Czy AI i pasywne ETF-y wpędzają giełdę w pętlę konsensusu?
Pixabay.com / 3844328
Rewolucja w dostępie do informacji i inwestowaniu ma też mniej oczywiste konsekwencje. Sztuczna inteligencja i pasywne ETF-y mogą nie tylko ułatwiać życie inwestorom, ale też zawężać rynkowy obraz i umacniać obiegowe opinie.
AI jako komora pogłosowa
Algorytmy potrafią w kilka sekund przeanalizować ogromne zbiory danych i odpowiedzieć na pytania, które wcześniej zajmowały godziny. Szybkość nie zawsze idzie jednak w parze z jakością osądu. Modele AI opierają się na materiale, który już gdzieś powstał, więc teza powtarzana w sieci tysiące razy może zyskać pozór wiarygodności.
Jak zauważa David Kalfon, prezes Sanso Longchamp AM: „kto właściwie dostarcza dane, na których uczą się modele AI, i skąd wiadomo, że zawarta w nich wiedza jest wartościowa?”
Ryzyko rośnie, gdy kolejne modele uczą się z treści generowanych przez inne systemy AI. W takiej zamkniętej pętli z obiegu mogą wypadać mniej popularne stanowiska, niuanse i interpretacje spoza głównego nurtu, a to z nich często rodzą się przełomowe pomysły.
ETF-y potrafią premiować największych
Inwestowanie pasywne zrewolucjonizowało rynek, dając łatwy i tani dostęp do szerokiego koszyka akcji. Pytania pojawiają się, gdy skala pasywnych przepływów zaczyna wpływać na zachowanie całej giełdy i dodatkowo umacniać spółki, które już są największe.
Fundusz oparty na indeksie nabywa walory według wag przyjętych w danym indeksie. Spółka o dużej wadze jest więc automatycznie beneficjentem kolejnych wpłat. Gdy jej notowania rosną, rośnie kapitalizacja, a wraz z nią udział w indeksie; następna pula pieniędzy znowu w większej części trafia do tej samej firmy.
Kalfon przypomina, że rynki finansowe w zamierzeniu służyły finansowaniu firm z innowacyjnymi produktami i perspektywicznymi modelami biznesowymi. Gdy dominują mechaniczne przepływy, pieniądze częściej trafiają do już najbardziej widocznych spółek niż do kandydatów na przyszłych liderów.
AI i ETF-y mogą wzmacniać te same trendy
Niebezpieczna synergia pojawia się, gdy oba mechanizmy działają równocześnie. AI chętnie podsuwa informacje najlepiej opisane i najczęściej cytowane. ETF-y przekazują kapitał według konstrukcji indeksów. Oba mechanizmy wzmacniają istniejący konsensus, zamiast szukać alternatyw. Większa widoczność spółek przyciąga uwagę, a większa uwaga ponownie zwiększa widoczność.
W scenariuszu skrajnym koncentracja kapitału i informacji mogą się wzajemnie podsycać. Wielkie spółki przyciągają pieniądze, rośnie ich znaczenie, pojawia się więcej analiz i wzmianek, a to sprawia, że są jeszcze łatwiejsze do znalezienia. Mniejsze firmy mogą tracić z pola widzenia nie z powodu gorszych projektów, ale przez brak udziału w tym cyklu widoczności.
Szczególne ryzyko widać podczas gwałtownych załamań. Jeśli wielu inwestorów trzyma podobne aktywa przez podobne indeksy i korzysta z podobnych źródeł, ich reakcje na szok będą zbliżone. Kapitał zamiast tłumić wahania może wzmacniać zarówno falę sprzedaży, jak i zakupów. AI potrafi ten proces przyspieszyć, wskazując przede wszystkim spółki powszechnie obserwowane.
Obligacje rzucają wyzwanie prostym strategiom
Tymczasem pojawia się kolejne wyzwanie dla strategii opartych na bezrefleksyjnym kupowaniu indeksowych ETF-ów. Jak zwraca uwagę „Puls Biznesu”, rynek obligacji zaczyna bezpośrednio konkurować o pieniądze inwestorów. Rosnące rentowności obligacji skarbowych, wyższe stopy procentowe i cykl inwestycji w technologię AI sprawiają, że osiąganie satysfakcjonujących zysków z akcji może być trudniejsze bez solidnej analizy finansowej. W tym otoczeniu polskie 10-letnie obligacje skarbowe mogą być atrakcyjną alternatywą dla indeksu WIG.
Własny osąd zamiast powielanych opinii
Pytanie o przyszłość inwestowania nie dotyczy wyłącznie tego, czy używać AI albo ETF-ów. Ważniejsze jest, czy inwestor potrafi samodzielnie wyjaśnić, dlaczego kupuje konkretną akcję. Technologia może wspierać analizę wyników i porównania spółek, ale nie powinna zastępować własnego osądu. Konsensus rynkowy nie jest dowodem prawdy, podobnie jak informacja powielana milion razy nie staje się automatycznie wiarygodna.
W świecie, w którym wszyscy sięgają po te same narzędzia, indeksy i bazy danych, powtarzanie wygenerowanej przez algorytm odpowiedzi nie daje przewagi. Większe szanse daje umiejętność stawiania trafnych pytań i podważania tego, co uchodzi za pewnik. Rynek potrzebuje różnorodności opinii, strategii i przekonań; bez niej zarówno giełda, jak i system przepływu informacji mogą być bardziej podatne na błędy jednego dominującego nurtu.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.