Czy jedną decyzją przy kasie można zdecydować o tysiącach premii dla całej załogi? W sieci Biedronka właśnie taki system wywołał gigantyczną burzę, zbliżającą największą sieć handlową w Polsce do realnego widma strajku.

Od „tajemniczego klienta” do „przypadkowej buźki”

Do niedawna premia w Biedronce była względnie przewidywalna. O bonusach decydowało badanie „tajemniczego klienta”, który oceniał konkretne, mierzalne parametry: czystość przy pieczywie, otwarcie tradycyjnej kasy czy uprzejmość personelu. Dla pracowników i związkowców system był przejrzysty.

Ale oto przyszedł luty tego roku i wielka zmiana. Teraz połowa premii (do 250 zł z możliwych 500 zł) zależy od lakonicznego pytania na ekranie kasy samoobsługowej lub w aplikacji: „Jak oceniasz dzisiejszą wizytę?”. Odpowiedź to wybór między zieloną, żółtą a czerwoną „buźką”. I tu pierwszy haczyk: sklep musi znaleźć się w gronie top 50 proc. najlepszych placówek w regionie, by załoga w ogóle mogła liczyć na te pieniądze.

„Zależy nam na tym, by to oceny realnych klientów, którzy regularnie korzystają ze swoich pobliskich placówek, miały bezpośredni wpływ na ocenę pracy danego sklepu” – przekazał Business Insiderowi Paweł Stolecki, dyrektor operacyjny i członek zarządu sieci Biedronka.

Firma argumentuje, że nowy system ma być bardziej „sprawiedliwą i obiektywną” formą nagradzania. Pracownicy widzą to jednak zupełnie inaczej, a atmosfera w sklepach jest, delikatnie mówiąc, napięta.

Absurdy nowego systemu: od 3,35 zł premii po „zabawy” nastolatków

Związkowcy alarmują, że system prowadzi do kuriozalnych sytuacji. Gabriela Kaim, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” w Jeronimo Martins Polska, wskazuje przykład: pasek wypłaty kierowniczki sklepu za kwiecień 2026 r. z premią w wysokości… 3,35 zł.

Pracownicy masowo żalą się w mediach społecznościowych, że za kwiecień otrzymali jedynie podstawowe wynagrodzenie. Dlaczego? Powodów jest mnóstwo, a większości kasjerzy nie są w stanie kontrolować.

Czerwone „buźki” są wciskane przypadkowo przez klientów w pośpiechu. Negatywne emocje wywołują braki towarowe, awarie butelkomatów czy gigantyczne kolejki wynikające ze zbyt małej obsady – czynniki zupełnie niezależne od osoby przy kasie.

A potem jest jeszcze młodzież. Najmocniej rykoszetem dostały sklepy zlokalizowane w sąsiedztwie szkół. Jak relacjonują związkowcy, grupy nastolatków odwiedzające sklepy podczas przerw masowo klikają fatalne oceny „dla zabawy”, skutecznie rujnując statystyki całej placówki.

Pierwsze ustępstwa i groźba strajku. Czego chcą związki?

Pod naporem krytyki Biedronka zdecydowała się już na pierwsze, techniczne poprawki. Na ekranach kas zmieniono układ graficzny – zieloną, pozytywną ikonę przeniesiono na prawą stronę, tam, gdzie wcześniej system sugerował wybór płatności kartą, co generowało pomyłki. Wprowadzono też opcję całkowitego pominięcia ankiety.

Ale dla związków to za mało. Pracownicy Jeronimo Martins Polska są w formalnym sporze zbiorowym z pracodawcą. W drugiej połowie maja 2026 r. odbyły się już pierwsze spotkania z udziałem rządowego mediatora. Negocjacje mogą zakończyć się fiaskiem, a wtedy scenariusz strajku w największej sieci handlowej w Polsce stanie się realny.

Czego domagają się związkowcy? Ich postulaty są szerokie i dotyczą nie tylko systemu premii. Żądają m.in. podwyższenia podstawowego wynagrodzenia o 1000 zł brutto dla wszystkich, wprowadzenia dodatków frekwencyjnych i mięsnych, zwiększenia liczby pracowników w sklepach oraz powrotu do rozliczeń premii opartych na obrotach i realizacji planów sprzedażowych.

Spór w Biedronce to nie tylko kwestia kilkuset złotych premii. To test na odporność relacji pracodawca-pracownicy w największym graczu polskiego handlu. Decyzje zapadną przy stole negocjacyjnym, ale ich echo odczują wszyscy klienci, których kolejna wizyta może zakończyć się pytaniem o ocenę… i świadomością, że ta „buźka” ma dziś ogromną wagę.