Czy światowe rynki wpadają w panikę? Po tygodniach względnego spokoju w strategicznej Cieśninie Ormuz znowu wybuchły walki – i to natychmiast odbiło się na notowaniach surowców oraz walut. Zatoka Perska znów jest w centrum geopolitycznego napięcia, a portfele inwestorów drżą w oczekiwaniu na kolejne akty tego dramatu.

Ropa w szalonym galopie, dolar w natarciu

Wszystko zaczęło się od poważnej wymiany ognia między siłami USA a Iranem na tym kluczowym szlaku morskim. To nie był jedyny cios – Iran przeprowadził również atak dronowy na infrastrukturę petrochemiczną Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Efekt? Cena baryłki ropy Brent skoczyła z 108 USD do 114 USD w ciągu jednej sesji! Jak podaje Bloomberg, to największy jednodniowy wzrost od początku kwietnia, a od początku roku ropa zdrożała już o 71 proc.

Prezes Aramco, największego na świecie koncernu naftowego, ostrzegł, że brak dostaw przez Cieśninę Ormuz oznacza, iż na globalny rynek nie dociera 100 mln baryłek ropy tygodniowo.

Jeśli taka sytuacja utrzyma się jeszcze przez miesiąc, normalizacja na globalnym rynku ropy będzie możliwa dopiero w przyszłym roku. Nic dziwnego, że rynek jest w szoku.

Gdy trwoga, to do dolara – ta stara prawda znów się potwierdziła. Amerykańska waluta umocniła się wobec euro, a także osłabiła polskiego złotego. Paradoksalnie, w odwrocie znalazło się złoto, które w szczytowym momencie potaniało o około 100 USD za uncję. Ale to nie koniec niespodzianek.

Bitcoin zaskakuje, Australia podnosi stopy

Podczas gdy inwestorzy uciekali w stronę dolara, bitcoin zyskiwał na wartości. Kapitał spekulacyjny wyraźnie szuka okazji, a to sugeruje, że niektórzy zaczynają już wypatrywać stóp zwrotu nawet w tak niepewnych czasach.

W tle tych wszystkich zawirowań mamy też ważną decyzję z drugiego końca świata. Bank Rezerwy Australii po raz trzeci z rzędu podniósł stopy procentowe. Powód? Walka z inflacją sięgającą 4,6% rocznie, którą dodatkowo nakręcają drożejące ceny ropy. Decyzja przełożyła się na umocnienie dolara australijskiego.

Czy to dopiero początek?

Sytuacja jest dynamiczna i pełna sprzecznych sygnałów. Z jednej strony pojawiają się głosy ostrzegawcze. Tracy Shuchart z NinjaTrader Group wskazuje, że czynniki hamujące dotychczasowe wzrosty cen – jak wysokie zapasy czy uwolnienie rezerw strategicznych – „praktycznie się wyczerpały”. Jej zdaniem, „docieramy do punktu krytycznego, w którym to zacznie mieć znaczenie”.

Z drugiej strony niektórzy analitycy upatrują nadziei w dyplomacji. Nikos Tzabouras z Tradu zauważa, że zbliżające się spotkanie prezydentów USA i Chin może być szansą, ponieważ „obie strony mają motywację, by zakończyć konflikt”.

Jedno jest pewne: Cieśnina Ormuz znowu stała się geopolitycznym epicentrum, od którego kondycji zależą ceny na stacjach benzynowych na całym świecie. Inwestorzy powinni zapinać pasy – bo zapowiada się bardzo wyboista jazda.