Czy napięcia wokół Cieśniny Ormuz mogą wreszcie znaleźć dyplomatyczne rozwiązanie? W ciągu ostatnich 48 godzin na stole pojawiły się dwie zupełnie różne wizje zakończenia konfliktu. Jedna pochodzi od Pakistanu, druga – od samego Teheranu. I ta druga jest znacznie bardziej wymagająca.

Pakistański plan: dwuetapowe „Porozumienie Islamabadzkie”

Jak donosił Reuters, Pakistan opracował i przekazał Iranowi oraz Stanom Zjednoczonym szczegółowy plan zakończenia działań wojennych. Zakładał on dwuetapowe podejście.

Pierwszy krok to natychmiastowe zawieszenie broni, które miałoby wejść w życie już w poniedziałek. Jego bezpośrednim efektem byłoby ponowne otwarcie strategicznej Cieśniny Ormuz. To kluczowa informacja dla rynków energii, które od miesięcy drżą z powodu zmienności wywołanej konfliktem.

„Wszystkie elementy muszą zostać uzgodnione dzisiaj” – powiedział informator Reutersa.

Drugi etap to sfinalizowanie szerszego porozumienia w ciągu 15–20 dni. Roboczo nazwano je „Porozumieniem Islamabadzkim”. Miało ono obejmować regionalne ramy dla cieśniny, a ostateczne rozmowy miałyby się odbyć osobiście w stolicy Pakistanu.

W tle działał sam dowódca pakistańskiej armii, marszałek polowy Asim Munir, który „przez całą noc” kontaktował się z wiceprezydentem USA J.D. Vance’em i irańskim ministrem spraw zagranicznych. Prezydent USA Donald Trump publicznie nalegał na szybkie zakończenie konfliktu. Ale Iran… milczał.

Odpowiedź Teheranu: nie rozejm, tylko trwały pokój na naszych warunkach

I wreszcie odpowiedź nadeszła. We wtorek Reuters poinformował, że Iran odrzucił propozycje tymczasowego rozejmu. Zamiast tego przedstawił własne warunki wstępne do rozmów o „trwałym pokoju”.

A warunki są konkretne. Teheran żąda, by USA i Izrael natychmiast zaprzestały ataków i zagwarantowały, że ich nie wznowią. Domaga się także odszkodowania za szkody wyrządzone podczas konfliktu.

Ale to nie wszystko. Prawdziwą bombą jest żądanie dotyczące Cieśniny Ormuz.

Przełomowa propozycja: myto za przepływ przez Ormuz

W ramach trwałego porozumienia Iran domaga się uiszczania opłat przez statki przepływające przez Cieśninę Ormuz. To kluczowa globalna trasa tranzytowa dla ropy i gazu z krajów Zatoki Perskiej.

Wysokość opłat miałaby się różnić w zależności od rodzaju jednostki i ładunku. Emiracki portal Gulf Business News podał nawet konkretną kwotę: 2 miliony dolarów od każdego statku. Teheran zapowiedział, że dzieliłby się tymi wpływami z Omanem, przez którego wody również przebiega cieśnina.

Z zebranych w ten sposób środków miałaby zostać sfinansowana odbudowa kraju – czytamy w doniesieniach.

To radykalne żądanie kwestionuje status cieśniny jako międzynarodowego szlaku wodnego, co jest uznawane w prawie międzynarodowym, ale czego Iran nie akceptuje.

Co jeszcze jest w grze?

Wcześniejszy, 10-punktowy plan Iranu, odrzucony po amerykańskiej propozycji przekazanej przez Pakistan, zawierał także postulaty zniesienia sankcji oraz żądanie, by Izrael przestał walczyć z Hezbollahem w Libanie.

Ostateczne porozumienie, o którym mówił pierwszy artykuł, miało też zawierać irańskie zobowiązanie do nierozpoczynania prac nad bronią jądrową w zamian za złagodzenie sankcji i uwolnienie zamrożonych aktywów.

Presja czasu i ultimatum

Cała sytuacja rozwija się pod presją czasu. Propozycja Iranu pojawiła się po tym, jak prezydent Trump postawił Teheranowi ultimatum: albo ponownie otworzy Ormuz, albo będzie musiał przygotować się na nasilone ataki.

Inwestorzy na rynkach energii wstrzymują oddech. Stabilizacja w regionie Zatoki Perskiej jest kluczowa dla globalnych dostaw surowców. Czy pakistański plan dyplomatyczny ma szansę wobec twardych żądań Teheranu? Na razie odpowiedzi ze strony USA i Iranu nie ma. Gra toczy się o najwyższą stawkę.