Czy złoto to wciąż bezpieczna przystań? Ostatnie tygodnie na rynkach finansowych dały twardą lekcję wszystkim, którzy w to wierzyli. Geopolityczne napięcia wokół Iranu nie tylko rozchwiały notowania surowców, ale też obnażyły kruchość jednego z najstarszych mitów inwestycyjnych.

Gdy wybucha kryzys, sprzedają złoto

W programie „Onet Rano Finansowo” główny ekonomista Pracodawców RP, Kamil Sobolewski, wyjaśnił mechanizm, który wielu zaskoczył. Za zmiennością złota stoi prosta rzecz: zbyt wielu uwierzyło w mit bezpiecznej przystani.

— Gdy wybucha kryzys, ci, którzy potrzebują płynności, sprzedają właśnie złoto — i to w najgorszym momencie. Nieważne, czy to importerzy ropy, czy państwa Zatoki zmuszone sięgnąć po rezerwy. Efekt jest taki, że „bezpieczne” aktywo tanieje — mówi Kamil Sobolewski.

Ekspert podkreśla, że w jego dwudziestu latach na rynkach to powracający motyw. Pękają domyślne korelacje, a ich łamanie staje się potężną siłą rynkową. To właśnie źródło zysków dla tych, którzy myślą na przekór schematom. Upadł mit, że złoto „musi” drożeć w czasie konfliktu.

Zaskakujący zwrot i podejrzane transakcje

Sytuacja miała jednak dramatyczny zwrot. Prezydent USA Donald Trump ogłosił wstrzymanie części uderzeń i zasugerował „produktywne rozmowy” z Teheranem (Iran temu zaprzeczył). Rynki zareagowały natychmiastową ulgą. Ropa gwałtownie potaniała, a Wall Street odbiła po serii spadków.

Ale tuż przed tym ogłoszeniem media przykuły podejrzane transakcje. Sobolewski komentuje to bez ogródek:

— Z punktu widzenia spekulanta to wymarzony układ: kupić ryzyko i sprzedać „ubezpieczenie” tuż przed ogłoszeniem — potencjalnie ogromne zyski. Problem w tym, że to może być przestępstwo. To się nazywa insider trading.

Czy amerykański nadzór (SEC) podejmie interwencję? Ekonomista uważa, że ustalenie faktów byłoby bardzo łatwe, gdyby był na to mandat i wola polityczna. Na czele Komisji stoi obecnie Paul Atkins, postrzegany jako przychylny rynkom krypto, ale w kwestii nadużyć informacyjnych tradycyjnie reprezentujący twardy kurs.

Złoto próbuje odbić, ale fundamenty się zmieniają

Tymczasem na rynku dzieje się coś ciekawego. Według agencji Bloomberg, cena złota próbuje ustabilizować się powyżej 4500 USD za uncję, odrabiając część strat. Notowania kruszcu wzrosły chwilowo nawet o 1,3 proc., mimo równoległego drożenia ropy. To wskazuje, że część inwestorów uznała wcześniejszą przecenę za przesadzoną. Od końca lutego złoto straciło bowiem około 14 proc.

Jednak fundamenty wspierające złoto w ostatnich latach właśnie się zmieniają. Banki centralne, które były motorem popytu, teraz mogą zmienić kurs.

Bank centralny Turcji w pierwszych dwóch tygodniach wojny sprzedał i zamienił około 60 ton kruszcu o wartości ponad 8 mld USD.

Dla wielu krajów rosnące ceny ropy oznaczają większe wydatki na import energii, a więc mniej środków na zakupy złota. Narastające napięcia geopolityczne – włączenie się do konfliktu wspieranych przez Iran Huti, zwiększona obecność wojskowa USA, ataki na infrastrukturę – wzmacniają obawy przed przedłużającym się konfliktem. To mogłoby skłonić banki centralne do bardziej restrykcyjnej polityki, łącznie ze sprzedażą rezerw.

Co dalej z „bezpieczną przystanią”?

W poniedziałek notowania złota zyskiwały około 1,1 proc., osiągając poziom 4 541 USD za uncję. Rosły też ceny srebra, platyny i palladu. Niektóre głosy z Wall Street wskazują jednak, że rynek może nie doceniać ryzyka spowolnienia gospodarczego, które obniżyłoby rentowności obligacji i zwiększyło atrakcyjność złota.

Ostateczna lekcja jest jasna. Złoto pozostaje wrażliwe na nastroje, płynność i polityczne zwroty akcji. Jego rola „bezpiecznej przystani” nie jest dana raz na zawsze, a łamanie utartych schematów bywa najpotężniejszą siłą na rynku. Inwestorzy powinni wyciągnąć wnioski na przyszłość.