Bruksela naciska na zmiany w ETS. Czy to oznacza niższe ceny energii dla przemysłu?
Pixabay.com / LVER
Czy europejski przemysł wreszcie odetchnie? Komisja Europejska właśnie przedstawiła konkretne propozycje zmian w systemie handlu emisjami (ETS), które mają na celu obniżenie cen energii. To odpowiedź na pilne wezwanie przywódców ponad 10 państw członkowskich, w tym Polski.
Presja ze szczytu przekuta w działanie
Wszystko zaczęło się na szczycie UE 19 marca. Liderzy Polski, Włoch, Austrii, Belgii, Czech, Węgier i Grecji zaapelowali o pilne działania. W efekcie, w oficjalnych wnioskach znalazło się wezwanie do „konkretnych działań na rzecz obniżenia cen energii elektrycznej i zaradzenia nadmiernej zmienności”. Komisja nie kazała długo czekać.
Komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra przedstawił już propozycje. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiedziała dwa kluczowe, krótkoterminowe rozwiązania.
„Chodzi o aktualizację wskaźników emisyjności dla bezpłatnych przydziałów uprawnień w ETS oraz wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej” – wskazała von der Leyen.
Jak dokładnie ma działać nowy mechanizm?
Oto sedno sprawy. Propozycja dotyczy Rezerwy Stabilności Rynkowej (MSR), która reguluje podaż uprawnień w systemie. Do tej pory, jeśli łączna liczba uprawnień w obiegu przekraczała 400 milionów, te trzymane w rezerwie były automatycznie unieważniane. To miało utrzymywać ich cenę na wysokim poziomie.
Nowy pomysł? Wstrzymać ten proces. Jeśli pula przekroczy magiczną barierę 400 mln, uprawnienia nie zostaną skasowane. Większa podaż na rynku ma przełożyć się na niższą cenę każdego pozwolenia na emisję CO2.
A to nie wszystko. Po Wielkanocy KE ma przedstawić kolejną propozycję, która ma zwiększyć liczbę darmowych uprawnień w systemie. W praktyce oznacza to zamrożenie zmniejszania ich przydziału.
Dlaczego teraz i co dalej?
Pilność jest ogromna. Przemysł europejski od dawna narzeka na wysokie koszty energii, a sytuacja geopolityczna, w tym wojna na Bliskim Wschodzie, tylko ją pogorszyła. Bruksela chce szybko dać branżom energochłonnym oddech.
Ale to nie koniec prac. Komisja jest zobowiązana, by do lipca zaproponować długoterminowe reformy dyrektywy ETS. Chodzi o wyznaczenie nowej, „bardziej realistycznej” ścieżki wycofywania darmowych uprawnień, które zgodnie z obecnym prawem mają zniknąć w 2034 roku.
Darmowe pozwolenia to mechanizm przejściowy, który ma chronić konkurencyjność unijnego przemysłu na globalnym rynku. Pozwalają one wybranym firmom emitować CO2 bez kupowania drogich certyfikatów na aukcjach.
Nowy fundusz na dekarbonizację
Ciekawym dodatkiem do całego pakietu jest zapowiedź nowego instrumentu finansowego. Von der Leyen ogłosiła po szczycie propozycję utworzenia funduszu ETS Investment Booster o wartości 30 miliardów euro.
Pieniądze – pochodzące właśnie z 400 milionów uprawnień ETS – mają finansować projekty dekarbonizacyjne w krajach UE o niższych dochodach. To sygnał, że nawet łagodząc system, Bruksela nie rezygnuje z długoterminowego celu, jakim jest transformacja klimatyczna.
Czy propozycje uzyskają finalną zgodę wszystkich komisarzy? Tego dowiemy się niebawem. Jedno jest pewne: presja ze strony państw członkowskich przyniosła efekt, a gra o przyszłość europejskiego przemysłu i cen energii wchodzi w decydującą fazę.
O autorze
Dziennikarz ekonomiczny i analityk rynku MŚP Dziennikarz ekonomiczny z ponad piętnastoletnim stażem, stale współpracujący z serwisem MarketPulse.pl. Jego unikalną przewagą jest doświadczenie w prowadzeniu własnej firmy w branży odzieżowej, dzięki czemu analizuje zjawiska gospodarcze nie tylko z perspektywy teorii, ale przede wszystkim praktyki biznesowej. W swoich artykułach opiera się na twardych danych pochodzących z krajowych rejestrów statystycznych, raportów banku centralnego oraz sprawozdań finansowych spółek. Specjalizuje się w tematyce sukcesji przedsiębiorstw, systemach podatkowych dla sektora MŚP oraz wpływie inflacji na rentowność małych firm. Unika prognozowania, stawiając na rzetelną analizę faktów i zmian w globalnych łańcuchach dostaw.