Miedź w rozkroku: Goldman Sachs tnie prognozy na 2026, ale eksperci widzą „okazję pokolenia”
Pixabay.com / dp1616
Czy miedź, metal kluczowy dla zielonej transformacji, właśnie przeżywa największy paradoks rynkowy? Z jednej strony potężny bank inwestycyjny obniża tegoroczne prognozy, a z drugiej górnicy i inwestorzy szykują się na nowy supercykl. Gdzie leży prawda o „czerwonym złocie”?
Goldman Sachs: rewizja w dół, ale nie panika
Goldman Sachs zdecydował się na wyraźną korektę. Bank obniżył swoją prognozę średniej ceny miedzi na 2026 rok do poziomu 12 650 USD za tonę. To spadek z wcześniejszych szacunków wynoszących 12 850 USD.
Zdaniem analityków banku, pracujących pod kierownictwem Aurelii Waltham, głównym motorem napędowym są słabsze niż wcześniej zakładano oczekiwania dotyczące popytu.
Co stoi za tą rewizją? Ekonomiści Goldman Sachs wskazują na wolniejszy globalny wzrost gospodarczy, spowodowany szokiem cenowym na rynku energii wynikającym z zakłóceń na Bliskim Wschodzie. Przewidują spadek globalnego wzrostu PKB o 0,4 punktu procentowego.
Twarde liczby: większa nadwyżka, mniejszy popyt
Zmiana prognoz ma swoje konkretne odzwierciedlenie w liczbach. Bank obniżył prognozę wzrostu globalnego popytu na rafinowaną miedź do 1,6% rok do roku (z wcześniejszych 2%).
Ale to nie wszystko. Goldman Sachs przewiduje teraz, że globalny rynek miedzi odnotuje w tym roku nadwyżkę w wysokości 490 000 ton. To istotny wzrost w porównaniu do wcześniejszego szacunku wynoszącego 380 000 ton. Taka nadpodaż naturalnie wywiera presję spadkową na ceny.
Krótkoterminowa zmienność, długoterminowy optymizm
Scenariusz bazowy banku zakłada, że jeśli przepływy energii przez Cieśninę Ormuz zaczną się odbudowywać od połowy kwietnia 2026 roku, to w drugim kwartale miedź będzie kosztować średnio 12 700 USD za tonę. Jednak w drugiej połowie roku przewidywany jest spadek w kierunku szacowanej „wartości godziwej” na poziomie 12 000 USD.
Analitycy ostrzegają jednak, że mimo marcowej korekty, miedź wciąż jest notowana znacznie powyżej swojej długoterminowej wartości godziwej na 2026 rok, którą Goldman ustalił na poziomie około 11 100 USD. To sprawia, że rynek pozostaje „podatny na kolejny ruch w dół”.
Ale jest też druga strona medalu. Mimo cięć, miedź jest traktowana przez bank inaczej niż inne metale. Cięcia prognoz popytu dla miedzi są mniejsze niż te zastosowane wobec aluminium. Dlaczego?
Analitycy podkreślili, że strategiczny charakter miedzi sprawia, iż jest ona „mniej wrażliwa na globalne cykle gospodarcze” niż inne surowce.
I tu dochodzimy do sedna długoterminowego optymizmu. Goldman Sachs utrzymał swoją prognozę, według której ceny miedzi wzrosną do poziomu 15 000 USD za tonę do 2035 roku. Uzasadnieniem jest nieuchronny proces elektryfikacji świata.
A tymczasem w kopalniach: „Okazja pokolenia”
Podczas gdy banki rewidują krótkoterminowe prognozy, w świecie górnictwa panuje zupełnie inna narracja. Craig Parry, dyrektor generalny Vizsla Copper Corp., wieszczy początek nowego cyklu, w którym to miedź, a nie złoto czy srebro, przejmie pałeczkę lidera wzrostów.
