Czy era rekordowo tanich paneli słonecznych właśnie dobiega końca? Wszystko wskazuje na to, że tak, a 1 kwietnia 2026 roku może okazać się datą przełomową dla całego rynku OZE. Za podwyżkami stoją decyzje polityczne, zmiany w globalnej produkcji i rosnące ceny surowców.

To już koniec taniej ery?

Fotowoltaika właśnie kończy swój „tani” etap. Ceny już zaczęły rosnąć, ale to dopiero początek większego trendu. Jak alarmuje Portal Samorządowy, za podwyżkami stoją decyzje polityczne, zmiany w globalnej produkcji i rosnące ceny surowców.

Jeszcze niedawno sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Po wyraźnych spadkach w latach 2023–2024, od początku 2025 roku ceny paneli i falowników zaczęły iść w górę. Ten kierunek utrzymał się także na początku 2026 roku i nic nie wskazuje na to, by rynek miał wrócić do rekordowo niskich poziomów.

Efekt domina startuje w Chinach

Przełomowy może się okazać pierwszy dzień kwietnia 2026 roku. To właśnie wtedy Chiny – kluczowy dostawca paneli fotowoltaicznych – zniosą ulgi podatkowe na eksport modułów. W połączeniu z drożejącymi surowcami oznacza to jedno: instalacje OZE będą kosztować więcej.

Zniesienie ulg to nie jest kosmetyczna zmiana. Ogromna część modułów, akumulatorów i komponentów instalacji odnawialnych źródeł energii pochodzi właśnie z Chin.

– Samo zniesienie subsydiów eksportowych podniesie cenę modułu o ok. 10 proc. – ocenia na łamach Komputer Świat Jannik Schall z niemieckiej firmy z branży energetycznej 1KOMMA5°.

A to dopiero pierwszy ruch w całym łańcuchu. Droższe moduły oznaczają wyższe koszty dla dystrybutorów, instalatorów i w końcu – dla klientów. Mechanizm jest prosty: podwyżka na jednym etapie szybko rozlewa się na cały rynek.

Surowce dokładają swoje

Do tego dochodzi drugi, równie ważny czynnik: surowce. Te od miesięcy systematycznie drożeją. Najlepszym przykładem jest krzem polikrystaliczny, czyli podstawowy materiał do produkcji ogniw słonecznych.

Jeszcze latem 2025 roku kilogram kosztował około czterech euro. Dziś to już ponad pięć euro, a w połowie marca ceny sięgały od około 5,70 do 6,30 euro za kilogram.

Równolegle rosną ceny innych elementów: płytek fotowoltaicznych, ogniw, szkła czy srebra. Każdy z tych składników dokłada swoją cegiełkę do końcowej ceny instalacji.

Podwyżki są nieuniknione

Trudno dziś precyzyjnie wskazać, kiedy i jak mocno odczują to klienci. Jedno jednak nie budzi wątpliwości: taniej już było. Obserwatorzy rynku są zgodni.

Ceny fotowoltaiki będą rosły, a decyzja o inwestycji raczej nie stanie się w najbliższym czasie łatwiejsza. To nie spekulacja, a twarde dane z rynku surowców i decyzje największego światowego producenta. Jeśli myślałeś o panelach – czas zacząć działać.