Czy Ameryka zdąży postawić człowieka na Księżycu przed końcem drugiej kadencji Donalda Trumpa? Administracja wyznaczyła programowi Artemis bardzo konkretny i ambitny harmonogram, a szef NASA Jared Isaacman publicznie zadeklarował, że agencja zrealizuje wszystkie misje księżycowe jeszcze przed końcem prezydentury w styczniu 2029 roku.

To nie jest przyspieszenie za wszelką cenę, lecz powrót do sprawdzonej metody działania. Dzięki temu Artemis II ma wystartować i okrążyć Księżyc z czteroosobową załogą na pokładzie.

Nowy rytm dla starego marzenia

Po udanym, ale bezzałogowym locie Artemis I w listopadzie 2022 roku, program wszedł w fazę, którą wielu określało mianem „paraliżu decyzyjnego”. Przez kolejne trzy lata NASA nie przeprowadziła żadnej kolejnej misji.

Przyczyny były wielorakie: rakieta Space Launch System (SLS) i kapsuła Orion okazały się droższe i bardziej skomplikowane w produkcji, koszty programu przekroczyły już 40 mld dolarów. Kluczowe elementy, jak lądownik Human Landing System (HLS) firmy SpaceX czy nowe skafandry księżycowe, napotkały poważne opóźnienia.

Z chwilą powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu program otrzymał nowe wsparcie. Jared Isaacman, zaprzysiężony na stanowisko administratora NASA w grudniu 2024 roku, otwarcie deklaruje powrót do filozofii regularnych, powtarzalnych lotów.

Klucz do sukcesu leży w rytmie. Apollo 11 nie pojawiło się od razu — przypomina Isaacman.

Ambitny plan: Lądowanie w 2028 roku

Obecny plan jest wyraźnym zwrotem. Artemis II, pierwszy załogowy lot wokół Księżyca, ma wystartować. Kolejna misja, Artemis III, zaplanowana jest na połowę 2027 roku i ma przede wszystkim zmniejszyć ryzyko.

Ale najważniejsze są Artemis IV i V: obie mają przynieść pierwsze załogowe lądowania na powierzchni Księżyca już w 2028 roku, a więc jeszcze w trakcie drugiej kadencji Trumpa.

Pełne wsparcie deklarują zarówno wykonawcy (SpaceX, Blue Origin, Boeing, Lockheed Martin), jak i liderzy Kongresu odpowiedzialni za budżet kosmiczny. NASA wraca do modelu, który kiedyś pozwolił Ameryce zdobyć Księżyc w mniej niż dekadę.

Wymiar geopolityczny i polityczny deadline

Program Artemis nie jest już tylko technicznym wyzwaniem. Ma wyraźny wymiar geopolityczny. Chiny planują własne załogowe lądowanie na Księżycu około 2030 roku i już budują stację kosmiczną Tiangong.

Stany Zjednoczone chcą być pierwsze i udowodnić przewagę demokratycznego systemu opartego na współpracy z prywatnymi firmami. Artemis Accords, podpisane przez ponad 50 krajów, wzmacniają tę pozycję, tworząc międzynarodowe ramy współpracy pod przywództwem USA.

W efekcie deklaracja czterech misji przed końcem kadencji to nie tylko plan techniczny. To polityczny deadline, który ma przynieść Trumpowi wymierny sukces — wielkie osiągnięcie jego drugiej prezydentury. Hasło „człowiek na Księżycu za Trumpa” pojawiło się już w mediach.

Ryzyko pośpiechu i lekcje z historii

Historia amerykańskiej eksploracji kosmicznej pokazuje, że łączenie politycznych deadline’ów ze skomplikowaną techniką bywało tragiczne. Wystarczy przypomnieć pożar Apollo 1 czy katastrofy wahadłowców Challenger i Columbia.

Isaacman wielokrotnie powtarza, że priorytetem jest bezpieczeństwo. Jednak polityczny deadline wywiera realną presję. Jeśli przełoży się ona na skracanie testów, ryzyko poważnej awarii dramatycznie wzrośnie.

NASA stoi przed klasycznym dylematem: jak pogodzić polityczną presję na szybki sukces z żelazną koniecznością zachowania najwyższych standardów bezpieczeństwa.

Na razie jednak deklaracja czterech misji Artemis przed końcem kadencji Trumpa brzmi jak jasny sygnał: Ameryka znów chce być numerem jeden w kosmosie. Czy uda się utrzymać to tempo bez kompromisów w bezpieczeństwie — pokaże najbliższe miesiące.