Czy twój spokojnie dotąd sąsiedztwo zmieniło się w noclegownię dla kilkudziesięciu osób? To niepokojące zjawisko, które z marginalnego problemu przerodziło się w prawdziwą plagę na osiedlach domów jednorodzinnych. Właściciele nieruchomości coraz częściej przekształcają je w nieoficjalne hotele robotnicze, a sąsiedzi są bezsilni. Ale to się ma zmienić – i to szybko.

Problem, który wymknął się spod kontroli

Hałas do późnej nocy, awantury, samochody zastawiające każdy wolny skrawek ulicy i góry śmieci. To codzienność mieszkańców wielu spokojnych dotąd osiedli, gdzie domy jednorodzinne zamieniają się w miejsca zbiorowego zakwaterowania pracowników. Jak relacjonuje „Dziennik Gazeta Prawna”, właściciele często ignorują zarówno uwagi sąsiadów, jak i interwencje służb. Problem w tym, że obowiązujące przepisy nie dają skutecznych narzędzi do rozwiązania takich sytuacji.

Widzimy, że stąpamy po wąskiej linii. Będziemy się starali te przepisy w miarę szybko wprowadzić – mówiła Monika Wróblewska, dyrektor departamentu architektury, budownictwa i geodezji w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Przygotowanie nowych regulacji nie jest proste, bo problem dotyka kilku obszarów prawa jednocześnie. Sprawa trafiła już pod obrady sejmowej komisji infrastruktury oraz komisji wspólnej rządu i samorządu terytorialnego.

Nie o metry tu chodzi

Początkowo rozważano wprowadzenie limitów kubatury domów, aby utrudnić ich przekształcanie. Pomysł szybko wzbudził wątpliwości. Eksperci nie mają złudzeń – kluczowy jest nie rozmiar budynku, a liczba jego użytkowników.

Problemem nie jest wielkość domu, tylko liczba osób go użytkujących, a w prawie budowlanym nie ma przepisu, który mówiłby, ile maksymalnie osób może mieszkać w domu jednorodzinnym – wskazał Andrzej Falkowski z Podlaskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa.

Podobne stanowisko prezentował Mariusz Ścisło ze Stowarzyszenia Architektów Polskich SARP, przypominając, że podobne przepisy w latach 70. Polacy szybko nauczyli się obchodzić.

Konkretne propozycje: limit 30% i kary do 10 tys. zł

Resort rozwoju nie zwalnia jednak tempa i przedstawia już konkretne rozwiązania legislacyjne. Zgodnie z propozycją wiceministra Tomasza Lewandowskiego, w domu jednorodzinnym tylko 30 proc. powierzchni będzie można przeznaczyć na cele zakwaterowania okresowego.

Przekroczenie tego limitu będzie wymagało uzyskania decyzji o zmianie sposobu użytkowania budynku. Za użytkowanie budynku niezgodnie z przeznaczeniem ma grozić kara do 10 tys. zł, która będzie mogła być nakładana wielokrotnie, jeśli właściciel nie zastosuje się do przepisów.

Wprost wskazujemy, że jeżeli ktoś chce u siebie prowadzić taki hotel pracowniczy, musi wystąpić o zmianę sposobu użytkowania budynku – podkreślił Lewandowski.

Presja na szybkie działania jest ogromna

Samorządowcy nie kryją zaniepokojenia skalą zjawiska i fatalnymi warunkami, w jakich żyją często mieszkańcy takich „hoteli”.

Są w Polsce gminy, w których powstały wręcz osiedla zbudowane po to, żeby osoby przyjeżdżające spoza kraju wegetowały w tych pomieszczeniach – alarmuje Marek Wójcik, pełnomocnik Zarządu Związku Miast Polskich. – To są z reguły domy jednorodzinne, w którym mieszka kilkadziesiąt osób w urągających warunkach, bez szacunku dla przepisów sanitarnych i przeciwpożarowych. Ten problem musi się załatwić szybko, zanim dojdzie do tragedii.

Z danych przedstawionych podczas posiedzeń wynika, że obecne przepisy pozwalają na zakwaterowanie w jednym domu nawet kilkudziesięciu osób. Przed 2018 rokiem prawo zezwalało na wydzielenie maksymalnie dwóch lokali w domu jednorodzinnym. Dziś, jak wskazuje Wójcik, zdarza się, że w jednym budynku jest 14 czy 18 lokali mieszkalnych, co fatalnie odbija się na lokalnej infrastrukturze.

Resort deklaruje, że zmiany powinny wejść w życie jak najszybciej. Rozważane są różne ścieżki legislacyjne – zarówno projekt rządowy, jak i inicjatywa poselska. Szczegółowe propozycje Ministerstwo Rozwoju i Technologii ma przedstawić samorządom w najbliższych dniach.

Czy to koniec ery dzikich hoteli pracowniczych w domach jednorodzinnych? Wszystko wskazuje na to, że rząd bierze sprawę na poważnie i szykuje solidne narzędzia do walki z tym uciążliwym procederem. Sąsiedzi pewnie już nie mogą się doczekać.