Drony nad Bałtykiem: Nowe ustalenia rzucają światło na tajemnicze incydenty
Pixabay.com / Pexels
Czy ukraińskie drony atakujące rosyjskie porty mogły dolecieć aż do Finlandii? Najnowsze ustalenia fińskich śledczych kompletnie zmieniają obraz sytuacji i wskazują na znacznie bardziej złożony scenariusz.
Nie te drony, co myśleliśmy
W ostatnich dwóch tygodniach podczas zintensyfikowanych ataków powietrznych Ukrainy na rosyjską infrastrukturę portową i energetyczną w obwodzie leningradzkim, jej drony zboczyły z kursu i zostały znalezione w Estonii, na Łotwie, Litwie oraz na terenie Finlandii. Jeden z dronów uderzył nawet w komin elektrowni w pobliżu estońskiej Narwy tuż przy granicy z Rosją.
Ale tu pojawia się pierwszy zwrot akcji. Według Centralnego Biura Policji Kryminalnej (KRP) drony, które wtargnęły w fińską przestrzeń i spadły na przełomie marca i kwietnia, różnią się od tych, o których wcześniej informowały siły powietrzne. Są znacznie mniejszych rozmiarów i wszystkie miały ładunki wybuchowe.
„Zaleciliśmy Ukraińcom wybór innych korytarzy ataków, tak by ich drony nie wkraczały w przestrzeń powietrzną Estonii, choć i tej sytuacji nie da się całkowicie wykluczyć. Aktywność rosyjskiej obrony powietrznej ma również znaczenie, dlatego drony trafiają m.in. nad Estonię” – powiedział pułkownik Kiviselg, cytowany przez radio ERR.
Skala ataków jest gigantyczna
Z informacji przekazanych przez fińskie siły zbrojne wyłania się ogromna skala ukraińskiej operacji. Tylko pod koniec marca, w ciągu zaledwie jednego tygodnia, siły Ukrainy skierowały do ataku na strategiczne rosyjskie cele we wschodniej części Zatoki Fińskiej gigantyczną flotę około 2500 dronów.
Minister obrony Finlandii Antti Hakkanen potwierdza: „W ostatnich tygodniach Ukraina wystrzeliła 2,5-3 tys. dronów. Trudno powiedzieć, ile z nich zbłądziło. Nie ma pełnego obrazu sytuacji”.
Ale tutaj pojawia się kluczowe pytanie: jak te mniejsze drony w ogóle tam dotarły?
Nowa teoria: atak z terytorium wroga?
Siły powietrzne podawały na początku, że pierwszy znaleziony w Finlandii wrak drona to model bojowego ukraińskiego statku powietrznego AN-196, czyli bezzałogowca wielkości małego samolotu o rozpiętości skrzydeł 6,7 metra i mającego zasięg 1000-2000 km. Obecnie twierdzenia te zostały przez śledczych obalone.
Nowe informacje dotyczące rozmiaru dronów mogą wskazywać, że bezzałogowce o krótszym zasięgu – do 700 km – zostały wystrzelone spoza terytorium Ukrainy.
„Informacje służb są stale uściślane. Nie będę spekulował na ten temat” – odparł premier Petteri Orpo, cytowany w „Helsingin Sanomat”.
Według byłego szefa wydziału badawczego w sztabie sił zbrojnych pułkownika Jyriego Kosoli mniejsze i tańsze drony, mające zasięg około 700 km, nie mogły dolecieć do Finlandii z Ukrainy.
Ekspert, który przekazał swój raport na temat incydentów z dronami siłom zbrojnym, uważa, że Ukraińcom mogło udać się wcześniej np. przemycić drony na terytorium Rosji lub Białorusi, co – jak zauważył na antenie radia Yle – miałoby „największy sens strategiczny”.
Rosyjskie oskarżenia i zakłócenia GPS
Po ukraińskich atakach na rosyjskie porty i terminale naftowe Rosja oskarżyła kraje bałtyckie o udostępnienie Ukrainie swoich terytoriów do ataków na Rosję.
Szefowie dyplomacji państw bałtyckich Estonii, Łotwy i Litwy oświadczyli jednak w piątek 10 kwietnia, że wbrew twierdzeniom rosyjskiego rządu ich kraje nie udzieliły Ukrainie pozwolenia na wykorzystanie bałtyckiej przestrzeni powietrznej do przeprowadzania ataków dronowych na obiekty w Rosji.
Według ekspertów ukraińskie drony zostały przekierowane w przestrzeń powietrzną krajów bałtyckich wskutek zakłóceń sygnału GPS przez armię rosyjską. Fińskie służby informowały wcześniej, że Rosja posiada systemy i bazy do prowadzenia walki elektronicznej, zlokalizowane w rejonie Zatoki Fińskiej, m.in. w rejonie Petersburga oraz w południowej części Bałtyku w obwodzie kaliningradzkim.
Z kolei informacje wywiadowcze służb ukraińskich wskazują, że to Rosja celowo przekierowuje ukraińskie drony na kraje bałtyckie.
Jedno jest pewne: sytuacja nad Bałtykiem staje się coraz bardziej złożona, a każde nowe ustalenie rodzi kolejne pytania. Śledztwo trwa.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.