Miliardy wstrzymane. Lawina odwołań paraliżuje kluczowe inwestycje kolejowe
Pixabay.com / pixifant
Czy wielomiliardowe inwestycje infrastrukturalne, kluczowe dla rozwoju kraju, utknęły w martwym punkcie? Niestety, tak. Dwa gigantyczne projekty kolejowe – Rail Baltica i tunel średnicowy pod Łodzią – nie mają wykonawców, a ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania.
Giganty bez wykonawcy
Mowa o prawie 100-kilometrowym odcinku Rail Baltiki pomiędzy Ełkiem a granicą z Litwą oraz o przeszło 7-kilometrowym tunelu pod Łodzią, który ma połączyć Łódź Fabryczną z Łodzią Kaliską i Żabieńcem. To nie są małe przedsięwzięcia. Rail Baltica ma pochłonąć około 5 mld zł, a budowa tunelu – co najmniej 2,3 mld zł.
Oba projekty mają ogromne znaczenie. Rail Baltica to część transeuropejskiego korytarza, który w przyszłości połączy Niemcy, Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię. Tunel średnicowy jest kluczowy dla rozwoju komunikacyjnego regionu łódzkiego – połączy aglomerację z szybką koleją i poprawi komunikację miejską dzięki nowym podziemnym przystankom. A jednak, jak podaje parkiet.com, wiarygodnych terminów sfinalizowania obu tych projektów nie ma.
Pętla odwołań, która grozi katastrofą
Sprawa Rail Baltiki na odcinku Ełk-Białystok to idealny przykład, dlaczego tak się dzieje. PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) zapowiedziały w tym roku podpisanie kontraktów o wartości 30 mld zł, ale osiągnięcie tego celu staje pod znakiem zapytania. Wszystko przez przedłużające się postępowanie przetargowe, które rozpoczęło się w styczniu 2025 roku.
„Mamy kwiecień 2026 i wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie rozstrzygnięty” – przyznaje Marcin Mochocki, członek zarządu PLK.
Powód? Lawina odwołań firm budowlanych do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) oraz skargi do Sądu Zamówień Publicznych. Wszystko zaczęło się od sporu o najtańszą ofertę konsorcjum Mirbud-Torpol (ok. 4,5 mld zł), którą zakwestionowano z powodu nieujawnienia kary. To uruchomiło efekt domina.
KIO kazała odrzucić ofertę Mirbudu, więc PLK wybrały konsorcjum Budimex-PORR (ok. 5 mld zł). Na to odwołało się konsorcjum Track Tec (5,2 mld zł), zarzucając Budimeksowi uchybienia. KIO uwzględniła to odwołanie, nakazując odrzucić ofertę Budimexu i ponownie ocenić pozostałe. Teraz PLK mogą wybrać Track Tec, ale to otworzy drogę do… kolejnych odwołań.
Ryzyko utraty miliardów z UE
Tu pojawia się największe niebezpieczeństwo. Termin na wykorzystanie unijnych funduszy na ten odcinek mija w 2029 roku. Dotacja z programu Connecting Europe Facility (CEF) to 800 mln euro (ok. 3,5 mld zł).
„Fundusze unijne na modernizację odcinka Ełk-Białystok wygraliśmy w konkursie CEF, a zdobycie ich w tej procedurze skutkuje tym, że nie możemy przeznaczyć pieniędzy na inne przetargi” – tłumaczy Marcin Mochocki. – „Komisja Europejska nie może wydłużyć czasu realizacji kontraktu poza rok 2029”.
Czas nagli. Jeśli odwołania nie ustąpią, może zabraknąć czasu na realizację prac. Wtedy PLK staną przed dramatyczną decyzją.
„Jeśli w przetargu zostaną złożone kolejne odwołania, to nawet jeśli uda się wreszcie wyłonić wykonawcę, staniemy przed trudnym wyborem. Będziemy musieli zdecydować, czy podpisać z nim umowę, czy unieważnić przetarg, bo nie wystarczy już czasu na realizację robót” – mówi Mochocki.
Decyzja może zapaść w ciągu tygodni, a nie miesięcy. Jeśli okaże się, że termin jest nierealny, a fundusze unijne przepadną, PLK będą mogły unieważnić przetarg, uznając, że kontrakt nie ma finansowania.
To nie jest odosobniony przypadek
Rail Baltica to tylko wierzchołek góry lodowej. Przedłużanie przetargów z powodu odwołań dotyczy wielu innych inwestycji, jak linia Skierniewice–Czachówek, odcinek Czachówek Wschodni–Pilawa czy trasa od Tymbarku do Limanowej.
„Skala odwołań do KIO jest dziś bezprecedensowa” – ocenia na łamach PB Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – „Wszystkie spółki wykonawcze rzuciły się do jak najszybszego uzupełniania pustych portfeli zamówień”.
Szukanie wyjścia z impasu
Marcin Mochocki z PLK proponuje konkretne rozwiązanie: wyłonienie w KIO specjalnego składu orzekającego, który zajmowałby się wyłącznie kluczowymi inwestycjami publicznymi. To mogłoby przyspieszyć procedury. Obecnie te same składy rozpatrują zarówno wielomiliardowe przetargi, jak i zamówienia na materiały eksploatacyjne.
„Wydłużanie przetargów i opóźnianie realizacji projektów o znaczeniu strategicznym dla państwa szkodzi całej gospodarce. Dlatego konieczne są działania przyspieszające proces rozpatrywania odwołań” – podsumowuje menedżer.
Potrzebne są też zmiany w sądownictwie i jasne reguły postępowania na wypadek, gdyby sądy wydały inne orzeczenia niż KIO. Bez tego grozi nam dalszy paraliż i realne ryzyko, że miliardy złotych na rozwój infrastruktury po prostu… wyparują.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.