Czy wiceprezydent USA J.D. Vance, dotąd uważany za naturalnego spadkobiercę ruchu MAGA, został odsunięty na boczny tor przez prezydenta Donalda Trumpa? Niemieckie media zwracają uwagę na serię dziwnych zbiegów okoliczności, które układają się w wyraźny wzór.

Kluczowe momenty bez Vance’a

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, Vance’a nie było przy Trumpie, gdy ten ogłaszał pojmanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Obok prezydenta USA stali wtedy sekretarz stanu Marco Rubio, szef Pentagonu Pete Hegseth oraz przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine.

Gazeta nazywa to „pierwszym momentem, gdy szersze grono obserwatorów zauważyło nieobecność Vance’a”. I choć rok „nie zaczął się dobrze dla amerykańskiego wiceprezydenta”, to potem „było tylko gorzej”.

„Zawsze znika, gdy dzieją się rzeczy ważne”

Wiceprezydenta nie było w poniedziałek w Białym Domu na konferencji prasowej na temat udanej akcji ratunkowej amerykańskiego żołnierza w Iranie. A gdy Trump we wtorek groził Iranowi i pisał na platformie X o „jednym z najważniejszych momentów w długiej i złożonej historii świata”, Vance był na Węgrzech.

Także 11 lutego, gdy zgodnie z ustaleniami dziennika „New York Times”, w towarzystwie premiera Izraela Benjamina Netanjahu zapadały w Białym Domu decyzje dotyczące amerykańskiego ataku na Iran, odbyło się to bez Vance’a. Wiceprezydent przebywał wtedy w Azerbejdżanie.

„SZ” nie wyklucza w serii tych nieobecności „głupich zbiegów okoliczności”, ale uważa jednocześnie, że „coraz bardziej nasuwa się wrażenie, że Vance zawsze znika właśnie wtedy, gdy dzieją się rzeczy ważne”.

Publiczne upokorzenia i „smutny błazen dworski”

Gazeta odnotowuje przy tym, że w Waszyngtonie „coraz więcej osób zauważa, jak często Trump publicznie wyśmiewa swojego zastępcę”. „SZ” porównuje w tym kontekście Vance’a do „worka treningowego”.

Choć urząd wiceprezydenta USA „tradycyjnie uchodzi za podatny na upokorzenia”, to Vance wygląda już obecnie jak „smutny błazen dworski” – czytamy dalej w „Sueddeutsche Zeitung”.

Wiceprezydent może to jednak znieść, bo „przez lata sam się upokarzał, aby niemal dotrzeć na sam szczyt” i „wypierał się swoich przekonań, by zapewnić sobie przychylność przełożonego”. Jako przykład na to „SZ” podaje przez lata publicznie wyrażany przez Vance’a sprzeciw wobec wojny z Iranem.

Przekazanie „największego bałaganu”

A tu pojawia się największa ironia sytuacji. W ocenie „SZ”, to że Vance został teraz obarczony zadaniem prowadzenia negocjacji z Iranem można interpretować jako to, że Trump „przekazał Vance’owi być może największy bałagan, jaki dotąd stworzył – prawdziwie przegraną sprawę”.

„A Vance, który tej wojny nigdy nie chciał, ma teraz wynegocjować coś, co da się sprzedać jako zwycięstwo” – konkluduje gazeta.

Czy to strategiczne odsunięcie, czy seria niefortunnych zbiegów okoliczności? Niemieckie media nie mają wątpliwości – wzorzec jest zbyt wyraźny, by go ignorować. W Waszyngtonie coraz głośniej mówi się o wiceprezydencie, który znika akurat wtedy, gdy zapadają najważniejsze decyzje.