Czy tegoroczna Wielkanoc może być najdroższa w historii? Choć zarobki Polaków rosną, ceny jaj pędzą do góry jeszcze szybciej, a nasza siła nabywcza spada na łeb na szyję. Oto twarde dane, które pokazują, z czym mierzymy się przed świętami.

Nasze portfele słabną w starciu z jajkami

Za przeciętne wynagrodzenie netto w Polsce można aktualnie kupić 5939 jaj. To o ok. 600 jaj mniej niż tuż przed Wielkanocą rok temu! Wtedy za pensję można było nabyć 6515 sztuk. Obecna wartość tzw. indeksu jajecznego, który mierzy, ile jaj kupimy za średnią wypłatę, jest blisko najniższych poziomów od 2010 roku. Podobnie słabo było tylko w 2018 i 2023 roku.

Ograniczenia podażowe związane z chorobami zwierząt sprzyjają utrzymywaniu się cen skupu jaj na podwyższonym poziomie

— wskazują ekonomiści Credit Agricole.

A to dopiero początek historii. Płace w ciągu roku wzrosły o ponad 6%, ale ceny jaj od 2021 roku poszybowały w górę o blisko 150%. Pięć lat temu 10 jaj kosztowało około 5 zł, dziś to wydatek powyżej 10 zł.

Choroby dziesiątkują stada i windują ceny

Co napędza tę drożyznę? Przede wszystkim dramatyczna sytuacja w hodowlach. Od początku października 2025 do końca lutego 2026 w wyniku chorób ptaków uśmiercono w Polsce ponad 7,5 mln kur niosek. To oznacza, że potencjał produkcji jaj konsumpcyjnych spadł o ponad 14%.

Branża zmagała się dotąd z grypą ptaków, a od kilkunastu miesięcy do likwidacji hodowli kur przyczynia się także inna choroba – rzekomy pomór drobiu, która równie mocno dziesiątkuje stada

— zaznaczyła Katarzyna Gawrońska, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Statystyki są bezlitosne: w 2025 roku odnotowano w Polsce 128 ognisk grypy ptaków, a w tym roku, do końca marca, wykryto ich już 51. W samym województwie mazowieckim pojawiło się duże ognisko, które opóźniło oczekiwany przedświąteczny spadek cen.

Import rośnie, ale ceny wciąż wysokie

Czy jest jakieś światełko w tunelu? Przedstawiciele branży wskazują, że rośnie import jaj do Polski. Największym dostawcą jest Ukraina, ale coraz więcej sprowadzamy też z Turcji – w ubiegłym roku polskie firmy kupiły stamtąd łącznie 6,8 tys. ton jaj i przetworów jajecznych.

Mimo to, ceny w sklepach wciąż biją rekordy. Według danych resortu rolnictwa z 23 marca, średnie ceny za 100 sztuk kształtowały się następująco:

  • Jaja klatkowe klasy L: 82,9 zł (wzrost o 11,9% r/r)
  • Jaja ściółkowe klasy L: 90,11 zł (wzrost o 11,9% r/r)
  • Jaja z wolnego wybiegu klasy L: 94,43 zł (wzrost o 7,8% r/r)

Co ciekawe, najwyższe ceny jaj klatkowych, sięgające nawet 75 gr za sztukę w rozmiarze M, raportowali producenci z Wielkopolski, a nie z dotkniętego ogniskami Mazowsza.

Presja na „alternatywne” jaja i prognozy na przyszłość

Na rynku mamy klasyczną sytuację niedostosowania popytu do podaży. Wszyscy wielcy detaliści sprzedają już tylko jaja alternatywne (ściółkowe, z wolnego wybiegu, ekologiczne), a tych jest po prostu za mało. Problem w tym, że w Polsce około 68% potencjału produkcyjnego to wciąż kury klatkowe.

Ekonomiści Credit Agricole próbują jednak patrzeć w przyszłość z nadzieją. Prognozują, że kolejne miesiące przyniosą stopniową odbudowę podaży na unijnym rynku jaj, co powinno sprzyjać spadkowi cen skupu. Szacują, że cena skupu jaj klasy M na koniec 2026 roku wyniesie około 68 zł za 100 sztuk, a na koniec 2027 – około 63 zł.

Czy więc po Wielkanocy wreszcie odetchniemy? Branża nie spodziewała się przed świętami dalszych podwyżek, bo obecny poziom cen jest, jak to ujęto, „więcej niż wyśrubowany”. Jednak ostateczny kształt cen zależeć będzie od dalszego rozwoju sytuacji epizootycznej i tempa odbudowy stad. Na razie jedno jest pewne – tegoroczne pisanki będą jednymi z najdroższych w historii.