Inflacja wymyka się spod kontroli, a ceny energii ciągną w górę wszystko inne. Czy to koniec ery taniego pieniądza w Europie? Wszystko wskazuje na to, że tak – kluczowi decydenci Europejskiego Banku Centralnego wysyłają bowiem zdecydowane sygnały, że w czerwcu musimy spodziewać się podwyżki stóp procentowych.

Kurs euro rośnie. Rynek już gra podwyżką

Inwestorzy nie czekają na oficjalne komunikaty. Kurs euro już zyskuje na wartości po jastrzębich sygnałach płynących z EBC. Rynek niemal w pełni wycenia podwyżkę o 25 punktów bazowych podczas posiedzenia 11 czerwca. Część inwestorów spodziewa się nawet, że będzie to początek serii ruchów.

Ale to nie tylko spekulacje. O podwyżce w czerwcu otwarcie mówi członkini zarządu EBC Isabel Schnabel, uznawana za jedną z najbardziej restrykcyjnie nastawionych osób w radzie.

Biorąc pod uwagę skalę i trwałość obecnego szoku, ignorowanie go nie jest już według mnie możliwe. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że podwyżka stóp w czerwcu będzie konieczna

Schnebel w rozmowie z agencją Reuters podkreśliła, że taka decyzja jest konieczna niezależnie od sytuacji geopolitycznej – nawet gdyby konflikt się zakończył. Jej zdaniem szkody wyrządzone infrastrukturze energetycznej i globalnym łańcuchom dostaw są zbyt głębokie.

Co takiego spłatało bankierów? Inflacja bije w cel!

Głównym motorem jest oczywiście inflacja, która wymknęła się spod kontroli. Najnowsze dane Eurostatu są druzgocące. Inflacja w strefie euro wzrosła w maju do 3,2% z 3,0% w kwietniu. To pierwszy raz od 2023 roku, gdy wskaźnik przekroczył próg 3%.

To jednak nie wszystko. Bankierów centralnych budzi niepokój inflacja bazowa (HICP), która nie uwzględnia cen energii i żywności. Ten wskaźnik również wzrósł – do 2,5% z 2,2% miesiąc wcześniej. To kluczowy sygnał, że droga energia infekuje całą gospodarkę.

  • Inflacja w sektorze energetycznym: 10,9%
  • Wzrost cen usług: 3,5%

Decydenci EBC boją się tzw. efektów drugiej rundy, czyli sytuacji, w której rosnące koszty energii prowadzą do wzrostu cen innych towarów i usług, a w konsekwencji mogą uruchomić spiralę płacowo-cenową.

Nie tylko Schnabel. Kto jeszcze opowiada się za ostrzejszą polityką?

Podkładką pod czerwcową decyzję mają być nowe projekcje makroekonomiczne EBC, w których – w powszechnym przekonaniu – bank podwyższy prognozy przyszłej inflacji. Nawet szefowa EBC Christine Lagarde sugerowała, że przewidywania inflacji na poziomie 2,6% w tym roku prawdopodobnie zostaną zrewidowane w górę.

Inni przedstawiciele banku również nie pozostawiają złudzeń. Litewski bankier centralny Gediminas Šimkus ocenił, że druga podwyżka stóp po czerwcu „jest bardziej prawdopodobna niż nie”.

EBC jest w punkcie, w którym dalsze zwlekanie z zacieśnianiem polityki pieniężnej nie jest już możliwe ze względu na skutki kryzysu energetycznego. Dotychczasowe, optymistyczne scenariusze szybkiej normalizacji cen surowców się nie spełniły.

To nie początek cyklu? Dlaczego ten kryzys jest inny

Choć podwyżka w czerwcu wydaje się pewna, nie wszyscy wierzą, że to początek długiej serii. Członek zarządu EBC Philip R. Lane wskazuje, że obecny szok energetyczny ma inny charakter niż ten z 2022 roku. Jest przede wszystkim podażowy, a warunki dla silnego popytu w Europie nie są obecnie tak sprzyjające jak po pandemii.

Podkreśla również inną istotną różnicę: w 2022 roku bank zaczynał podwyżki od stóp poniżej zera. Dziś główna stopa referencyjna EBC wynosi 2%. To zupełnie inny punkt wyjścia.

Decyzje o ewentualnych kolejnych ruchach, jak mantra powtarzają przedstawiciele banku, będą zależeć od napływających danych. Czerwcowa podwyżka może być więc dostosowaniem incydentalnym, a nie sygnałem początku agresywnego cyklu.

Co z gospodarką? Euro słabnie, ale euro mocniejsze

Perspektywy gospodarcze dla strefy euro są coraz bardziej wymagające. Wskaźniki koniunktury, jak badania PMI, wskazują na narastającą presję. Europa jako importer netto energii szczególnie mocno odczuwa skutki wzrostu cen surowców.

Mimo to, sam kurs euro może odnieść korzyści. Jeśli napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie ulegną złagodzeniu, może to osłabić dolara amerykańskiego, który pełni rolę bezpiecznej przystani. W takim środowisku kurs EUR/USD mógłby według niektórych analiz wrócić powyżej poziomu 1,18 dolara.

Jedno jest pewne. Era niezmiennych, niskich stóp procentowych w strefie euro właśnie dobiega końca. EBC nie ma już komfortu czekania. Inflacja bije w cel, a bank musi zareagować. Pierwszy krok nastąpi prawdopodobnie już za kilka dni.