Drugi alert w Wielkiej Brytanii

Brytyjski operator National Energy System Operator (NESO) po raz drugi w ciągu kilku dni ostrzegł przed możliwym niedoborem mocy. W piątek między 19:00 a 22:00 czasu lokalnego prognozowana luka między podażą a popytem ma wynieść około 671 megawatów. NESO wezwał wytwórców i dostawców do uruchomienia dodatkowych mocy, aby zwiększyć rezerwy i ustabilizować system.

To już drugi taki komunikat w tym tygodniu – pierwszy pojawił się w środę. Kluczowym czynnikiem w obu przypadkach są ekstremalne temperatury w Europie, które wpływają zarówno na popyt, jak i na podaż energii.

Dlaczego brytyjski system ma problem?

Fala upałów, która przetacza się przez kontynent, drastycznie zwiększyła zapotrzebowanie na energię z powodu masowego używania klimatyzacji. Jednocześnie ograniczyła podaż. We Francji, gdzie zanotowano rekordowe 44,3°C w miejscowości Pissos, koncern Électricité de France (EDF) musiał zmniejszyć produkcję w elektrowniach jądrowych o około 4,1 GW – to mniej więcej 7% krajowego zapotrzebowania. Przyczyną jest zbyt wysoka temperatura wody w rzekach, która uniemożliwia skuteczne chłodzenie reaktorów. W skrajnym scenariuszu ograniczenia mogą sięgnąć nawet 18 GW.

Francja jest głównym eksporterem energii elektrycznej do Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii. Gdy jej eksport spadł o około 7 GW, kraje te musiały uruchomić droższe elektrownie gazowe.

Ceny energii poszybowały w górę

Efekt widać na rynkach hurtowych. Według informacji podanych przez The Guardian, w Wielkiej Brytanii koszt importowanej energii w godzinach szczytu sięgnął około 470 funtów za MWh – nawet sześciokrotnie więcej niż rok wcześniej. W Niemczech stawki na rynku spot przekraczały 545 euro za MWh, a we Francji sięgały 268 euro za MWh.

Również na brytyjskim rynku intraday ceny na piątkowy wieczór wzrosły powyżej poziomów ustalonych podczas aukcji dzień wcześniej, co sugeruje, że uczestnicy rynku wcześniej nie docenili skali napięcia.

NESO standardowo utrzymuje rezerwę operacyjną na poziomie około 700 MW. W piątek ten bufor jest jednak wyraźnie ograniczony, ponieważ około 1,1 GW dostępnej mocy nie może zostać wliczone do rezerwy z powodu ograniczeń przesyłowych. To realnie zmniejsza margines bezpieczeństwa.

A co z Polską?

Polski system elektroenergetyczny jest powiązany z europejskim rynkiem, więc sytuacja na kontynencie ma znaczenie także dla nas. Jak dotąd Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) zapewniają, że krajowy system jest przygotowany na upały. „Obecnie nie występują ograniczenia w pracy elektrowni systemowych wynikające z poziomu lub temperatury wody” – przekazał PAP Maciej Wapiński, rzecznik PSE. Jednocześnie eksperci przestrzegają przed długotrwałą falą upałów.

Mirosław Panek z Instytutu Sobieskiego zwraca uwagę, że elektrownie węglowe, gazowe i jądrowe wykorzystujące chłodzenie wodą w obiegu otwartym są wrażliwe na niski poziom wód i wysoką temperaturę. Robert Jeszke z Instytutu Ochrony Środowiska dodaje, że upały wpływają także na sieci przesyłowe – przegrzane przewody tworzą tzw. zwisy, co ogranicza zdolności przesyłowe.

Polska może jednak liczyć na fotowoltaikę. Zainstalowanych jest już prawie 27 GW paneli słonecznych. W słoneczne dni generują one ogromne ilości energii w godzinach południowych, co obniża ceny. 25 czerwca o godzinie 14:00 cena energii na polskim rynku hurtowym wynosiła zaledwie 43 złote za MWh. Jednak gdy słońce zaszło, a popyt na chłodzenie pozostał wysoki, o 21:00 cena skoczyła do 1442 złotych za MWh.

Dr Izabela Filipiak z Deloitte zauważa, że od czasu kryzysu w 2015 roku w systemie przybyło dużo nowych mocy OZE, ale elektrownie konwencjonalne postarzały się o kolejne 10 lat, co może wpływać na ich awaryjność i sprawność w trudnych warunkach. Minister energii Miłosz Motyka przyznał, że „ekstremalne upały zawsze są wyzwaniem dla systemu” i dodał, że nie ma państwa w pełni przygotowanego na wszystkie zjawiska pogodowe.

Podsumowanie

Napięcia w brytyjskim systemie to sygnał, jak bardzo europejska energetyka stała się wrażliwa na ekstremalne zjawiska pogodowe. Upały jednocześnie zwiększają popyt i ograniczają podaż, a połączenia międzysystemowe sprawiają, że lokalne problemy szybko stają się regionalnymi. W Polsce na razie system działa bez zakłóceń, ale dzisiejsze ceny – od 43 zł do 1442 zł za MWh w ciągu jednego dnia – pokazują, jak dynamiczna potrafi być sytuacja.