Rekordy na giełdzie działają jak magnes: przyciągają osoby, które dotąd trzymały się z dala od rynku, ale równocześnie budzą obawę, że najlepszy moment na zakupy już minął. Tomasz Jaroszek, bloger i edukator finansowy, przekonuje, że to dylemat powracający podczas każdej hossy, a próba trafienia w idealny punkt wejścia często prowadzi do czekania.

Idealny moment widać tylko z perspektywy czasu

Jaroszek zwraca uwagę, że pytanie „czy nie jest za późno” pojawia się właściwie zawsze.

Duża część osób mówi: poczekam, aż będzie znacznie niżej, bo zaraz przyjdzie kryzys. Internet kocha przecież kryzysy, które co chwilę mają wybuchnąć. Gdybyśmy jednak spotkali się dokładnie rok wcześniej, pytanie prawdopodobnie brzmiałoby tak samo.

Ekspert podkreśla, że w Polsce wielu ludzi woli „zainwestować” całą odłożoną kwotę naraz, zamiast budować długoterminowy proces. Jego zdaniem to największe ryzyko, bo nigdy nie wiadomo, czy wybrany moment jest właściwy. Nie ma jednak sensu czekać, aż sytuacja się unormuje: ryzyko jest wpisane w rynki na stałe, a chwilę, w której niepewność znika, zwykle rozpoznaje się dopiero z perspektywy czasu.

Na rynkach rzeczywiście dzieje się dużo. Geopolityka wciąż miesza szyki: konflikt na Bliskim Wschodzie podważa bezpieczeństwo dostaw surowców i szlaków transportowych, a wojna w Ukrainie oddziałuje na europejską energetykę, handel i oczekiwania inflacyjne. Bieżące informacje potrafią zmieniać się szybciej niż długoterminowe fundamenty gospodarki. Łatwo wtedy uznać krótkotrwały ruch notowań za początek trwałego trendu. Silne zwyżki podsycają lęk przed przegapieniem okazji, a spadki zachęcają do odwlekania decyzji albo wyprzedaży po niekorzystnej cenie.

Prosty portfel na początek

Zanim pierwsza złotówka trafi na giełdę, warto odłożyć poduszkę finansową na nieprzewidziane wydatki i spłacić najdroższe zobowiązania. Środki na rachunki, remont albo wkład własny, które będą potrzebne w najbliższym czasie, nie powinny być uzależnione od giełdowej koniunktury.

W poradniku można przeczytać, że pierwszy portfel nie musi być skomplikowany. Większa liczba składników utrudnia ocenę, skąd pochodzą wyniki i na jakie ryzyko naprawdę jest się narażonym. Część akcyjna może być oparta na szeroko zdywersyfikowanym funduszu indeksowym lub ETF, dzięki czemu wynik nie zależy od jednej spółki, branży ani kraju. Obligacje mają za zadanie wygładzać wahania portfela i dawać środki do okresowego równoważenia proporcji, ale one także potrafią przynosić straty. Gotówka nie ma maksymalizować stopy zwrotu, tylko chronić przed koniecznością sprzedawania akcji w trakcie przeceny.

Jako przykład edukacyjny można podać portfel umiarkowany: 50 proc. na globalny fundusz akcyjny, 30 proc. na instrumenty obligacyjne i 20 proc. na gotówkę lub krótkoterminowe papiery o niskiej zmienności. To jednak nie uniwersalna recepta: przy długim horyzoncie można myśleć o większym udziale akcji, a przy wcześniejszych potrzebach finansowych lepiej ograniczać ryzyko.

Regularność zamiast jednego wielkiego zakładu

Jaroszek proponuje więc rozkładanie zakupów w czasie, np. na comiesięczne albo kwartalne wpłaty. Dzięki nim można uśrednić cenę zakupu i pozostać na rynku, zamiast wypatrywać idealnej chwili. To nie chroni przed stratą ani nie daje gwarancji ponadprzeciętnych wyników, ale ogranicza wagę jednej decyzji i pomaga zachować systematyczność.

Jaroszek przypomina, że w ostatnich latach były dwa solidne tąpnięcia i kilka mniejszych, a gwałtowne ruchy potrafi wywołać nawet publiczna wypowiedź Donalda Trumpa. Dlatego środki, które mogą być potrzebne szybko, nie powinny być narażone na giełdowe wahania.

Kiedy rekordy powinny niepokoić

Gdy notowania mocno urosną, pojawia się z kolei pokusa realizacji zysków i równoczesna obawa przed zbyt wczesną sprzedażą. Zdaniem eksperta odpowiedź zależy przede wszystkim od horyzontu i strategii. Ktoś, kto aktywnie inwestuje i ma spory zysk, powinien ocenić, czy fundamenty spółki lub indeksu wciąż są zdrowe, czy rynek żyje już tylko oczekiwaniami.

Sam poziom indeksu nie musi być sygnałem ostrzegawczym. Gorzej, gdy pojawia się powszechna euforia i inwestowanie zaczyna uchodzić za łatwy oraz szybki sposób na pieniądze. Przywołuje hossę na kryptowalutach, gdy temat bitcoina pojawiał się nawet u fryzjera czy taksówkarza. Kiedy temat wychodzi poza środowisko inwestorów, warto się zastanowić, czy wyceny nie odkleiły się od fundamentów.

Jaroszek zastrzega jednak, że polski rynek do powszechnej euforii jeszcze daleko. Otwartych rachunków maklerskich jest około 3 mln, ale aktywnie używanych – tylko około 400 tys. „Dopiero budzimy się inwestycyjnie” – podsumowuje ekspert.