Kraków oficjalnie wyrasta na demograficznego lidera wśród największych polskich miast. Według najnowszego „Raportu o stanie gminy za 2025 rok” stolica Małopolski odnotowała w ubiegłym roku najwyższe tempo wzrostu liczby mieszkańców – 0,92%. To wynik, który zostawia w tyle Warszawę, Gdańsk, a nawet Wrocław.

Szczegóły raportu: kto przybył, a kto ubył

Na koniec 2025 roku w Krakowie mieszkało 816 614 osób – o 7 446 więcej niż rok wcześniej. Głównym motorem wzrostu okazała się migracja. Dodatnie saldo migracji wyniosło 5 824 osoby (7,18‰), co jest najlepszym wynikiem wśród dużych miast. Do miasta przyjechało 12 514 osób, a wyjechało 6 690.

Jednocześnie przyrost naturalny pozostał ujemny, ale poprawił się względem 2024 roku: z -502 do -394 osób. Współczynnik przyrostu naturalnego wyniósł -0,5‰. W 2025 roku urodziło się 6 980 dzieci (spadek o 1,1% w porównaniu z 7 057 w 2024 roku), a zmarło 7 374 osób (spadek z 7 559). Wzrosła też liczba zawartych małżeństw – z 4 260 do 4 477.

Konkurencja daleko w tyle

Drugie miejsce w zestawieniu zajęła Warszawa ze wzrostem 0,15%, a trzecie Gdańsk – 0,14%. Wzrost w Krakowie był więc ponad sześciokrotnie wyższy niż w stolicy. Pozostałe duże miasta zanotowały spadki: Wrocław spadł o -0,14%, Poznań o -0,36%, a Łódź o -0,9%. Co ciekawe, tylko w Krakowie, Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu saldo migracji było dodatnie. Kraków z wynikiem 7,18‰ znacząco wyprzedził Gdańsk (3,16‰), Warszawę (2‰) i Wrocław (1,24‰).

Czy oficjalne dane oddają cały obraz?

Równolegle pojawia się pytanie, na ile statystyki Głównego Urzędu Statystycznego oparte na meldunkach odzwierciedlają rzeczywistą liczbę mieszkańców. Coraz więcej samorządów kwestionuje te dane, wskazując na rozbieżności sięgające nawet jednej trzeciej populacji – szczególnie we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. W Warszawie oficjalna liczba mieszkańców to niespełna 1,9 mln, ale szacunki oparte na danych z telefonów komórkowych czy zużycia wody mówią o ponad 2 mln osób.

Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, zwraca uwagę, że mimo oficjalnego wyludniania się niektórych metropolii deweloperzy wciąż dostarczają tysiące nowych mieszkań, a one znajdują nabywców.

„Jeśli naprawdę mielibyśmy do czynienia z gwałtownym spadkiem liczby mieszkańców, trudno byłoby racjonalnie uzasadnić skalę inwestycji deweloperskich w największych miastach” – mówi Wielgo.

Dodaje, że kluczowa dla rynku mieszkaniowego jest nie tyle ogólna liczba mieszkańców, ile liczba gospodarstw domowych, która rośnie. Ludzie zajmują dziś więcej, często mniejszych lokali niż kiedyś, co napędza popyt. W Łodzi, według oficjalnych danych jednym z najszybciej wyludniających się miast, tylko w latach 2020–25 oddano do użytku około 33 tys. mieszkań, a w Warszawie aż ponad 108 tys. – co pokazuje, że mimo spadków liczby ludności, popyt na nowe lokale wciąż istnieje.

Wyzwania dla mniejszych ośrodków

Ekspert przestrzega jednak przed przenoszeniem optymizmu na wszystkie regiony. Jego zdaniem w mniejszych miastach, szczególnie oddalonych od największych aglomeracji lub dużych zakładów pracy, może dojść do znacznego wyludnienia, a w konsekwencji do bardzo niskich cen mieszkań. Ratunku dla takich miejscowości upatruje w rozwoju turystyki.

Na razie Kraków święci triumfy. Przyrost migracyjny i poprawiająca się sytuacja naturalna stawiają go w wyjątkowej pozycji na tle innych metropolii. Pytanie, czy ten trend się utrzyma, a inne miasta zdołają odwrócić spadkową tendencję.