Czy polskie stacje paliw mogą wkrótce zamknąć się przed zagranicznymi kierowcami? W obliczu rekordowo niskich cen w kraju i rosnącej „turystyki paliwowej”, rząd rozważa wszelkie scenariusze. Ale na razie uspokaja: zapasy są bezpieczne, a decyzje będą podejmowane tylko w ostateczności.

„Nie wykluczamy ograniczeń”

Minister energii Miłosz Motyka nie pozostawia wątpliwości: „Jeśli zobaczymy, że popyt ze strony zagranicznych kierowców zaburza sytuację na stacjach, to nie wykluczamy podjęcia decyzji o wprowadzeniu ograniczeń dla obcokrajowców”. Mogłyby one objąć wybrane terytorium przygraniczne lub cały kraj.

„Gdy będziemy wiedzieli, że turystyka zaburza podaż na stacjach i takie informacje otrzymamy ze strony Orlenu, Ministerstwa Aktywów Państwowych, to nie wykluczamy decyzji” – powiedział minister Motyka, cytowany przez Business Insider.

Kluczowe jest tu słowo „gdy”. Na dziś, jak zapewnia minister, „nie ma takiego zagrożenia” i „nie ma takiego planu”. Wszystko zależy od wyników ścisłego monitorowania.

Orlen ma oko na każdą stację przygraniczną

A monitoring jest prowadzony bardzo skrupulatnie. Prezes PKN Orlen, Ireneusz Fąfara, ujawnił, że koncern wdrożył specjalny system. „Wprowadziliśmy system monitorowania sytuacji na stacjach przygranicznych na wszystkich granicach i codziennego raportowania o tym” – powiedział.

To właśnie Orlen, jako największa firma paliwowa w kraju z najgęstszą siecią stacji, jest na pierwszej linii frontu. Firma „monitoruje sytuację pod tym względem” na bieżąco.

Dlaczego w ogóle o tym rozmawiamy?

Powód jest prosty: ceny. „Faktem jest, że mamy jedne z najtańszych paliw w Europie” – przyznał minister Motyka. Rządowy „pakiet CPN” (Cena Paliwa Niżej) skutecznie obniżył ceny, podczas gdy u naszych zachodnich sąsiadów, na przykład w Niemczech, są one „o kilka złotych wyższe”. Ta różnica przyciąga kierowców zza granicy.

Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun przypomniał, że działania rządu mają na celu „zabezpieczyć ciągłość dostaw” i „łagodzić skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie”. Stąd właśnie promocje i obniżka marż.

Rezerwy bezpieczne, ale kryzys największy od 50 lat

Motyka określił sytuację jako „największy kryzys energetyczny od 50 lat”. W wielu krajach Europy wprowadzono już limity tankowania. Polska, jego zdaniem, jest jednak bezpieczna. „Zagwarantowaliśmy odpowiedni poziom w magazynach ropy i paliw. Nie ma żadnego ryzyka, jeśli chodzi o dostawy”.

Rząd nie planuje też na razie sięgać po rezerwy strategiczne. „Wolimy te rezerwy uruchamiać, kiedy jest przerwa w podaży” – wyjaśnił szef resortu energii.

A co z nadzwyczajnymi zyskami koncernów?

W tle całej sytuacji widać też prace nad nowym podatkiem. Minister Balczun potwierdził, że rząd prowadzi analizy nad tzw. windfall tax, czyli podatkiem od zysków nadzwyczajnych. „Jest to przez nas rozpatrywane” – stwierdził.

Kryzys związany z wojną na Bliskim Wschodzie, który ogranicza działalność rafinerii, sprzyja bowiem firmom wydobywczym i rafineryjnym w Europie. Analitycy spodziewają się, że może to przełożyć się na lepsze wyniki Orlenu w latach 2027 i 2028.

Podsumowując: rząd ma plan awaryjny, ale nie zamierza z niego korzystać, dopóki codzienne raporty z przygranicznych stacji nie wskażą wyraźnego zagrożenia dla polskich kierowców. Na razie priorytetem jest utrzymanie stabilnych dostaw i jednych z najniższych cen w Europie.