Czy koniec amerykańskiej dominacji finansowej jest bliżej, niż nam się wydaje? Giełdowe wykresy mówią jasno: dolar amerykański wznawia spadki, tracąc całą siłę zyskaną po wybuchu wojny amerykańsko-irańskiej. Za dolara płacimy już tylko około 3,60 zł, czyli mniej niż przed konfliktem. Nie tylko złoty świętuje – euro, funt i cała grupa walut G10 korzystają na słabnącej walucie Stanów Zjednoczonych.

Wiatr z Bliskiego Wschodu

Dlaczego dolar leci w dół? Wszystko przez dyplomatyczny impuls. Rynek napędza nadzieja na pokój między USA a Iranem, a to oznacza powrót apetytu na ryzyko i ucieczkę kapitału z „bezpiecznej przystani”. Wczoraj indeks dolara (USDIDX) tracił nawet blisko 1%, a chwilowe techniczne odbicie okazało się nietrwałe.

Dla rynków finansowych sygnały wysyłane ostatnio z Waszyngtonu i Teheranu są dowodem, że wojna de facto kończy się.

Efekt jest prosty: euro i funt umacniają się dzisiaj o kolejne 0,2% względem dolara. Cena złota też skorzystała, skacząc wczoraj o blisko 2,8%. Mało kto zakłada, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymknie się spod kontroli – zwłaszcza po tym, jak prezydent USA ostatnią wymianę ognia nazywał „miłosnym klepnięciem”. Cena ropy jest dużo poniżej „wojennego” szczytu 120 dolarów sprzed dwóch miesięcy.

Czy to tylko chwilowa słabość?

Ale uwaga! Dalsze spadki dolara wcale nie są pewne. Indeks dolara znajduje się już ok. 2,7% poniżej szczytu z przełomu marca i kwietnia. Kluczowe wsparcie na przedwojennych poziomach może być trudnym wyzwaniem dla niedźwiedzi. Co więcej, strukturalnie wyższe ceny energii i jastrzębia postawa Fedu wciąż wiszą nad rynkiem.

Co z polską walutą? Oprócz międzynarodowego optymizmu, złotego wspierają mocne fundamenty. Jak wskazuje Interia.pl, przed szokiem cenowym na rynku energii Polska była jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w regionie. Dodatkowo, wzrost PKB napędzają wydatki rządowe na obronność i spodziewany napływ środków z Unii Europejskiej.

Prognozy: krótka odwilż, potem dalszy spadek?

Oto, jak widzą przyszłość dolara największe instytucje finansowe:

  • HSBC jest najbardziej niedźwiedzi: przewiduje, że dolar będzie tanieć do 3,52 zł w czerwcu, 3,47 zł we wrześniu i 3,39 zł w grudniu.
  • Goldman Sachs prognozuje przejściowy wzrost do 3,77 zł w ciągu 3 miesięcy, ale potem spadek do 3,60 zł za pół roku i 3,54 zł za rok.
  • Crédit Agricole zakłada wzrost do 3,78 zł w III kwartale, ale późniejszy spadek do 3,55 zł pod koniec 2027 roku.
  • Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) oczekuje ceny 3,722 zł w czerwcu, ale już 3,533 zł w IV kwartale 2026.
  • ING szacuje, że dolar utrzyma się w rejonie 3,62 zł, by za 6 miesięcy spaść do 3,58 zł, a za rok do 3,54 zł.

Widać wyraźny schemat: krótkoterminowa szansa na odbicie, ale w dłuższej perspektywie większość banków widzi dalszą deprecjację amerykańskiej waluty.

Czarny łabędź? Dolar pod ostrzałem z wielu stron

Osłabienie dolara nie wynika tylko z optymizmu geopolitycznego. Pod koniec zeszłego tygodnia dolar miał wyraźny powód, by stracić na wartości. Amerykański Sąd ds. Handlu Międzynarodowego (CIT) orzekł, że 10-procentowe globalne cła wprowadzone przez prezydenta USA były niezgodne z prawem. Dla wielu inwestorów to sygnał nieskuteczności waszyngtońskiej administracji.

Co więcej, rynek coraz częściej spekuluje o przyszłym obniżaniu stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, co również osłabiłoby dolara. Prezydent Donald Trump regularnie o to apeluje.

Legendarny inwestor Warren Buffett ostrzegł nawet, że „ślepe zaufanie do jakiejkolwiek waluty w obecnym otoczeniu jest po prostu niebezpieczne”. Jego zdaniem, rosnący dług publiczny USA i agresywna polityka monetarna tworzą fundament pod długotrwałą inflację. Jego obawy podziela Gerald Celente z Trends Research Institute, który mówi o potencjalnym końcu pewnego porządku monetarnego, porównując USA do Wielkiej Brytanii przed upadkiem funta.

Czy to już nie jest zwykła korekta, ale zwiastun większych zmian? Na razie na rynku króluje optymizm, a inwestorzy szukają okazji poza dolarem. Krótkoterminowo indeks dolara może znaleźć wsparcie, ale długoterminowy trend zdaje się być już przesądzony.

O godz. 11:30 za euro płacimy 4,23 zł, za dolara 3,60 zł, za funta 4,90 zł. Brzmi jak dobra wiadomość dla polskich podróżników i importerów, ale znak ostrzegawczy dla tych, którzy trzymają oszczędności w amerykańskiej walucie.