W pierwszej połowie tego roku na Catalyst trafiło zaledwie pięć publicznych emisji obligacji skierowanych do szerokiego grona inwestorów indywidualnych – plus dwie emisje listów zastawnych. To najgorszy wynik od pięciu lat i aż o 70 proc. mniej niż w rekordowym okresie dwa lata temu. Rynek detalicznych obligacji w Polsce przechodzi głęboką zmianę, ale jej skutki nie są jednoznaczne.

Pięć ofert w pół roku – najgorszy wynik od lat

Jeszcze dwa lata temu emitenci chętnie sięgali po prospekty emisyjne, by pozyskać pieniądze od Kowalskiego. Dziś takich ofert jest jak na lekarstwo. Co ważne, ten spadek dotyczy przede wszystkim emisji publicznych. Gdy spojrzymy na cały rynek obligacji korporacyjnych (bez instytucji finansowych), obraz jest nieco inny. Według danych „Parkietu” w ostatnich dwunastu miesiącach przeprowadzono łącznie 233 emisje – to najniższa liczba w tej dekadzie. Poprzednie minimum wyniosło 234 i padło rok temu, a w ostatnich sześciu kwartałach skumulowana liczba nie przekroczyła 241. Tendencja spadkowa utrzymuje się więc od dłuższego czasu.

Coraz mniej, ale coraz większych

Paradoksalnie, choć ofert jest mniej, ich średnia wartość rośnie. W drugim kwartale 2026 roku zamknięto 57 emisji obligacji korporacyjnych (z wyłączeniem finansowych) – o 5 proc. mniej niż rok wcześniej. Za to średnia wartość pojedynczej emisji poszła w górę aż o 15,7 proc. i od trzech kwartałów stabilizuje się nieznacznie powyżej 70 mln zł. Co więcej, w ostatnich trzech kwartałach padały kolejne rekordy średniej wielkości emisji. To już nie efekt kilku gigantycznych ofert powyżej 500 mln zł, ale rosnącej liczby emisji w przedziale 100–500 mln zł.

Zupełnie inaczej wygląda segment emisji banków i instytucji finansowych. Tu liczba ofert od trzech kwartałów nie spada poniżej 150 rocznie, a ich łączna wartość przekracza 80 mld zł w skali 12 miesięcy. Średnia wartość pojedynczej emisji w tym segmencie przekracza 0,5 mld zł – to wzrost o około 60 proc. w porównaniu do średnich sprzed czterech lat. Dla porównania, średnia emisja korporacyjna wzrosła w tym czasie około 2,5-krotnie, głównie za sprawą stopniowego zanikania małych ofert.

Banki odciągają emitentów

Za spadkiem liczby ofert stoi kilka czynników. Przede wszystkim rosnąca konkurencja ze strony banków, które łagodzą kryteria kredytowe i „wyssają” z rynku potencjalnych emitentów. Dodatkowo banki same często biorą udział w emisjach, gdy firma uprze się na pozyskanie pieniędzy z rynku. Drugim powodem jest mniejsza aktywność deweloperów, zwłaszcza tych mniejszych, którzy wcześniej regularnie emitowali obligacje. Efekt? Emisje do 20 mln zł – kiedyś popularne – dziś trafiają głównie do funduszy private debt lub są przeprowadzane wewnątrz grup kapitałowych jako oferty bilateralne.

Co z inwestorami indywidualnymi?

Dla drobnych graczy to niekorzystna wiadomość. Mniejsza liczba publicznych emisji oznacza zawężenie wyboru na Catalyst. W dłuższej perspektywie może to ograniczyć handel i zróżnicowanie wyników funduszy. Z drugiej strony, rosnąca wartość pojedynczych emisji – jeśli biorą w nich udział inwestorzy indywidualni – powinna skanalizować płynność na konkretnych seriach.

Co ciekawe, od 30 września 2022 roku, czyli od przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Banku, na Catalyst nie odnotowano ani jednego przypadku niewypłacalności (defaultu). Wcześniejsze statystyki były zatrważające – w najgorszym okresie pieniądze nie wracały nawet z co piątej małej emisji. Dopiero afera GetBacku i profesjonalizacja rynku wyeliminowały z obiegu najsłabszych emitentów. Autorzy opracowania przestrzegają jednak, że kilkuletni okres bez defaultów może uśpić czujność inwestorów, prowadząc do akceptacji wyższego ryzyka i niższych marż. W ich ocenie dobra passa prędzej czy później zostanie przerwana.