Czy wiek emerytalny kobiet powinien być powiązany z posiadaniem dzieci? Propozycja minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wywołała ostrą debatę, która podzieliła nie tylko opinię publiczną, ale i sam rząd.

Pomysł minister: nagroda za rodzicielstwo

W rozmowie z RMF FM Pełczyńska-Nałęcz rozwinęła swoją wcześniejszą wypowiedź dla WP. Zasugerowała, że kobiety, które nie mają dzieci, powinny mieć taki sam wiek emerytalny jak mężczyźni. Jak tłumaczyła, chodzi o to, by „nagradzać rodzicielstwo” poprzez dodatkowe środki emerytalne za wysiłek rodzicielski.

Podczas wywiadu zwróciła uwagę, że obecnie w Polsce co czwarty mężczyzna nie dożywa do emerytury, a co druga młoda kobieta podejmuje decyzję o nieposiadaniu dzieci. Jej zdaniem, z każdym rokiem młodzi ludzie muszą dopłacać do emerytur innych, co uzasadnia zmianę systemu.

  • A ci, którzy nie mają dzieci, w tym kobiety, są traktowani tak samo, jak mężczyźni, nie gorzej, tak samo – wyjaśniała na antenie minister.

Funduszowa nie chce „bykowego”

Mimo kontrowersyjnego wydźwięku propozycji, Pełczyńska-Nałęcz wyraźnie zaznaczyła, że nie jest zwolenniczką tzw. bykowego, czyli podatku lub wyższych składek nakładanych na osoby bezdzietne i stanu wolnego. Takie rozwiązanie w Polsce nie obowiązuje i minister nie chce go wprowadzać.

Krytyka: matki skazane na biedę?

Pomysł szybko spotkał się z falą krytyki. Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka i prorektor ds. nauki oraz dyrektor Instytutu Statystyki i Demografii SGH, w rozmowie z money.pl stwierdziła, że takie rozwiązanie może prowadzić do poważnych konsekwencji.

– Matki będą skazane na biedę. Kobiety żyją dłużej, są narażone na wdowieństwo i samotność. To wszystko razem może doprowadzić do nierówności i wykluczenia matek – przestrzegła ekonomistka.

Szefowa MRPiPS: to jak z „Opowieści podręcznej”

Do propozycji odniosła się również minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W czwartek na antenie TVP Info przyznała, że osobiście jest zwolenniczką dobrowolności i opowiedziała się za zrównaniem wieku emerytalnego w dół.

– Mówi jakieś rzeczy, one rzeczywiście przypominają pomysły jak z kart „Opowieści podręcznej”, że będziemy teraz liczyć dzieci kobiet – skomentowała Dziemianowicz-Bąk.

Minister pracy zwróciła również uwagę na brak logiki w propozycji dotyczącej tylko kobiet.

– Ale ja chciałabym zapytać, a co z mężczyznami, którzy także mają dzieci? Oni także wychowują swoje dzieci, ojcowie są obecni coraz częściej, dlaczego oni nie mają być uwzględniani? To absurdalne – oceniła.

Podział w rządzie

Szefowa MRPiPS podkreśliła, że nie otrzymała żadnej propozycji od Pełczyńskiej-Nałęcz w tej sprawie. Dziemianowicz-Bąk zaapelowała do koalicjantów i opozycji o rozmowy na temat innych projektów emerytalnych, np. emerytur stażowych.

– Rozmawiajmy o tym, jak umożliwić ludziom, którzy bardzo szybko rozpoczęli aktywność zawodową, mają już określony staż pracy, żeby mogli korzystać z tych uprawnień emerytalnych – dodała, podkreślając, że aktywność zawodowa powinna być „dobrowolna i faktycznie możliwa, a nie przymusowa”.

Pomysł minister funduszy pokazuje, jak wrażliwym tematem w Polsce pozostaje przyszłość systemu emerytalnego. Choć autorka koncepcji zapewnia, że nie chodzi o karanie bezdzietnych, krytycy widzą w tym narastanie nierówności i ryzyko dla matek.