Polska ochrona zdrowia zmierza w kierunku finansowej zapaści, której skala zaczyna przypominać deficyty znane z systemu emerytalnego. Z projektu planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2027 rok wynika, że przychody i koszty mają wynieść około 237,3 mld zł, ale według ekspertów do utrzymania obecnego poziomu świadczeń zabraknie od 20 do 22 mld zł. Główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, Łukasz Kozłowski, nie ma wątpliwości – to nie chwilowy kryzys, lecz efekt głębokiego, systemowego niedoszacowania potrzeb Funduszu.

Składka zdrowotna już nie wystarcza

Jeszcze kilka lat temu NFZ finansował ze składki zdrowotnej około 95 proc. swojej działalności. Dziś – jak alarmuje Kozłowski – ten model się załamał. W projekcie na 2027 r. ze składki ma pochodzić nieco ponad 194 mld zł, a z dotacji budżetowej 35 mld zł. Tymczasem, aby pokryć pełne koszty wynikające z obowiązujących regulacji, dotacja musiałaby być wyższa o wspomniane 20–22 mld zł.

Ekonomista zwraca uwagę, że ochrona zdrowia staje się bardziej deficytowa niż system ubezpieczeń społecznych. Do 2028 roku poziom pokrycia wydatków NFZ składką może spaść do 66–67 proc., podczas gdy w ZUS prognozuje się około 76–77 proc. „W ciągu zaledwie kilku lat ochrona zdrowia stała się więc bardziej deficytowa niż tradycyjnie deficytowy system emerytalny” – podkreśla Kozłowski.

Spirala wynagrodzeń napędza koszty

Źródłem problemu jest mechanizm waloryzacji płac w służbie zdrowia, wprowadzony w 2022 roku. Minimalne wynagrodzenia personelu medycznego rosną automatycznie, a ich wzrost jest przerzucany na wyceny świadczeń. To z kolei podbija koszty szpitali, co znów napędza oczekiwania płacowe. „Koszty leczenia rosną około 2,5 razy szybciej niż inflacja. Pomimo dokładania pieniędzy do NFZ jesteśmy w stanie leczyć coraz mniej pacjentów, a kolejki się wydłużają” – tłumaczy ekonomista.

Próby ograniczenia wynagrodzeń, jak proponowane ostatnio przez Ministerstwo Zdrowia, mogą przynieść odwrotny skutek. Ze szpitali już płyną sygnały, że osoby zarabiające mniej będą oczekiwać wyrównania do nowego, maksymalnego pułapu, np. stawki 240 zł brutto za godzinę. Wprowadzenie zmian bez pełnych danych o rzeczywistych zarobkach personelu – które dopiero ma zebrać Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – to zdaniem Kozłowskiego działanie po omacku.

Szpitale toną w długach, pacjenci czekają miesiącami

Kryzys finansowy NFZ już teraz przekłada się na sytuację szpitali. Po pierwszym kwartale 2026 roku zadłużenie publicznych placówek przekroczyło 37 mld zł, a zobowiązania wymagalne (przeterminowane) wzrosły do ponad 5 mld zł. „Zaległości płatnicze rosną w tempie kilkudziesięcioprocentowym kwartał do kwartału” – ostrzega Kozłowski.

Konsekwencje dla pacjentów są coraz bardziej odczuwalne. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej w III kwartale 2025 r. na pilne wizyty czekało 776,5 tys. osób – to wzrost o ponad 135 proc. od I kwartału 2022 roku. Mediana czasu oczekiwania dla pacjentów pilnych sięga już prawie miesiąca, czyli dwukrotnie więcej niż w latach 2022–2023. „Pod koniec roku szpitale będą wstrzymywać przyjęcia, bo limity z NFZ zaczną się wyczerpywać” – prognozuje ekspert.

Budżetowa karuzela nowelizacji

Dotychczasowe próby ratowania płynności NFZ polegają na wielokrotnych nowelizacjach planu finansowego w trakcie roku. W 2025 roku pierwotnie przewidywano dotację w wysokości około 18,3 mld zł, ostatecznie wzrosła ona do około 32,9 mld zł. W 2026 roku początkowo planowano 26 mld zł, a kwota była potem podnoszona. Kozłowski zauważa, że w ciągu roku plan zmieniano już ponad 20 razy, a liczba nowelizacji może zbliżyć się do 40.

Jednak rezerwy budżetowe kurczą się, a państwo musi jednocześnie finansować obronność, świadczenia społeczne i obsługę długu. „Jeżeli nie wyrwiemy się z tej spirali, sytuacja będzie się dalej pogarszać, a nie poprawiać” – podsumowuje ekonomista. Długoterminowe analizy wskazują, że bez zmiany modelu finansowania deficyt NFZ może w scenariuszu bazowym sięgnąć 171 mld zł w 2040 roku i 434 mld zł w 2060 roku.

Projekt planu NFZ na 2027 r. przewiduje około 219,9 mld zł bezpośrednio na świadczenia. Najwięcej, bo prawie 108 mld zł, pochłonie leczenie szpitalne. Na podstawową opiekę zdrowotną przeznaczono około 25,6 mld zł, a na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną jedynie 17,3 mld zł – kwotę zbliżoną, a nawet nieznacznie niższą niż w planie na 2026 rok. Eksperci ostrzegają, że jeśli nie zmieni się mechanizm waloryzacji płac, kolejki będą rosły, a system będzie leczyć coraz mniej pacjentów za coraz większe pieniądze.