Czy konflikt na Bliskim Wschodzie może na stałe zmienić globalny układ sił w energetyce? Według laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paula Krugmana – tak, a największym beneficjentem będą… Chiny.

Dlaczego Chiny zyskują na kryzysie?

Wojna USA i Izraela z Iranem doprowadziła do blokady Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportowego, przez który płynie około 20 proc. światowej ropy i 25 proc. skroplonego gazu ziemnego. Skutek? Gwałtowny wzrost cen paliw kopalnych, który zmusza państwa na całym świecie do szukania alternatyw.

A tu właśnie pojawiają się Chiny. Krugman, pisząc na swoim blogu na Substack, wprost stwierdza, że „największym geopolitycznym zwycięzcą niechęci Trumpa do rewolucji energetycznej będą Chiny, które dominują w produkcji infrastruktury odnawialnych źródeł energii”.

Bezkonkurencyjna przewaga w elektrotechnice

Krugman podkreśla, że Chiny mają bezkonkurencyjną pozycję w dziedzinie, którą nazywa „elektrotechniką” – a więc w produkcji paneli słonecznych, turbin wiatrowych, baterii i pojazdów elektrycznych. To właśnie „sedno rewolucji energetycznej”.

Ekonomista odpiera też zarzuty, jakoby Chiny tylko produkowały i eksportowały technologie OZE, ale same ich nie wykorzystywały. Wskazuje na dynamiczny wzrost zużycia czystej energii w samych Chinach.

„Dzięki obecnej dominacji w elektrotechnice Chiny zdobywają doświadczenie i wiedzę, a w tym obszarze obecnie żadne inne państwo nie może im dorównać” – napisał Krugman.

Rekordowy eksport fotowoltaiki – liczby mówią same za siebie

A ta dominacja widać już w twardych danych. Jak podaje japoński Nikkei Asia, powołując się na dane think tanku Ember, eksport chińskich urządzeń fotowoltaicznych w marcu 2026 roku osiągnął 68 GW. To odpowiednik całkowitej mocy zainstalowanej w Hiszpanii – europejskiego lidera OZE.

I to nie wszystko: w marcu 50 krajów pobiło historyczne rekordy w imporcie chińskiej fotowoltaiki, a kolejne 60 odnotowało najwyższy poziom od sześciu miesięcy. Szczególnie widać to w Azji, gdzie eksport chińskich technologii fotowoltaicznych wzrósł dwukrotnie – do 39 GW. Główni odbiorcy? Indie, Malezja, Japonia i Laos.

Wojna podbija ceny, ale nie wszędzie popyt

Analityk brytyjskiego think tanku Euan Graham zwraca uwagę, że to właśnie ostatnie skoki cen ropy i gazu, wywołane blokadą Cieśniny Ormuz, napędzają popyt na zieloną energię. Co ciekawe, na Bliskim Wschodzie wzrostów nie widać – wojna po prostu wyhamowała tam handel.

A co z resztą chińskiego eksportu? Japoński portal Nikkei Asia zauważa, że fotowoltaika jest tu wyjątkiem – eksport ogólnie maleje, ale w OZE rośnie. I jest jeszcze jeden kluczowy atut: Chiny wykorzystują jedynie 40 proc. swoich mocy produkcyjnych w tej branży, więc mają gigantyczny bufor, by zaspokoić każdy wzrost popytu.

Ironia losu: przez wojnę przewaga Chin może stać się trwała

Krugman nie szczędzi gorzkich słów pod adresem USA. Prezydent Donald Trump wielokrotnie mówił o utrzymaniu amerykańskiego przywództwa, ale zdaniem noblisty wojna z Iranem przynosi odwrotny skutek – osłabia zaufanie do Stanów i popycha inne kraje w stronę chińskiego rynku.

Jego konkluzja jest brutalna dla zwolenników paliw kopalnych:

„Kiedy Ameryka – jeśli w ogóle – uwolni się od obsesji na punkcie paliw kopalnych, przewaga Chin w produkcji odnawialnych źródeł energii będzie już nie do nadrobienia”.

Krugman dodaje też, że przyszłość energetyczna kreowana przez Chiny nadejdzie szybciej właśnie dzięki „katastrofie w Iranie”.

Co to oznacza dla globalnej gospodarki?

Konflikt, który miał zdestabilizować rynki, paradoksalnie przyspiesza transformację energetyczną i umacnia pozycję Państwa Środka. Chiny nie tylko są gotowe na rewolucję OZE – one już w niej przewodzą, a wojna w Iranie tylko pogłębia tę przewagę.