Czy to już czas, by świętować umocnienie złotego? W środę, 1 kwietnia, amerykańska waluta przełamała ważną barierę psychologiczną, a najnowsze wydarzenia geopolityczne tylko przyspieszają ten trend.

Dolar w dół, złoty w górę

Wczesnym popołudniem 1 kwietnia za jednego dolara trzeba było zapłacić 3,69 zł. Dokładny kurs wynosił 3,69065 zł, co oznaczało spadek o 0,55 proc. w stosunku do poprzedniego zamknięcia. W najniższym punkcie sesji amerykańska waluta kosztowała jeszcze mniej, bo zaledwie 3,68185 zł.

To wyraźny zwrot w porównaniu z początkiem marca, kiedy dolar wystrzelił, przebijając barierę 3,75 zł w reakcji na zaostrzający się kryzys surowcowy na Bliskim Wschodzie.

Globalny odwrót od dolara

Środowa przecena nie była przypadkowa. Główna para walutowa EUR/USD zanotowała w tym samym czasie wzrost o 0,42 proc., co jednoznacznie wskazuje na odwrót kapitału od amerykańskiej waluty na szerokim rynku.

Pieniądze inwestorów płynęły w stronę bardziej ryzykownych aktywów, co widać było po zachowaniu warszawskiej giełdy – indeks największych spółek WIG20 rósł w środę o imponujące 1,66 proc.

A to nie koniec dobrych wiadomości! W środowy poranek 8 kwietnia polska waluta zyskała jeszcze bardziej. Kurs dolara spadł o ponad 1 proc., osiągając poziom 3,64 zł.

Co za tym stoi? Decyzja z Białego Domu

Na te zmiany wpłynęły najnowsze wydarzenia międzynarodowe. Prezydent USA Donald Trump ogłosił zgodę na dwutygodniowe zawieszenie broni w konflikcie z Iranem, co było odpowiedzią na propozycję Pakistanu.

Trump podkreślił, że trwające rozmowy pokojowe z Iranem przyniosły znaczące postępy, co wpłynęło na uspokojenie nastrojów na rynkach finansowych.

Trzeba tutaj jednak zaznaczyć, że jednym z kluczowych warunków tej decyzji jest natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz przez Teheran. Decyzje amerykańskiego przywódcy wywołały zauważalną reakcję na rynku walutowym, przekładając się na dalsze umocnienie złotego.

Słabszy dolar = tańsze paliwo i elektronika

Z punktu widzenia przeciętnego konsumenta spadek kursu dolara poniżej granicy 3,70 zł to bardzo dobra informacja. Amerykańska waluta jest głównym środkiem rozliczeniowym w globalnym handlu surowcami, w tym przede wszystkim ropą naftową.

Słabszy dolar oznacza, że polskie rafinerie kupują surowiec taniej. W dłuższej perspektywie ten mechanizm powinien przełożyć się na niższe ceny benzyny i oleju napędowego na stacjach paliw, co stanowi kluczowy czynnik hamujący presję inflacyjną w gospodarce.

Ponadto tańszy dolar to niższe koszty importu elektroniki, sprzętu komputerowego, smartfonów czy oprogramowania. Dla przedsiębiorców importujących towary z Azji czy Stanów Zjednoczonych obecny kurs stanowi doskonałą okazję do uzupełnienia zapasów mniejszym kosztem.

A co z eksporterami?

Mocny złoty to jednak zła informacja dla polskich eksporterów. Dla nich stanowi wyzwanie, ponieważ ich towary stają się relatywnie droższe i mniej konkurencyjne na globalnych rynkach.

Perspektywy: dalsze umocnienie?

Przełamanie granicy 3,70 zł otwiera drogę do dalszych spadków, choć rynek walutowy bywa bardzo zmienny. Inwestorzy będą teraz bacznie obserwować dane makroekonomiczne z amerykańskiej gospodarki.

Jeśli globalny apetyt na ryzyko się utrzyma, a kapitał nadal będzie szerokim strumieniem płynął na rynki wschodzące, polski złoty może jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję w nadchodzących tygodniach.

Spoglądając na szerszy horyzont, obecne poziomy wciąż pozostają w środku przedziału wahań z ostatnich 12 miesięcy. W ciągu minionego roku dolar potrafił kosztować nawet 3,94 zł w swoim szczytowym momencie, by w dołku spaść do poziomu 3,47 zł. Kolejne tygodnie pokażą, w którą stronę pójdzie teraz.