Argumentacja? Podczas gdy złoto karmi się niepokojem geopolitycznym, fundamenty miedzi opierają się na twardej matematyce podaży i popytu. Parry wskazuje na potężną lukę strukturalną.
W poprzednim supercyklu cena miedzi wzrosła sześciokrotnie – z poziomu 0,70 USD do 4,60 USD za funt. Dziś, jego zdaniem, warunki są jeszcze bardziej sprzyjające, co pozwala wysuwać śmiałe prognozy o miedzi po 20 czy nawet 30 USD za funt do końca dekady.
Skąd ten optymizm? Elektryfikacja i mur inwestycyjny
Klucz leży w popycie. W przeciwieństwie do hossy z początku XXI wieku, napędzanej głównie przez chińską urbanizację, dzisiejszy popyt ma charakter globalny i wielowymiarowy. Transformacja energetyczna, rozwój infrastruktury pod OZE oraz powszechna elektryfikacja gospodarek to czynniki, które nie znikną.
Goldman Sachs szacuje, że do 2030 roku infrastruktura sieciowa oraz energetyka mają odpowiadać za aż 60% globalnego wzrostu popytu na miedź.
Po drugiej stronie równania stoi podaż. Branża wydobywcza ma ogromne problemy. Szacuje się, że aby zasypać lukę między popytem a podażą, potrzebne są inwestycje rzędu 200 miliardów dolarów. Problem w tym, że na mapie świata brakuje gotowych projektów, które mogłyby taką gotówkę efektywnie przyjąć z powodu wysokich kosztów kapitałowych i barier regulacyjnych.
Ryzyko, o którym mało kto mówi: łańcuch dostaw siarki
Goldman Sachs zwraca uwagę na ciekawe ryzyko podażowe. Demokratyczna Republika Konga (DRC), która odpowiada za około 15% światowej produkcji miedzi, jest silnie uzależniona od siarki transportowanej przez Cieśninę Ormuz.
Siarka jest niezbędna w kluczowym procesie produkcyjnym. Producenci w DRC posiadają zapasy kwasu siarkowego wystarczające na maksymalnie trzy miesiące. Przedłużający się kryzys w Cieśninie Ormuz mógłby więc drastycznie ograniczyć produkcję i zredukować oczekiwaną nadwyżkę miedzi na rynku.
Podsumowanie: dwa światy, jeden metal
Obraz, który się wyłania, jest fascynujący. Z jednej strony mamy krótkoterminową ostrożność instytucjonalnych graczy, którzy tną prognozy z powodu spowolnienia gospodarczego i nadpodaży. Z drugiej strony mamy długoterminowy entuzjazm napędzany nieodwracalnymi megatrendami elektryfikacji i zielonej transformacji, oraz mur, przed którym stoi branża wydobywcza.
Miedź znalazła się w epicentrum najważniejszych przemian gospodarczych naszych czasów. Jej droga w najbliższych latach może być wyboista, ale kierunek wydaje się przesądzony – w górę. Czy to wystarczy, by nazwać ją „nowym złotem”? Czas pokaże, ale jedno jest pewne: na tym metalu skupiają się oczy całego rynku surowców.
O autorze
Ekspert ds. finansów, ubezpieczeń i planowania sukcesyjnego Specjalista w obszarze finansów i ubezpieczeń, który z sukcesem łączy wieloletnie doświadczenie menedżerskie z działalnością edukacyjną. Przez lata kierował regionalnym oddziałem międzynarodowego towarzystwa ubezpieczeniowego, rozwijając rynek nowoczesnych ubezpieczeń na życie. Jako trener i doradca współpracujący z wiodącymi przedstawicielami branży ubezpieczeniowej, wspierał firmy rodzinne w procesach sukcesji, wskazując na praktyczne wykorzystanie instrumentów finansowych. Były wykładowca studiów podyplomowych. W swojej pracy redakcyjnej skupia się na styku ubezpieczeń, prawa spadkowego i podatkowego, oferując czytelnikom rzetelną wiedzę opartą na realiach rynkowych.