Czy przyszłość polskiej gospodarki rysuje się tylko w czarnych barwach przez sztuczną inteligencję? Premier Donald Tusk podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie postawił sprawę jasno: pora przestać się bać i zacząć działać. I to na ogromną skalę.

Od alarmistów do współtwórców

Podczas swojego wystąpienia szef rządu wskazał, że wraz z rozwojem nowych technologii pojawiają się obawy o bezpieczeństwo, rynek pracy, zdrowie psychiczne czy szeroko rozumianą suwerenność. W jego ocenie fakty nie są jednak aż tak pesymistyczne, a przewidywania nie powinny być tak alarmistyczne.

„Nie powinniśmy zamieniać się w współczesnych luddystów, którzy traktują nowe technologie jako zagrożenie dla swojej egzystencji. Nie powinniśmy też bezkrytycznie wierzyć prognozom mówiącym, że sztuczna inteligencja przejmie kontrolę nad światem lub całkowicie wyprze człowieka z rynku pracy” – tłumaczył Donald Tusk.

Kluczowe, jego zdaniem, jest budowanie poczucia kontroli i świadomości, że to ludzie powinni wykorzystywać sztuczną inteligencję, a nie odwrotnie.

Gigantyczna inwestycja w młodych talentów

Tu dochodzimy do kluczowego ogłoszenia. Premier poinformował o decyzji, która ma zmienić polską edukację.

„Podjęliśmy decyzję o przeznaczeniu blisko 2 mld zł ze środków głównie europejskich na projekt „Laboratoria sztucznej inteligencji”, który trafi do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju” – mówił szef rządu.

Ile szkół to obejmie? Mowa o 8 tysiącach szkół podstawowych i 4 tysiącach szkół ponadpodstawowych. Dostawy specjalistycznego sprzętu już się rozpoczęły i mają zakończyć się w drugiej połowie lipca. Placówki były wytypowane tak, aby były proporcjonalnie geograficznie rozproszone po całej Polsce.

Co znajdzie się w takim laboratorium? Jego wyposażenie będzie obejmować: laptop, jednostkę centralną usług AI, urządzenie sieciowe i inne niezbędne elementy. Celem jest, aby dzieci rzeczywiście miały poczucie, że te zaawansowane narzędzia są w ich zasięgu.

Walka o suwerenność technologiczną

To nie jest jedyna inicjatywa rządu. Premier zapowiedział również, że państwo będzie aktywnie budować suwerenność technologiczną.

„Chodzi też o to, aby nie być uzależnionym od wąskiej grupy dostawców czy jednego dostawcy. (…) to, co możemy zrobić i będziemy robić, to budowanie suwerenności technologicznej w taki sposób, aby mieć przynajmniej możliwość wyboru pomiędzy różnymi konkurującymi podmiotami” – oświadczył Tusk. Dodał, że taką drogę obrały już Francja, Dania i Niemcy.

Dlaczego to tak ważne? Szef rządu przyznał, że rozwój nowoczesnych technologii może stanowić potężne wyzwanie dla państwa, „uzależniając na rynku cyfrowym Polskę od firm globalnych albo największych potęg światowych”.

Statystyki są wymowne: w 2025 r. deficyt Polski w handlu produktami cyfrowymi wyniósł 45 mld zł, podczas gdy w 2016 r. wynosił 9 mld zł.

Test suwerenności dla państwowych zakupów

Aby te cele realizować, rząd wprowadzi konkretne mechanizmy kontroli.

„Będziemy testować wszystkie projekty, które byśmy kupowali albo współfinansowali, pod kątem ewentualnego zagrożenia zależności, na ile dany projekt zostawia państwu polskiemu kontrolę nad własnymi systemami i danymi” – zapowiedział premier.

Mowa o tzw. teście suwerenności dla dużych zakupów technologicznych państwa. Dotyczyć on będzie projektów o wartości powyżej 5 mln zł (15 mln zł w przypadku inwestycji infrastrukturalnych).

Końcowy przekaz premiera jest jasny: zamiast bezradnie obserwować rozwój technologii, Polska ma być aktywnym współtwórcą tej rzeczywistości. A fundamentem tej strategii są właśnie młodzi ludzie, którzy już za kilka lat będą mogli kształtować cyfrową przyszłość kraju, mając za sobą praktyczne doświadczenie zdobyte w szkolnych laboratoriach.