Dramatyczne zwolnienia w polskich zakładach produkcyjnych to już nie tylko pojedyncze przypadki. W ciągu ostatnich tygodni dwie branże: meblarska i spożywcza, ogłosiły duże redukcje zatrudnienia, a ich przyczyny są uderzająco podobne. Czy to początek szerszego, niepokojącego trendu?

Najpierw Legnica: 200 miejsc pracy do likwidacji

Zaledwie kilka miesięcy po głośnym przejęciu firma Green Factory podjęła brutalną decyzję. Producent popularnych sałatek zapowiedział zwolnienia grupowe obejmujące aż 200 osób w swoim zakładzie w Legnicy, który przejął od szwajcarskiego koncernu Eisberg w 2025 roku. Powód? Firma wskazuje na rosnące koszty i brak długoterminowej rentowności.

Dla zatrudnionych to ogromny cios. Spora część załogi to osoby z 20–30-letnim stażem, często zbliżające się do wieku emerytalnego. Pracownicy apelują: „To dla nas życiowa tragedia”.

Ponad połowa pracowników zapisała się do nowo powstałego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, który negocuje warunki zwolnień.

A tu dochodzi kolejny aspekt, który może dotknąć każdego konsumenta. Produkty z Legnicy trafiały do największych sieci handlowych w Polsce, takich jak Biedronka i Lidl. Zamknięcie zakładu może oznaczać problemy z dostępnością części popularnych sałatek.

Ale to nie koniec. IKEA i cała branża meblarska w ogniu

Tymczasem w Wielbarku koło Szczytna fabryka IKEA zapowiedziała zwolnienie 240 osób. Powody? Znów spadek zamówień i dostosowanie produkcji do potrzeb. Zwolnienia dotkną pracowników produkcji i administracji. Redukcje zatrudnienia przeprowadza też fabryka IKEA w Goleniowie i – co ważne – również polskie firmy meblarskie.

Według prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Jana Szynaki, trudna sytuacja branży trwa od 2-3 lat. Wszystkie zakłady produkujące meble w Polsce wprowadziły ograniczenia.

„Obecna sytuacja geopolityczna (…) to wszystko ma wpływ na eksport polskich mebli” – podkreśla Szynaka w rozmowie z PAP.

Wspólny mianownik: rosnące koszty i spadek popytu

Oto, co łączy obie te pozornie różne historie. W branży meblarskiej wysokie koszty energii elektrycznej, paliwa i drewna znacząco podnoszą koszty produkcji. Do tego dochodzą wyższe koszty pracownicze. Efekt? Eksport do Anglii, Niemiec czy Francji staje się coraz mniej rentowny, a sprzedaż w Europie spadła o 10-15%.

W przypadku producenta sałatek argumentacja jest niemal identyczna: rosnące koszty i brak rentowności.

Kluczowe jest też przesunięcie priorytetów konsumentów. Szynaka zauważa, że w niespokojnych czasach zakup mebli nie jest już priorytetem, bo nie jest to produkt pierwszej potrzeby.

Skala jest ogromna

Liczby mówią same za siebie. W samych dwóch ogłoszonych przypadkach 440 osób straci pracę. A to tylko wierzchołek góry lodowej. W branży meblarskiej w Polsce pracuje 230 tysięcy osób, a w sektorach okołomeblarskich kolejne 100 tysięcy. Każda kolejna fala zwolnień będzie miała ogromny wpływ na lokalne społeczności i gospodarkę.

Czy te dwa przypadki to zapowiedź szerszej fali restrukturyzacji w polskim przemyśle? Wszystko wskazuje na to, że rosnące koszty i zmieniający się popyt zmuszają firmy do trudnych decyzji. A ich skutki odczują nie tylko pracownicy, ale także klienci w całym kraju.