Jemeńscy rebelianci Huti po raz kolejny sięgnęli po rakiety i drony, uderzając w tankowce na Morzu Czerwonym. Ugrupowanie, wspierane przez Iran, grozi zamknięciem strategicznej Cieśniny Bab al-Mandab. To nie tylko eskalacja wobec Arabii Saudyjskiej, ale bezpośrednie zagrożenie dla jednego z najważniejszych szlaków morskich świata.

Fala ostrzeżeń i ataków

Huti zaczęli od ostrzeżeń radiowych – wzywali statki cywilne, by nie wpływały do saudyjskich portów. Część jednostek zawróciła i zrezygnowała z przepłynięcia przez cieśninę. W nocy ze środy na czwartek rebelianci zaatakowali dwa tankowce rakietami i dronami, wywołując pożar na jednym z nich.

To nie jedyne uderzenia. 29 lipca bezprecedensowy atak dronów trafił w dwa zbiornikowce gazu w egipskim porcie Damietta, położonym w pobliżu Kanału Sueskiego. Jedna jednostka należała do armatora amerykańskiego, druga – greckiego. Kilka dni wcześniej, według jemeńskiego rządu, Huti przeprowadzili podwójny atak na statek handlowy w Bab al-Mandab, zabijając czterech członków załogi i dwóch ratowników.

Dlaczego to ma znaczenie

Morze Czerwone to nie miejsce na lokalną przepychankę. Każdego roku tym szlakiem – od Kanału Sueskiego po Bab al-Mandab – przepływa od 12 do 15 proc. światowego handlu morskiego. Transportowane są tędy surowce energetyczne z Bliskiego Wschodu do Azji i Europy, zboża, nawozy, elektronika i części samochodowe.

Sam Kanał Sueski to już prawdziwa arteria. Jak ujął to John Deni, starszy rangą przedstawiciel Akademii Obrony NATO:

„Kanał Sueski to kluczowa arteria transportu towarów – rocznie przepływa przez niego około 30 proc. światowego ruchu kontenerowego. Dlatego jest on dla gospodarki światowej równie ważny, co cieśnina Ormuz dla światowych rynków energii.”

Iran zamknął cieśninę Ormuz już pod koniec lutego, w następstwie wybuchu wojny USA i Izraela przeciwko Teheranowi. Teraz, za pośrednictwem Huti, dąży do sparaliżowania kolejnego wąskiego gardła.

Iran pociąga za sznurki

Według ekspertów cytowanych przez media, Teheran próbuje rozszerzyć konflikt na obszar Morza Czerwonego, aby zwiększyć koszty wojny dla Stanów Zjednoczonych. Ahmad Yusuf, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Kairze, wyjaśnia:

„Irańczycy chcą zablokować powstające alternatywne szlaki energetyczne. Działają tak, by zmusić mocarstwa regionalne i międzynarodowe do wywarcia presji na USA, aby te zaprzestały ataków i blokady morskiej wymierzonych w Iran.”

Sam Iran zaprzecza udziałowi w ataku w Damietcie. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi ostrzegał przed izraelskimi operacjami „fałszywej flagi”, pisząc w serwisie X, że „Egipt jest ważnym przyjacielem i partnerem w regionie, a jego bezpieczeństwo ma dla nas kluczowe znaczenie”.

Skutki dla żeglugi i cen

Już teraz coraz więcej przewoźników rezygnuje z trasy przez Morze Czerwone na rzecz szlaku wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Oznacza to dłuższe rejsy, wyższe koszty paliwa i w konsekwencji wzrost cen towarów. Jeśli zakłócenia w przepływie przez Kanał Sueski się utrzymają, tendencja ta może się jeszcze nasilić.

W tym chaosie Egipt wyrasta na ważną alternatywną trasę eksportu ropy z państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej, zwłaszcza z Arabii Saudyjskiej. Królestwo w coraz większym stopniu polega na rurociągu Wschód-Zachód, który biegnie na dystansie ponad 1200 kilometrów do portu Janbu nad Morzem Czerwonym.

Obecna eskalacja ze strony Huti i ich irańskich patronów sprawia, że Morze Czerwone znów staje się akwenem wysokiego ryzyka. Każda kolejna przerwa w żegludze przez Kanał Sueski może tylko przyspieszyć zmianę globalnych szlaków handlowych – i odbić się na cenach towarów na całym świecie.