Kurs USD/JPY znów przekroczył magiczną barierę 160 jenów. Czy to oznacza, że powitaliśmy nowy sezon interwencyjny? Wygląda na to, że tak. Japońskie władze najwyraźniej postanowiły nie czekać i przystąpiły do kontrofensywy.

W zeszły czwartek (30 kwietnia) rynki wstrząsnęła potężna akcja. Japońskie ministerstwo finansów najprawdopodobniej wydało około 5 bilionów jenów (31,3 miliarda dolarów) lub – jak szacują inni analitycy – nawet 30 miliardów dolarów, aby wspomóc krajową walutę. Efekt był natychmiastowy: kurs pary USD/JPY spadł o około 2,5%, przemieszczając się z rejonu powyżej 160 do około 156 jenów za dolara.

Dlaczego właśnie teraz?

Kluczem jest czas i precyzja. Interwencja została przeprowadzona tuż przed rozpoczęciem serii majowych świąt państwowych. To nie przypadek. Okres świąteczny oznacza niższą płynność na rynkach, co pozwala na osiągnięcie większego efektu przy mniejszym nakładzie kapitału. To klasyczny manewr z podręcznika japońskich decydentów.

„Biorąc pod uwagę ograniczone źródła środków na interwencje walutowe, spodziewamy się, że Ministerstwo Finansów będzie starało się zmaksymalizować wpływ każdej interwencji i ostrożnie wybierać najskuteczniejszy moment, na przykład gdy jen gwałtownie słabnie” – tłumaczy Yuriko Tanaka z Wall Street Bank.

Działanie przy umiarkowanej zmienności wysyła jasny sygnał: poziom 160 jest traktowany przez Tokio jako istotna linia obrony.

Historia się powtarza?

Ta strategia ma już swój precedens. W lipcu 2024 roku doszło do bardzo podobnej akcji, również gdy kurs przekroczył 160 jenów. Wówczas interwencje doprowadziły jedynie do chwilowego umocnienia waluty. W kwietniu 2024 roku Japonia sprzedała dolary za ponad 30 miliardów, a kurs spadł do poziomu 152. Jednak zaledwie dwa miesiące później jen osiągnął nowe minima.

To samo pytanie wisi teraz w powietrzu: czy tym razem będzie inaczej?

Główny problem nie znika

Presja na jena wynika z fundamentalnej różnicy w polityce monetarnej. Różnica w stopach procentowych między USA a Japonią pozostaje ogromna. Analitycy są zgodni: bez jej zmniejszenia lub zmiany retoryki Banku Japonii w sprawie podwyżek stóp, presja na osłabienie jena będzie się utrzymywać.

Dodatkowo, wysoka cena energii ciąży nad japońskim bilansem handlowym, wymuszając na importerach wyprzedaż jena. Stratedzy sugerują, że Tokio mogło w tym roku rozszerzyć działania nawet na rynki kontraktów terminowych na ropę, aby zaatakować źródło słabości waluty.

Gdzie szukać następnego ruchu?

Rynki przenoszą teraz uwagę z Londynu na Nowy Jork. „Władze Japonii w zeszłym tygodniu skupiły się na sesji Londyn–Europa, ale ponieważ w Wielkiej Brytanii poniedziałek jest dniem wolnym od pracy, uwaga skupi się teraz na Nowym Jorku” – zauważa Mark Cranfield.

Zmiana frontu działania może być kluczowa dla skuteczności kolejnych posunięć.

Czy rezerw starczy?

Na koniec marca 2026 roku Japonia dysponowała rezerwami walutowymi o wartości około 1,2 biliona dolarów. Z tej ogromnej puli 161,7 miliarda dolarów to depozyty, które mogą zostać wykorzystane do interwencji bezpośrednio. Zdaniem analityków Goldman Sachs, kraj ma potencjał na działania nawet 30-krotnie większe od tych ostatnich. Mają więc z czego strzelać.

Jednak kluczowe nie jest to, ile amunicji mają w magazynku, ale jak celnie będą strzelać. Bez zmiany fundamentów, każda interwencja może okazać się tylko kosztownym kupowaniem czasu. Czy tym razem Japonia zdoła odwrócić bieg wydarzeń? Rynki wstrzymują oddech, a kurs USD/JPY nie spuszcza oczu z poziomu 160.