Lokaty bliskie zera. Dlaczego banki płacą grosze za nasze oszczędności?
Pixabay.com / adityatelang108
Czy twoje oszczędności w banku wciąż pracują, czy już tylko… śpią? Ostatnie tygodnie przyniosły kolejne uderzenie w portfele oszczędzających. mBank planuje od maja obniżyć oprocentowanie większości depozytów do zaledwie 0,1%. To nie jest odosobniony przypadek, a wyraźny trend na całym rynku.
Rynek w dół, lokaty w dół
Klienci mBanku otrzymali przykrą wiadomość. Cięcia mają dotyczyć nowych lokat 3- i 6-miesięcznych oraz standardu na rachunku do regularnego oszczędzania. Tylko wersja premium utrzyma się na poziomie 1,5%. Bank tłumaczy to dostosowaniem do warunków rynkowych. I ma ku temu podstawy.
„Rynek sukcesywnie reaguje na obniżki stóp procentowych, z miesiąca na miesiąc widać coraz niższe stawki w ofercie banków” – komentuje Jarosław Sadowski z Rankomat.pl, cytowany przez Parkiet.
Rada Polityki Pieniężnej w ciągu ostatniego roku dokonała siedmiu obniżek stóp, łącznie o 2 punkty procentowe. Cykl rozpoczął się w maju 2025 roku, a ostatnia decyzja zapadła 3-4 marca 2026, obniżając stopę referencyjną do 3,75%. Banki przewidziały ten ruch znacznie wcześniej. Średnia stawka depozytowa dla całego rynku spadła z 3,93% w maju 2025 do 3,21% w lutym 2026.
Dwie twarze rynku: promocje vs. standard
Ale tu jest haczyk. Tak słaba oferta nie dotyczy całego rynku. Przeciętna standardowa oferta oscyluje w granicach 2-3%, a w promocjach można upolować nawet 5% lub więcej. Jednak różnica między standardem a promocją jest kolosalna.
Oprocentowanie 3- i 6-miesięcznej lokaty w mBanku jest ponad 13 razy niższe niż najlepszej lokaty promocyjnej na rynku. W przypadku kont oszczędnościowych przepaść jest jeszcze większa – standardowe oprocentowanie w PKO BP jest niższe od najlepszej oferty promocyjnej aż 70 razy!
Najlepsze promocyjne oferty? Sześciomiesięczna Nest Lokata Witaj z 6,6% (max 25 tys. zł), dwumiesięczna Lokata Powitalna w UniCredit z 6% (max 100 tys. zł) czy oferta BOŚ Banku na Rachunku Cyfrowy Zysk: 7% (ale tylko do 15 tys. zł). Tutaj jednak często trzeba spełnić warunki: wpłata „nowych środków”, założenie konta i aktywne z niego korzystanie.
Prawdziwy powód: banki są „przepełnione” gotówką
Dlaczego banki mogą sobie pozwolić na tak niskie stawki? Kluczem jest nadpłynność sektora.
„Wojny na lokaty nie ma i nie będzie. Banki nie mają potrzeby, by pozyskiwać więcej depozytów, ponieważ dysponują nadwyżkami gotówki” – ocenia Jarosław Sadowski.
Z wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wskaźnik kredytów do depozytów utrzymuje się w okolicach 60%. Dla porównania, dekadę temu było to ponad 100%. W lutym 2026 wskaźnik ten spadł do 59,2%. Depozytów jest po prostu znacznie więcej niż udzielonych kredytów. Banki nie muszą więc intensywnie konkurować o nasze oszczędności.
Co dalej? Krótkoterminowo jeszcze gorzej
Eksperci są zgodni: w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy należy spodziewać się dalszych obniżek oprocentowania lokat. Sektor wciąż dostosowuje się do zmian w polityce pieniężnej. Na banki działa też dodatkowa presja – od początku 2026 roku obowiązuje wyższa, 30-proc. stawka CIT (wobec 19% wcześniej).
Dalsza przyszłość jest niepewna. Konflikt na Bliskim Wschodzie i skoki cen surowców budzą obawy o powrót inflacji, która w marcu 2026 wzrosła do 3%. Paradoksalnie, dla oszczędzających może to być dobra wiadomość – rosnące ryzyko inflacyjne może skłonić RPP do wstrzymania obniżek stóp, stabilizując oprocentowanie lokat.
Niestety, wraz z odbiciem inflacji powraca widmo ujemnych realnych stóp procentowych. Rynek znów zbliża się do punktu, w którym odsetki z lokat – po potrąceniu podatku Belki – nie rekompensują utraty siły nabywczej pieniądza. Twoje oszczędności znów mogą realnie tracić na wartości.
O autorze
Ekspert ds. finansów, ubezpieczeń i planowania sukcesyjnego Specjalista w obszarze finansów i ubezpieczeń, który z sukcesem łączy wieloletnie doświadczenie menedżerskie z działalnością edukacyjną. Przez lata kierował regionalnym oddziałem międzynarodowego towarzystwa ubezpieczeniowego, rozwijając rynek nowoczesnych ubezpieczeń na życie. Jako trener i doradca współpracujący z wiodącymi przedstawicielami branży ubezpieczeniowej, wspierał firmy rodzinne w procesach sukcesji, wskazując na praktyczne wykorzystanie instrumentów finansowych. Były wykładowca studiów podyplomowych. W swojej pracy redakcyjnej skupia się na styku ubezpieczeń, prawa spadkowego i podatkowego, oferując czytelnikom rzetelną wiedzę opartą na realiach rynkowych.