Czy po ponad 20 latach wreszcie pozbędziemy się chaotycznej i niezrozumiałej definicji mobbingu? Właśnie ruszył proces legislacyjny, który ma to zmienić od podstaw.

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy, który ma przebudować przepisy o mobbingu w Kodeksie pracy. To odpowiedź na lata krytyki, że obecne regulacje są po prostu nieskuteczne.

Stara definicja nie spełnia swojej roli

Obowiązująca definicja liczy sobie ponad dwie dekady. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie owija w bawełnę – obecne przepisy są chaotyczne, niezrozumiałe i trudne do zastosowania. To jedna z przyczyn, dla których sprawy o mobbing tak rzadko kończą się wygraną pracownika.

Podczas sejmowej debaty minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk była w tej kwestii bardzo jednoznaczna.

„Obowiązująca dzisiaj definicja jest chaotyczna i niezrozumiała – wprowadza w błąd zarówno samych pracowników, jak i kadrę zarządzającą, właścicieli przedsiębiorstw czy sądy pracy” – mówiła w Sejmie szefowa resortu pracy.

Co się zmieni w nowej definicji?

Sedno projektu to nowa, uproszczona definicja mobbingu. W jej centrum stoi pojęcie „uporczywego nękania pracownika” – niezależnie od formy, w jakiej się odbywa. Mail, komunikator, rozmowa na żywo – każdy kanał komunikacji będzie objęty nowymi przepisami.

Co istotne, projekt wyraźnie oddziela jednorazowe incydenty od mobbingu. To wyraźne przesunięcie akcentu – obecne przepisy w praktyce wymagają udowodnienia konkretnych skutków, co bywa barierą nie do przejścia.

Projekt wprowadza też podejście tzw. 'racjonalnej oceny sytuacji’, które ma pomagać odróżnić rzeczywiste nękanie od zwykłych konfliktów czy nieporozumień w pracy. Resort powołuje się tu na dorobek orzecznictwa Sądu Najwyższego oraz wnioski z psychologii i socjologii pracy.

Wyższe zadośćuczynienia i nowe obowiązki

Ale to nie wszystko! Projekt zmienia też zasady rekompensaty dla ofiar mobbingu. Przewidziano wyższe minimalne zadośćuczynienie – tak, aby nie miało ono charakteru symbolicznego. Dziś minimalna kwota zadośćuczynienia to równowartość minimalnego wynagrodzenia za pracę, co w kontekście wieloletniego nękania trudno uznać za realną rekompensatę.

Nowością jest też możliwość dochodzenia przez pracodawcę zwrotu kosztów od osoby, która dopuściła się mobbingu. To istotne przesunięcie odpowiedzialności – dotychczas konsekwencje finansowe ponosił wyłącznie pracodawca.

Obowiązkowe procedury, ale nie dla wszystkich

Projekt nakłada na pracodawców obowiązek wdrożenia wewnętrznych zasad i procedur przeciwdziałania mobbingowi. Jest jednak próg – obowiązek w formie dokumentu wewnątrzzakładowego dotyczy firm zatrudniających co najmniej 9 osób.

Mniejsi pracodawcy nie będą musieli tworzyć formalnych regulaminów, ale nadal będą zobowiązani do przeciwdziałania mobbingowi. Ważny element jest również taki, że w tworzeniu procedur większą rolę mają odgrywać sami pracownicy i związki zawodowe.

Co dalej z projektem?

Pierwsze czytanie za projektem. Teraz trafi on do dalszych prac w komisji sejmowej, gdzie można się spodziewać dyskusji nad szczegółami. Jak to zwykle z projektami dotyczącymi prawa pracy bywa, diabeł tkwi w definicjach.

Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów, kierunek zmian jest jasny: resort pracy chce, żeby mobbing był łatwiejszy do zidentyfikowania, łatwiejszy do udowodnienia i bardziej dotkliwy finansowo dla sprawców. Czy nowa definicja faktycznie uprości życie pracownikom i sądom – to pokaże praktyka. Na razie mamy pierwszy krok w procesie legislacyjnym.