Czy hałas, dewastacja klatek schodowych i lokale zamienione w hotele to codzienność twojego bloku? Jeśli tak, to w końcu pojawia się światełko w tunelu. Polska jako jeden z ostatnich krajów w UE zabiera się za porządkowanie rynku najmu krótkoterminowego, który według rządowych wyliczeń obejmuje już 100 tysięcy mieszkań. I ta liczba tylko rośnie.

Chaos, który paraliżuje miasta

Konflikty w budynkach mieszkalnych są na porządku dziennym. Właściciele skarżą się na hałas i niszczenie części wspólnych. W odpowiedzi wspólnoty mieszkaniowe podejmują uchwały ograniczające taki najem, a niektórzy deweloperzy wpisują zakazy wprost do umów. Ale czy to legalne?

Mecenas Marek Jarosiewicz ocenia, że ograniczenia dotyczące korzystania z lokalu mogą być uznane za klauzule niedozwolone. Przepisy pozwalają wspólnotom regulować jedynie zasady korzystania z części wspólnych.

Tymczasem problem jest palący. Jak mówi radny Maciej Fijak z Akcji Ratunkowej dla Krakowa: „1-2 mieszkania w kamienicy terroryzują życie mieszkańców”. Kraków, Warszawa czy Sopot czekają na zmiany z ogromną niecierpliwością.

Nowe przepisy: obowiązkowy rejestr i wysokie kary

I te zmiany nadchodzą. Od 20 maja 2026 roku najem krótkoterminowy zostanie objęty obowiązkową rejestracją. To termin wynikający z unijnej dyrektywy. Brak wpisu w nowym rejestrze będzie wiązał się z karą administracyjną do 50 tysięcy złotych.

Ale to nie wszystko. Do Sejmu trafił właśnie poselski projekt ustawy przygotowany przez Polskę 2050, który idzie dużo dalej.

Co proponują posłowie?

Projekt reguluje rynek od podstaw. Stworzono w nim definicję najmu krótkoterminowego i opisano obowiązek rejestracji. Co kluczowe, właściciele będą musieli stworzyć regulamin informujący o ciszy nocnej (nie krótszej niż w godzinach 22-6) oraz podać numer telefonu do kontaktu.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, powstanie Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych. Bez wpisu w tym rejestrze nie będzie można ogłaszać lokalu na platformach typu Airbnb czy Booking.

A co z gminami? Tutaj projekt daje im spore uprawnienia.

Strefy bez Airbnb i kontrowersje

Gminy będą mogły wprowadzać strefy, w których nie będzie można prowadzić najmu krótkoterminowego. Mają one być ustalane po konsultacjach z mieszkańcami. Radni będą mogli też określić, przez ile dni w roku lokale mogą być wynajmowane krótkoterminowo, wyznaczyć minimalny metraż czy warunki przeciwpożarowe.

Właściciele dostaną rok na dostosowanie się do nowych przepisów. Za wpis do rejestru zapłacą 100 zł.

Ale projekt ma też kontrowersyjne punkty. Sąd Najwyższy zwraca uwagę na zapis o wykreśleniu z rejestru za trzykrotne naruszenie przepisów porządkowych.

„Regulacja ta wprowadza bezpośrednią odpowiedzialność wynajmującego za zachowania najemców (których w znakomitej większości przypadków nie zna osobiście), a nawet osób trzecich” – czytamy w uwagach Sądu Najwyższego.

Czy to koniec patologii?

Branża sygnalizuje, że nowe przepisy mogą stworzyć dodatkowe bariery. Ale z drugiej strony, jak podkreślają eksperci, 30-40% najmu krótkoterminowego to szara strefa.

Przewodnicząca Polski 2050, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, przekonuje: „Nie chcemy zakazywać najmu krótkoterminowego, ale zadbać o prawo do własności 99 proc. mieszkańców”.

Ciekawostka? Rynek nie jest tu jednoznaczny. Część przeciwników głośnego najmu zmienia zdanie, gdy sami nie mogą znaleźć najemcy długoterminowego i przechodzą na najem krótkoterminowy, który często generuje wyższe zyski.

Eksperci podkreślają też, że ten segment jest istotny dla turystyki. Zamiast zakazów proponują zwiększenie odpowiedzialności właścicieli – na przykład za weryfikację gości i szkody w częściach wspólnych.

Prace nad ustawą trwają. Pierwsze czytanie projektu w Sejmie przewidziano na 14 kwietnia. Czy to będzie przełom dla zmęczonych hałasem mieszkańców? Czas pokaże. Na pewno nadchodzą duże zmiany.