Czy największa gospodarka Europy właśnie przeżywa najgorszy kryzys od pokolenia? Dane za pierwszy kwartał 2026 roku są bezlitosne i pokazują skalę problemu, z jakim mierzą się niemieckie przedsiębiorstwa.

Historyczny rekord upadłości

Według raportu Instytutu Badań Ekonomicznych im. Leibniza w Halle (IWH), w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku zbankrutowały 4573 spółki. To nie tylko więcej niż podczas globalnego kryzysu finansowego w 2009 roku, ale też najwyższy poziom od trzeciego kwartału 2005 roku – czyli od ponad dwóch dekad!

Ale prawdziwy szok przyniosły dane za marzec. Tylko w tym jednym miesiącu odnotowano 1716 przypadków upadłości. To o 17 proc. więcej niż w lutym i aż o 71 proc. więcej w porównaniu ze średnią marcową z lat przed pandemią. Tak wysokiej miesięcznej liczby bankructw nie widziano od czerwca 2005 roku.

„To najwyższy poziom od trzeciego kwartału 2005 r.” – podkreśla ekspert instytutu.

54 tysiące miejsc pracy w ogniu

Tu dochodzimy do najbardziej bolesnego aspektu całej sytuacji. Te bankructwa oznaczają realne zagrożenie dla tysięcy ludzi. W całym pierwszym kwartale zagrożonych było aż 54 tys. miejsc pracy. To najwyższy wynik od trzeciego kwartału 2020 roku, kiedy upadały takie firmy jak Esprit, Vapiano czy Wirecard.

Co ciekawe, w marcu samym zagrożonych było „tylko” około 14 tys. miejsc pracy w największych dziesięciu procentach niewypłacalnych firm – to o 40 proc. mniej niż w lutym. Badacze tłumaczą to koncentracją bankructw wśród mniejszych przedsiębiorstw.

Największy udział w tej liczbie ma przemysł przetwórczy, który od kilku kwartałów pozostaje szczególnie wrażliwy na pogorszenie koniunktury.

Małe firmy toną pierwsze

I tu właśnie leży sedno problemu. Z raportu wynika jasno, że za wzrost liczby bankructw odpowiada przede wszystkim pogarszająca się sytuacja mniejszych przedsiębiorstw. To one najczęściej nie są w stanie poradzić sobie z rosnącymi kosztami działalności i spowolnieniem gospodarczym.

W efekcie to właśnie segment małych i średnich firm staje się głównym źródłem obecnej fali upadłości. To alarmujący sygnał dla całej struktury niemieckiej gospodarki, która tradycyjnie opierała się na silnym Mittelstandzie.

Prognozy? Niestety, ponure

Eksperci z IWH nie mają dobrych wiadomości na najbliższe miesiące. Steffen Müller, szef działu badań nad niewypłacalnością w IWH, podkreśla, że wskaźniki wyprzedzające sugerują utrzymanie się wysokiego poziomu bankructw.

„Możliwe, że powtórzą się bardzo wysokie wyniki z marca” – stwierdza Müller.

Oznacza to, że w drugim kwartale 2026 roku liczba bankructw pozostanie bardzo wysoka, a nawet może zbliżyć się do poziomów odnotowanych w marcu. Zdaniem ekonomistów oznacza to utrzymującą się presję na przedsiębiorstwa i brak szybkiej poprawy sytuacji.

Szerszy kontekst gospodarczej zapaści

Problemy firm wpisują się w szerszy obraz niemieckiej gospodarki. Po dwóch latach recesji odnotowała ona w 2025 roku jedynie symboliczny wzrost na poziomie 0,2 proc. Rząd w Berlinie obniżył już prognozę wzrostu PKB na 2026 rok do 1,0 proc., co dodatkowo potwierdza ostrożne oczekiwania.

Na sytuację wpływają również czynniki globalne, w tym napięcia geopolityczne i konflikt na Bliskim Wschodzie. Rosnące ceny ropy i gazu, zakłócenia w handlu oraz presja inflacyjna dodatkowo obciążają i tak już zmagające się z problemami przedsiębiorstwa.

Dane te wskazują na poważne wyzwania stojące przed niemiecką gospodarką, która zmaga się z konsekwencjami pandemii i globalnych zawirowań ekonomicznych. W obliczu rosnącej liczby upadłości, szczególnie wśród małych firm, rynek pracy pozostaje pod ogromną presją. Wygląda na to, że najgorsze może być jeszcze przed nami.