Gdański gigant odzieżowy LPP, znany z marek takich jak Reserved czy Cropp, wkracza na nowe terytorium. Pod szyldem swojej popularnej sieci Sinsay uruchomił właśnie internetowy marketplace, na którym obok własnych produktów można już kupować towary innych firm. To przełom dla spółki, która dotąd opierała się wyłącznie na sprzedaży własnych kolekcji.

Nowy rozdział LPP

LPP od lat budowało model biznesowy na zamawianiu odzieży, obuwia i akcesoriów w Azji i sprzedaży ich pod pięcioma własnymi markami. Teraz, jak pisze „Parkiet”, firma zaczyna nowy rozdział: od mniej więcej dwóch tygodni na stronie Sinsaya działa „Strefa marek”, gdzie klienci znajdą produkty oznakowane logotypami innych firm. Wśród nich są zarówno globalne potęgi, jak Nike i Adidas, jak i niszowe marki – Tulano (produkty dla rodziców małych dzieci), Zolux (artykuły dla zwierząt) czy Decoria (dekoracje wnętrz).

Sprzedawcami są na razie głównie polscy przedsiębiorcy, ale też krajowe oddziały międzynarodowych koncernów. Buty sportowe dostarcza rzeszowska firma Buty Jana, kosmetyki L’Oréal – kielecka spółka 4WU prowadząca drogerie, a artykuły Tulano – poznańska spółka z grupy Meester. Oferta jest jeszcze skromna, ale – jak zauważa „Parkiet” – z dnia na dzień rośnie.

Co mówią liczby i plany?

LPP na razie nie ujawnia szczegółów dotyczących marketplace’u. W czerwcu wiceprezes ds. finansowych Marcin Bójko zdradził jednak, że w pierwszym roku działalności platforma może wygenerować około 50 mln zł zysku EBITDA. Dla porównania, roczna EBITDA całej grupy LPP w roku obrotowym zakończonym 31 stycznia 2025 r. wyniosła 4,57 mld zł.

Z kolei z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że do 2027 roku asortyment marketplace’u ma przekroczyć 100 tys. pozycji, a platforma planuje wkroczyć na pierwszy rynek zagraniczny. To ambitne cele, zwłaszcza że polski rynek e-commerce jest wart około 140 mld zł rocznie i według PwC do 2028 r. ma urosnąć o około 50% – do 192 mld zł. Aż 65–70% zakupów online dokonywanych jest dziś za pośrednictwem marketplace’ów, a liderem pozostaje Allegro.

Eksperci: to dopiero początek

Zdaniem Sylwii Jaśkiewicz, specjalistki z Domu Maklerskiego BOŚ, projekt jest w fazie rozruchu i LPP potrzebuje czasu. Nie spodziewa się, by grupa szybko ruszyła z dużymi wydatkami na reklamę oferty marketplace’owej.

Innego zdania jest Urszula Wiszowata-Pilic, konsultantka rynku mody z Agencji B2B Hub. Jej zdaniem Sinsay w pierwszej fazie będzie wydawać na marketing więcej niż standardowe 11–12% przychodu ze sprzedaży online, bo musi budować rozpoznawalność jednocześnie wśród partnerów i klientów. Dopiero z czasem, wraz ze wzrostem organicznego ruchu i przychodów z usług dla partnerów, ten wskaźnik powinien spaść.

– Nowy marketplace musi zbudować rozpoznawalność wśród partnerów i klientów jednocześnie, a to kosztuje więcej niż utrzymanie istniejącego ruchu – mówi ekspertka.

Wiszowata-Pilic wskazuje też, że LPP będzie zarabiać na marketplace’ie nie tyle ze sprzedaży produktów, co z usług: prowizji od sprzedaży partnerów, płatnej promocji, reklamy, logistyki i danych analitycznych. Jako wzór podaje Zalando, którego dział usług B2B dynamicznie zwiększa zyski. Ekspertka dodaje, że Sinsay potrzebuje jeszcze dwóch rzeczy: bezpośrednich relacji z markami (obecność Nike’a czy Adidasa za pośrednictwem pośredników świadczy o wczesnym etapie budowania zaufania) oraz lepszej jakości treści od zewnętrznych sprzedawców – własne materiały Sinsaya są dopracowane (częściowo z użyciem AI), podczas gdy oferty partnerów są skromne i słabej jakości.

Co dalej?

Marketplace Sinsay to dla LPP strategiczny krok w stronę modelu platformowego, który już dominuje w globalnym e-commerce. Na razie wszystko jest na wczesnym etapie, ale plany są ambitne: setki tysięcy produktów w ciągu dwóch lat i ekspansja zagraniczna. Czy LPP uda się powtórzyć sukces Allegro lub Zalando? Czas pokaże, ale pierwsze ruchy giganta z Gdańska są już wyraźnie widoczne.