Amerykańska agencja rewiduje prognozy

Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA), federalna agencja działająca w strukturach Departamentu Energii USA, znacząco podniosła prognozy dla rynku ropy na 2026 r. Według nowych szacunków średnia cena Brent w całym roku wyniesie 96,32 USD za baryłkę, podczas gdy poprzednio było to 91,01 USD. Dla WTI nowa średnia to 88,21 USD, a wcześniej agencja zakładała 84,65 USD. Rewizja oznacza, że droga energia może zostać z nami na dłużej, a presja na ceny nie zniknie szybko.

Jeszcze większa zmiana dotyczy IV kwartału. EIA oczekuje, że Brent będzie kosztować średnio blisko 105 USD za baryłkę, czyli o 14 USD więcej, niż agencja prognozowała miesiąc wcześniej. W przypadku WTI prognoza na ten okres wzrosła do 97 USD z niespełna 86 USD.

Co stoi za nowymi prognozami?

Za rewizją stoi przede wszystkim ograniczona podaż z Bliskiego Wschodu, mniejsze zapasy oraz droższy transport morski i wyższe składki ubezpieczeniowe dla tankowców. To połączenie problemów podażowych i logistycznych sprawia, że okres wysokich cen może się przedłużyć. EIA wskazuje też, że ataki na saudyjski rurociąg Wschód–Zachód pokazały, iż nie są bezpieczne nawet trasy omijające cieśninę Ormuz. W IV kwartale światowe zapasy ropy mają zmniejszać się o 0,7 mln baryłek dziennie. To jeden z czynników, które stoją za nowymi prognozami.

Na rynek wciąż oddziałują też niedobory diesla. Zakłady przeróbcze muszą pozyskać więcej ropy, aby zwiększyć wytwarzanie paliwa. To z kolei może sprawić, że ceny surowca pozostaną wysokie nawet wtedy, gdy eksport zacznie się stopniowo poprawiać.

Prognozy na 2027 rok

Na przyszły rok EIA wciąż zakłada spadek cen, ale obie prognozy są o 10 USD wyższe niż poprzednio. Brent ma średnio kosztować 83,74 USD, a WTI 79,74 USD. Scenariusz ten zakłada bowiem stopniowy powrót wydobycia i zapasów do wyższych poziomów. Gdyby pojawiły się kolejne zakłócenia, ceny mogłyby nie spadać tak szybko, a presja na koszty transportu i inflację mogłaby się utrzymać. EIA zwraca przy tym uwagę na ok. 20–30 proc. roczny wzrost cen oleju opałowego, który w sezonie zimowym może dodatkowo oddziaływać na inflację.

Piątkowe zwyżki na rynku

Ceny ropy wciąż pozostają pod wpływem napięć na Bliskim Wschodzie. Notowania ruszyły w górę po okresie względnej stabilizacji. Piątkowa sesja przyniosła jednak wyraźny ruch w górę, a popołudniowy wzrost nieco zmienił obraz sesji. W piątek Brent przez długi czas pozostawał w okolicach 106 USD za baryłkę, a po południu wzrósł do 109 USD, przebijając techniczne poziomy, powyżej których notowania mogą dalej rosnąć. Wcześniej z Arabii Saudyjskiej docierały doniesienia o eskalacji konfliktu.

Stanisław Byszewski z DM BOŚ tak skomentował sytuację:

Fundamentalnie presję na notowania wywiera zapowiedź przyspieszenia uwalniania pozostałych 100 mln baryłek ropy i paliw z rezerw strategicznych państw IEA.

Analityk dodał, że cenom sprzyjają też opublikowane przez EIA dane o spadku zapasów w USA o 8,6 mln baryłek oraz problemy żeglugowe w okolicach Ormuz. Dane z poprzedniego tygodnia rzeczywiście pokazały redukcję amerykańskich zapasów o 8,6 mln baryłek – najmocniejszą od lutego. Częściowo odpowiadały za to przestoje wywołane huraganem Isaias.

Większe uwolnienie rezerw

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ogłosiła w czwartek, że łączna pula paliw uwalnianych z rezerw strategicznych przekroczy 400 mln baryłek. Chodzi o zapasy ropy i paliw utrzymywane przez państwa członkowskie. Obecne ogłoszenie oznacza, że skala uwalnianych zapasów będzie jeszcze większa, niż wynikało z marcowych ustaleń. W marcu kraje członkowskie uzgodniły uwolnienie 400 mln baryłek w odpowiedzi na wybuch wojny USA i Izraela z Iranem. Po posiedzeniu Rady Zarządzającej IEA wyjaśniono, że część państw uwolniła już więcej zapasów, niż wtedy deklarowała, a inne mają to zrobić, więc ostateczna liczba będzie wyższa. W rezultacie na rynek trafi więcej paliw, niż zakładano. Agencja podkreśla, że uwolnienie rezerw paliwowych pozostaje istotnym czynnikiem, który wpływa na światowy rynek i będzie wpływać na niego nadal.