Czy główne uderzenie Rosji na Europę już trwa? Według najnowszego raportu estońskiego kontrwywiadu, to właśnie ten bałtycki kraj jest celem numer jeden Kremla. I metody są coraz bardziej niepokojące.

Alarmujący raport Kapo

W opublikowanym w poniedziałek corocznym raporcie Estońskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Kapo) podkreślono jednoznacznie: Rosja pozostaje największym długoterminowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju. To mocne oświadczenie zbiega się z 35-leciem odzyskania przez Estonię niepodległości.

Ale to nie są tylko ogólne stwierdzenia. Szef Kapo wskazuje na konkretne, niebezpieczne działania. Na granicy estońsko-rosyjskiej obserwujemy próby werbowania „jednorazówek” – współpracowników pozyskiwanych do pojedynczych zadań, takich jak dewastacja pomników czy innych miejsc o znaczeniu symbolicznym.

I tu jest szokujący szczegół: w 2025 roku do przeprowadzania sabotaży rosyjskie służby werbowały też nieletnich. To pokazuje, jak daleko sięga agresywna taktyka.

Nowa twarz propagandy

Rosja zmienia fronty. Coraz częściej do szerzenia swoich narracji korzysta z mediów społecznościowych, gdzie propaganda jest wzmacniana przez sztuczną inteligencję. Na co kładziony jest nacisk? Na twierdzenia o rzekomych prześladowaniach Rosjan w Estonii oraz przekaz, że celem zbrojenia się Zachodu jest atak na Rosję.

Rosyjskie służby nie mogą działać swobodnie na terytorium Estonii, dlatego szukają alternatywnych sposobów. Ten rekordowy rok pokazuje jednak, że ich działania nie są skuteczne – podkreśliła rzeczniczka Kapo Marta Tuul w rozmowie z estońskim nadawcą ERR.

I faktycznie, Estonia nie pozostaje bierna. W ostatnich miesiącach podjęto konkretne działania wobec osób uznanych za zagrożenie. W marcu wydalono obywatela Rosji Kiryła Kudriawcewa, w lutym deportowano Andrieja Żurawlewa podejrzanego o działalność wywiadowczą, a w styczniu Dawida Arutiuniana.

Cel: „Ludowa Republika Narwy”?

Raport zbiega się z kolejnymi groźbami. Tym razem na celowniku znalazło się estońskie miasto Narwa. W mediach społecznościowych pojawiają się wezwania do utworzenia „Ludowej Republiki Narwy”.

Prorosyjscy propagandyści nie ograniczają się do słów. Udostępniają fikcyjne mapy, na których widnieje „Ludowa Republika Narwy”, jej symbole graficzne i flagi. W postach namawiają odbiorców do rozdawania ulotek, działań sabotażowych, prywatnych zbrojeń i wsparcia dla rosyjskiego wojska.

Dlaczego akurat Narwa? To trzecie co do wielkości miasto Estonii, zamieszkałe przez nieco ponad 50 tys. osób, gdzie niemal 90 proc. mieszkańców posługuje się językiem rosyjskim. Graniczny most nad Narwą łączy je z rosyjskim Iwangorodem. Nie bez powodu w analizach geopolitycznych Narwa często jest wymieniana jako jeden z najsłabszych punktów NATO w ewentualnej konfrontacji z Rosją.

Estonia stoi na pierwszej linii hybrydowej wojny. Raport Kapo to nie teoria, lecz dokumentacja realnych, nasilających się zagrożeń tuż przy granicy z sojuszem NATO. Czas na czujność.