Niemiecka gospodarka, największa w Europie, dostaje ostatnio solidny cios. Z jednej strony kurczą się zapasy kluczowych półproduktów, z drugiej – dramatycznie spada popyt na niemieckie towary. Najnowsze dane i analizy wskazują, że kryzys na Bliskim Wschodzie odciska coraz głębsze piętno na przemyśle u naszych zachodnich sąsiadów, a to może mieć bezpośrednie konsekwencje dla polskich eksporterów.

15,9% firm z „wąskimi gardłami”

Instytut Ifo w Monachium opublikował majowe badanie, z którego wynika, że odsetek przedsiębiorstw przemysłowych zgłaszających niedobory półproduktów wzrósł do 15,9% – w kwietniu było to 13,8%. Przyczyną są zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie, w szczególności blokada cieśniny Ormuz, która utrudnia transport ropy naftowej i produktów ropopochodnych.

Klaus Wohlrabe, szef badań Ifo, cytowany przez „Handelsblatt”, nie kryje zaniepokojenia:

„Łańcuchy dostaw pozostają napięte. W szczególności sektory o wysokim zapotrzebowaniu na półprodukty ropopochodne i energochłonne odczuwają skutki napięć geopolitycznych.”

Wohlrabe dodaje, że liczba firm zgłaszających braki jest niepokojąco wysoka i ostrzega: „Jest całkiem możliwe, że kilka firm będzie musiało ograniczyć produkcję w wyniku niedoborów.”

Chemia, guma, elektryka – najbardziej poszkodowane

Dane Ifo pokazują ogromne zróżnicowanie między sektorami. Najgorzej jest w branży chemicznej, gdzie niedobory materiałów zgłasza ponad 30% firm. Niemal co czwarta firma (dokładnie 23,7%) w branży wyrobów gumowych i plastikowych ma problemy z dostawami. W przemyśle elektrycznym odsetek sięga 25% (co czwarta firma).

Na tym tle stosunkowo dobrze radzi sobie motoryzacja, gdzie tylko 10% przedsiębiorstw narzeka na braki. Sektory konsumenckie, takie jak produkcja żywności (6,9%) czy napojów (0%), pozostają na razie praktycznie nietknięte przez problemy z zaopatrzeniem.

Zamówienia w dół – gwałtownie, i to bardziej niż prognozowano

Do obrazu narastających problemów logistycznych dochodzą fatalne dane o popycie. W poniedziałek niemiecki urząd statystyczny poinformował, że w kwietniu wielkość zamówień w przemyśle spadła o 3,8% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Ekonomiści prognozowali spadek o około 2%, więc rzeczywistość okazała się znacznie gorsza. Marcowy wzrost zamówień został jednocześnie zrewidowany w dół – z 5% na 4,5%.

Za spadek odpowiadają głównie kontrahenci zagraniczni: zamówienia z zagranicy skurczyły się o 4,2%, a w strefie euro aż o 11,1%. Pozytywnie wypadły jedynie rynki spoza eurolandu, gdzie odnotowano wzrost o 0,8%. Zamówienia krajowe spadły o 2,9%.

Groźba recesji w drugim kwartale

Ralph Solveen, starszy ekonomista w Commerzbanku, cytowany przez Reutersa, ocenia, że niepewność związana z przyszłym rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie będzie nadal hamować popyt na niemieckie dobra. Jego zdaniem niemiecka gospodarka skurczy się w drugim kwartale. To pesymistyczna prognoza, która może odbić się na całej Europie Środkowej.

Co to oznacza dla Polski?

Niemcy są największym partnerem handlowym Polski – odpowiadają za największą część naszego eksportu i importu. Wiele polskich firm jest bezpośrednio włączonych w niemieckie łańcuchy dostaw: dostarczają komponenty, półprodukty i usługi dla niemieckich producentów, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej i przemyśle maszynowym. Gdy niemiecka gospodarka zwalnia, automatycznie spada popyt na polskie towary, co może przełożyć się na niższe przychody firm, redukcję zamówień, a w dłuższej perspektywie – na problemy z zatrudnieniem.

Oba zjawiska – braki materiałowe i spadek popytu – łączą się w niebezpieczną pętlę. Firmy, które mają problem z dostępem do półproduktów, nie są w stanie realizować zamówień, co dodatkowo pogłębia spadek produkcji. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie nie wygaśnie, niemiecki przemysł może stanąć przed poważną próbą, a konsekwencje odczujemy również nad Wisłą.

Podsumowując: majowe badanie Ifo i kwietniowe dane o zamówieniach to dwa sygnały ostrzegawcze. Niemiecki przemysł zmaga się z niedoborami w kluczowych sektorach (chemia, guma, elektronika) oraz z gwałtownym spadkiem zamówień – szczególnie z eurolandu. Analitycy obawiają się recesji w drugim kwartale. Dla Polski, której gospodarka jest silnie powiązana z niemiecką, to bardzo niepokojące informacje. Najbliższe tygodnie pokażą, czy łańcuchy dostaw odżyją, czy czeka nas dłuższa stagnacja u naszego głównego partnera handlowego.