Czy kraj, który w ostatnich latach dynamicznie się rozwijał, stoi w obliczu paraliżu gospodarczego? Irlandia mierzy się z eskalacją protestów, które sparaliżowały kluczową infrastrukturę i doprowadziły do poważnych niedoborów paliwa. Na krawędzi kryzysu dostaw stoi cała gospodarka.

Paliwo znika ze stacji

Protestujący — głównie przewoźnicy i rolnicy — od kilku dni blokują autostrady, parkując na nich ciężarówki i traktory. W ten sposób sprzeciwiają się gwałtownemu wzrostowi cen oleju napędowego, który od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie wzrósł o ponad 20 proc. Zakłócenia są poważne i obejmują cały kraj, a dostawy paliw zostały w znacznym stopniu sparaliżowane.

Ale to nie wszystko. Protestujący użyli w tym tygodniu traktorów i ciężarówek do zablokowania rafinerii ropy naftowej, dwóch portów, terminalu paliwowego oraz wielu dróg w całym kraju. Skala jest ogromna.

Rząd ostrzega: „Bardzo niebezpieczny moment”

Premier Micheál Martin ostrzegł, że kraj znajduje się „na krawędzi” poważnego kryzysu dostaw ropy. Wskazał m.in. na tankowiec, który nie mógł rozładować surowca w porcie w Galway z powodu blokady protestujących.

Jak zaznaczył, jeśli sytuacja się nie zmieni, ropa może zostać sprzedana innym odbiorcom, co jeszcze pogłębi problemy Irlandii.

Szef rządu określił blokady jako „nielogiczne” i „szkodliwe dla gospodarki”. Podobny ton przybrał minister finansów Simon Harris, który sytuację nazwał „bardzo niebezpiecznym momentem” dla kraju.

Skutki są już odczuwalne

Protesty spowodowały poważne zakłócenia w transporcie w Dublinie i pozbawiły paliwa około jednej trzeciej stacji benzynowych w kraju. To konkretne, bolesne liczby, które dotykają każdego kierowcy.

Władze zaczęły działać. W sobotę policja usunęła blokadę wokół jednej rafinerii ropy naftowej w kraju, a w niedzielę poinformowała, że rozpoczęła operację mającą na celu usunięcie blokady portu w Galway. To pierwsze oznaki próby odblokowania sytuacji.

Negocjacje, ale nie bezpośrednie

Rząd odmówił bezpośrednich negocjacji z protestującymi, wśród których są rolnicy i kierowcy. Prowadzi jednak rozmowy z grupami reprezentującymi sektor rolniczy i transportowy na temat środków mających na celu złagodzenie skutków wzrostu cen paliw.

Co ciekawe, według sondażu opublikowanego w niedzielę w „Sunday Independent”, 56 proc. ankietowanych popiera protestujących, ale większość zwolenników dwóch partii tworzących rząd jest im przeciwna. Społeczeństwo jest podzielone.

Globalny kontekst napięć

Kryzys w Irlandii wpisuje się w szerszy kontekst globalnych napięć energetycznych. Ceny ropy pozostają wysokie mimo chwilowego spadku po ogłoszeniu rozejmu między USA a Iranem.

Prezydent USA Donald Trump wezwał Iran do zaprzestania pobierania opłat od tankowców przepływających przez Cieśninę Ormuz, oskarżając jednocześnie Teheran o łamanie warunków zawieszenia broni. Sytuacja na rynku ropy pozostaje napięta, a eksperci ostrzegają, że zakłócenia w dostawach mogą utrzymywać wysokie ceny paliw jeszcze przez dłuższy czas.

Irlandzki kryzys to lokalny wyraz globalnego problemu. Kraj, który w ostatnich latach był symbolem gospodarczego sukcesu, teraz musi znaleźć sposób na wyjście z pułapki wysokich cen i zablokowanych dostaw. Czas ucieka, a na stacjach zaczyna brakować paliwa.