Rosji.

Czy więc gniew jednego przywódcy może stać się szansą na strategiczne wzmocnienie pozycji Polski w regionie? Na to pytanie odpowiedzą najbliższe tygodnie negocjacji w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego.