Fundusze i ETF-y oparte na strategii volatility targeting zdobywają coraz większą popularność wśród inwestorów poszukujących przewidywalnego profilu ryzyka. Obietnica jest prosta: gdy rynki są spokojne, fundusz zwiększa ekspozycję, by wykorzystać korzystne warunki. Gdy zmienność rośnie, pozycje są automatycznie redukowane, co ma chronić kapitał przed gwałtownymi wahaniami.

Jednak ten sam mechanizm, który ma ograniczać ryzyko, w momentach kryzysowych może działać jak dodatkowa presja sprzedażowa. Zamiast łagodzić spadki, bywa, że je pogłębia.

Na czym polega strategia volatility targeting?

Zamiast biernie śledzić rynek, fundusz aktywnie zarządza poziomem ryzyka. Zarządzający ustala docelowy poziom zmienności – przykładowo 10% rocznie – i w regularnych odstępach (często codziennie lub co tydzień) dostosowuje wielkość pozycji. Gdy zmienność rynku jest niska, fundusz może zwiększać zaangażowanie w aktywa, a nawet wykorzystywać dźwignię finansową. Gdy zmienność zaczyna rosnąć, pozycje są automatycznie redukowane, by utrzymać ryzyko w założonych granicach.

Podobną filozofię stosują fundusze typu Risk Parity, gdzie każda klasa aktywów ma wnosić zbliżony udział do całkowitego ryzyka portfela. Podstawą działania jest regularny rebalancing, oparty na krótkoterminowych pomiarach zmienności.

Skąd tak duże zainteresowanie?

Popularność tych rozwiązań eksplodowała w latach poprzedzających pandemię COVID-19. W tym okresie światowe rynki charakteryzowały się wyjątkowo niską zmiennością, co sprzyjało strategiom kontroli ryzyka. W szczytowym momencie wartość kapitału ulokowanego w strategiach opartych na zmienności szacowano nawet na około 2 biliony dolarów. Ta liczba pokazuje, jak duże zaufanie zdobyły te mechanizmy wśród inwestorów instytucjonalnych.

Dla inwestorów indywidualnych ETF-y z kontrolą zmienności wydają się atrakcyjną alternatywą dla klasycznych funduszy „kup i trzymaj”. Oferują bardziej przewidywalny profil ryzyka, co jest szczególnie cenione w niepewnych czasach.

Główny problem: procykliczny charakter

Choć strategia wygląda rozsądnie w teorii, ma istotną wadę. Jest procykliczna. W okresach spokojnego rynku fundusze budują wysoką ekspozycję, często z użyciem dźwigni, bo niska zmienność pozwala utrzymywać większe pozycje przy zachowaniu limitów ryzyka.

Gdy pojawia się nagły wzrost zmienności, ten sam mechanizm wymusza szybką redukcję pozycji. W praktyce oznacza to sprzedaż aktywów dokładnie w momencie, gdy presja podażowa na rynku już narasta. Zamiast chronić portfel przed spadkami, może dodatkowo pogłębiać wyprzedaż.

Lekcja z marca 2020 roku

Doskonałym przykładem jest krach z marca 2020 roku. Przed gwałtownym załamaniem wiele funduszy Risk Parity oraz strategii volatility targeting utrzymywało wysoką ekspozycję na akcje i obligacje, korzystając z wcześniejszej niskiej zmienności.

Gdy zmienność eksplodowała niemal jednocześnie we wszystkich klasach aktywów, zarządzający zostali zmuszeni do szybkiego ograniczania pozycji. Wielu profesjonalnych zarządzających musiało sprzedawać aktywa, aby wrócić do narzuconych limitów ryzyka.

Jak wynika z analiz, część inwestorów instytucjonalnych zredukowała ryzyko dokładnie w momencie największej przeceny, a następnie nie uczestniczyła w pełni w dynamicznym odbiciu rynku. To pokazuje, że choć ETF-y z volatility targeting potrafią skutecznie kontrolować ryzyko w wielu warunkach, ich automatyczne mechanizmy bywają kłopotliwe podczas gwałtownych zmian otoczenia.

Co warto zapamiętać?

Volatility targeting to strategia, w której ETF dynamicznie dostosowuje poziom ryzyka do aktualnej sytuacji rynkowej. Gdy zmienność rynku spada, fundusz może zwiększać zaangażowanie w aktywa, a gdy rośnie – automatycznie je ogranicza. Gwałtowny wzrost zmienności może jednak wymuszać masową sprzedaż aktywów. W skrajnych sytuacjach, takich jak krach z marca 2020 roku, potrafi to pogłębiać rynkowe spadki i sprawić, że część inwestorów przegapi późniejsze odbicie. Inwestorzy korzystający z tych instrumentów powinni zdawać sobie sprawę zarówno z zalet kontroli ryzyka, jak i z ryzyka procykliczności w momentach rynkowej paniki.