Chiński indeks CSI 300 jest blisko granicy bessy, a eksperci w debacie o rynkach wschodzących coraz częściej mówią wprost: to Indie, a nie Chiny, są dziś bardziej atrakcyjnym kierunkiem dla kapitału. Chińska giełda traci impet, gospodarka wciąż mierzy się z kryzysem nieruchomości, nadprodukcją i presją deflacyjną, a inwestorzy czekają na sygnał z Pekinu.

Chiny: problemów przybywa

Dla Arne Rautenberga z Union Investment, który kieruje tam zarządzaniem funduszami akcyjnymi, chiński parkiet nie spełnia oczekiwań. Jak mówił podczas niemieckiej konferencji ekonomicznej „Alles auf Aktien Summit”, impetu w tym rynku brakuje właściwie wszędzie, poza obszarem AI i spółek technologicznych.

Od lat największą nadzieją inwestorów jest przełamanie kryzysu mieszkaniowego i wyraźniejsze wsparcie ze strony Pekinu. „Czekamy na to od trzech albo czterech lat” – podkreślił Rautenberg.

Martin Lück, strateg Franklin Templeton, zwraca uwagę, że około 80 mln lokali w Chinach to mieszkania puste lub wykorzystywane tylko w części. Dla wielu Chińczyków mieszkanie to główny sposób gromadzenia emerytalnych oszczędności, więc gdy ceny spadają, kurczy się ich majątek i skłonność do wydawania. „Ich emerytalne oszczędności topnieją. Dlatego mniej konsumują” – mówi Lück.

Chiński przemysł ma też kłopot z nadwyżkami mocy. Lück podaje przykład motoryzacji: roczna produkcja to około 40 mln aut, tymczasem krajowy popyt pochłania mniej więcej połowę. Nadmiar towarów ciągnie ceny w dół i potęguje deflację, którą strateg określa jako ogromny problem.

Giełdy wyczuwają kłopoty

Rynek akcji już to dyskontuje. W czwartek indeks CSI 300 spadł o 1,7 proc., a łączne straty od szczytu z czerwca sięgnęły około 20 proc., czyli granicy bessy. W Hongkongu wskaźnik największych chińskich spółek podczas czwartkowej sesji chwilami spadał o 3,2 proc.

Od początku półrocza mocno traciły indeksy Star 50 i ChiNext, gdzie dużą wagę mają technologie i producenci sprzętu; w obu przypadkach zniżki sięgnęły około 40 proc. To pokłosie globalnej przeceny akcji związanych z AI, mieszanych wyników amerykańskich gigantów technologicznych i wysokich wycen. Do tego doszły słabsze od oczekiwań wyniki, choćby producenta baterii CATL, którego akcje po środowej przecenie o 12 proc. nadal traciły.

Część rynku spodziewała się pakietu porównywalnego z końcówką 2024 r., tymczasem Pekin stawia na stopniowe, celowane wsparcie. Homin Lee z Lombard Odier ocenia, że wobec braku nowych decyzji politycznych lub technologicznych impulsów trudno liczyć na szybką zmianę, a niestabilna, pozbawiona kierunku atmosfera na chińskich rynkach może utrzymać się do początku 2027 r.

Zakupy akcji przez państwowe podmioty mają zdławić przecenę, ale zdaniem analityków same w sobie nie gwarantują trwałego odbicia. W 2024 r. trwalszy efekt przyniosło dopiero ogłoszenie szerszych działań politycznych. Tymczasem aktywność inwestorów słabnie – obroty na krajowym rynku są najniższe od około 15 miesięcy, a wartość transakcji finansowanych pożyczkami spadła do poziomów z końca 2025 r.

Indie: 7 proc. wzrostu i ETF-y

W tym samym czasie Indie zyskują coraz lepsze noty u ekspertów. Na tle światowych 2–3 proc. wzrostu rocznie Indie mogą pochwalić się tempem około 7 proc. Helen Windischbauer z Amundi Deutschland mówi, że ten trend można stosunkowo łatwo wykorzystać, sięgając po fundusze ETF oparte na indyjskich aktywach. Dodaje, że indyjska gospodarka dobrze zniosła ostatnie zawirowania geopolityczne oraz kłopoty z dostawami energii i surowców.

Lück przypomina, że Indie to państwo zamieszkane przez 1,4 mld ludzi, które wciąż przechodzą z rolniczego modelu gospodarki w stronę nowocześniejszej, miejskiej i przemysłowej struktury. Według niego właśnie ten proces może być motorem kolejnych lat wzrostu.

Sektor technologiczny: szansa i ryzyko

Technologia pozostaje dla Pekinu istotną szansą. Windischbauer ma neutralne stanowisko wobec Chin, a szans szuka przede wszystkim w technologiach. Jej zdaniem nakłady na AI będą szybko rosły, a Pekin nie ma pełnego dostępu do amerykańskich technologii, więc musi przyspieszać rozwój własnych rozwiązań.

Indie mają jednak własny problem z AI. Rautenberg przypomina, że jednym z ich najważniejszych produktów eksportowych od dawna są usługi oparte na kompetencjach pracowników: wykonywali oni dla zagranicznych firm zadania administracyjne, analityczne i informatyczne. To właśnie na takie miejsca pracy AI może uderzyć najmocniej. „To teraz robi AI. To ogromny problem, z którym Indie będą musiały sobie poradzić” – ocenił.

Eksperci: Indie atrakcyjniejsze od Chin

Mimo tych ryzyk dyskutanci stawiają Indie wyżej niż Chiny, jeśli chodzi o perspektywy rynku wschodzącego. „W porównaniu z Chinami Indie są obecnie bardziej atrakcyjnym rynkiem wschodzącym” – podsumował Martin Lück.