Myśleliście, że wreszcie będzie łatwiej o kredyt? W marcu pojawiła się chwila oddechu, ale kwiecień brutalnie zweryfikował te nadzieje. Sytuacja na rynku kredytowym znów robi się gorąca.

W ciągu kilku tygodni banki mocno ograniczyły dostępność kredytów. To efekt rosnących kosztów finansowania i globalnych napięć gospodarczych. Efekt jest natychmiastowy i odczuwalny dla potencjalnych kredytobiorców.

Gwałtowne tąpnięcie w portfelach

Jeszcze na początku marca wiele gospodarstw domowych mogło liczyć na wyższe kwoty finansowania. Dziś te same profile klientów spotykają się z dużo bardziej restrykcyjnymi wyliczeniami.

Weźmy przykład trzyosobowego gospodarstwa domowego z Warszawy, gdzie kobieta (29 lat) zarabia 8 tys. zł netto, a jej partner (32 lata) osiąga 7 tys. zł miesięcznie. Oboje są na umowie o pracę na czas nieokreślony i nie mają innych zobowiązań, a dodatkowo otrzymują świadczenie „800+”, które banki uwzględniają.

Taka rodzina osiągająca łącznie 15 tys. zł miesięcznego dochodu straciła znaczną część zdolności kredytowej. Średni spadek wynosi ponad 38 tys. zł, a różnice sięgają nawet ponad 60 tys. zł mniej dostępnego kredytu. To wyraźnie oddala możliwość uzyskania finansowania na poziomie 1,2 mln zł, który jeszcze niedawno był w zasięgu.

Które banki tną najgłębiej?

Obniżki zdolności kredytowej widoczne są w większości instytucji finansowych. Korekty nie mają charakteru symbolicznego, lecz systemowy.

Największą korektę odnotowano w Bank Ochrony Środowiska, gdzie różnica sięga niemal 70 tys. zł. Wyraźne spadki, przekraczające 50 tys. zł, pojawiły się także w ofertach takich gigantów jak PKO BP, Bank Millennium, VeloBank, Alior Bank czy Bank Pekao. Na tle rynku relatywnie najlepiej wypadają Bank BPS, ING Bank Śląski oraz Credit Agricole, choć i tam zmiany są odczuwalne.

A jednak… nadchodzi zmiana?

Zaskakującym elementem najnowszych wyliczeń jest wzrost wskaźnika DSTI, który pokazuje, jak dużą część dochodów pochłania rata kredytu. Mimo spadku zdolności kredytowej wskaźnik ten rośnie, co może sugerować, że banki zaczynają dopuszczać większe obciążenie budżetów domowych.

I tu pojawia się kontrast, który wprowadza nowy element do układanki. Według najnowszego raportu Narodowego Banku Polski, w I kwartale 2026 r. banki kontynuowały łagodzenie kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych, mimo wcześniejszych zapowiedzi stabilizacji. Co więcej, zmniejszyły też marżę kredytową.

„Do czynników wpływających na łagodzenie polityki kredytowej ankietowane banki zaliczyły przede wszystkim wzrost presji konkurencyjnej ze strony innych banków uniwersalnych, a także prognozę sytuacji na rynku mieszkaniowym” – wskazano w raporcie NBP.

Co banki planują na II kwartał?

Raport NBP przynosi jeszcze ciekawsze zapowiedzi. Okazuje się, że to nie koniec łagodzenia. Według informacji z serwisu pb.pl, w II kwartale 2026 r. banki zamierzają złagodzić kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych i oczekują wzrostu popytu na te kredyty. Oznacza to dalszy ciąg trendu łagodzenia.

To samo dotyczy kredytów konsumpcyjnych – banki również zamierzają złagodzić dla nich kryteria i spodziewają się wzrostu popytu. To kontynuacja działania z I kwartału, kiedy to banki złagodziły kryteria oraz niektóre warunki kredytowania, w tym zmniejszyły marżę kredytową dla kredytów normalnych i zwiększyły maksymalną kwotę kredytu.

Paradoks czy nowa strategia?

Jak pogodzić ostre cięcia zdolności kredytowej z zapowiedziami łagodzenia kryteriów? Kluczem może być konkurencja. Raport NBP wskazuje, że banki, które złagodziły politykę kredytową, uzasadniały to głównie wzrostem presji konkurencyjnej ze strony innych banków.

Obecne zaostrzenie mogło być krótkotrwałą reakcją na koszty finansowania, podczas gdy długofalowy trend, napędzany walką o klienta, może zmierzać w stronę większej dostępności. Jeśli ten trend się utrzyma, możliwe jest stopniowe łagodzenie kryteriów, choć na razie dla wielu rodzin marzenie o własnym M czeka na lepsze czasy.