Obligacyjna gorączka: Czy rynki zadłużenia tracą grunt pod nogami?
Pixabay.com / truthseeker08
Czy bezpieczne obligacje rządowe przestają być bezpieczną przystanią? Globalne rynki zadłużenia wpadają w turbulencje, a polscy inwestorzy detaliczni stoją przed trudnym wyborem. Oto co się dzieje.
Ameryka na krawędzi, Japonia i Francja biją rekordy
Dziesięcioletnie obligacje USA są już tylko około 20 punktów bazowych od linii łączącej szczyty rentowności z ostatnich czterech lat. To niebezpiecznie blisko, zwłaszcza że o podobną wielkość ich rentowność wzrosła w ciągu zaledwie kilku dni – od środy po południu do piątkowego lunchu. Margines bezpieczeństwa topnieje w oczach.
Kwestia marginesu bezpieczeństwa jest zresztą umowna. Na wielu innych rynkach bariery już padły.
I to prawda. W Japonii dziesięcioletnie obligacje wyznaczyły nowy szczyt rentowności, choć poprawiły go zaledwie o 0,001 proc.. To pozwala mówić o najwyższej rentowności od kilkunastu lat. Dlaczego? Bo Japonia jest zadłużona na 240 proc. PKB i wpada w nowe kłopoty. Przy takim obciążeniu inwestorzy wolą gotówkę niż dług.
We Francji doszło do wybicia z trzyletniej konsolidacji – nowy szczyt rentowności jest 20 punktów bazowych powyżej poprzedniego. To bardzo przekonujący ruch.
Prawdziwy problem to nie drony, tylko dług
Choć oczy świata zwrócone są na Cieśninę Ormuz, eksperci przypominają: konflikty są tylko katalizatorami. Prawdziwy, strukturalny problem jest inny.
Rzeczywistym problemem (…) jest skala zadłużenia rządowego (dotyczy to wielu krajów rozwiniętych z USA na czele) oraz koszty jego obsługi grubo wykraczające poza zwyczajowych kilka procent wpływów budżetowych.
Gdy koszty obsługi długu zbliżają się do 20 proc. wpływów budżetowych (jak w USA), wybuch paniki na rynku jest kwestią odpowiednio silnego pretekstu. Inwestorzy tracą cierpliwość.
Polska: Ministerstwo Finansów vs. rynek
Tymczasem w Polsce Ministerstwo Finansów obniżyło oprocentowanie obligacji oszczędnościowych. To ruch, który zdaniem komentatorów jest „trochę zaprzeczaniem rzeczywistości”. Dlaczego? Bo od początku marca rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji wzrosła o prawie 100 pkt baz., kompletnie ignorując decyzję RPP.
Efekt? Zniknęła zwyczajowo wysoka premia dla inwestorów indywidualnych. Trzyletnie obligacje na rynku hurtowym oferują 4,8 proc. rentowności, podczas gdy oszczędnościowe trzylatki dają już tylko 4,4 proc. odsetek.
Ten ruch, w połączeniu z niepewnością widoczną na rynkach kapitałowych, może spowodować, że inwestorzy detaliczni wstrzymają się z zakupami nowych, niżej oprocentowanych serii.
Nowa rzeczywistość dla oszczędzających
Miliardy złotych lokowane z myślą o spadającej inflacji i niższych stopach procentowych to już przeszłość. Zawirowania rynkowe, podsycane konfliktem na Bliskim Wschodzie, wywróciły dotychczasowe założenia do góry nogami.
Coraz niższe oprocentowanie lokat i pogorszenie oferty obligacji skarbowych – tak wyglądał trend przed kryzysem. Najpopularniejsze były trzyletnie obligacje o stałym oprocentowaniu. Dziś sytuacja jest diametralnie inna.
W sukurs niezdecydowanym inwestorom przychodzi PKO Bank Hipoteczny, który zapowiedział na kwiecień drugą emisję detalicznych listów zastawnych o wartości do 1 mld zł. W komunikacie prezes banku, Wojciech Papierak, wspomniał mimochodem o odporności listów zastawnych na konflikty zbrojne czy kryzysy gospodarcze.
Co dalej?
Rynek wciąż może zawrócić bez konsekwencji. Ale właściwie dlaczego miałby to zrobić? Fundamentalne problemy – gigantyczne zadłużenie i rosnące koszty jego obsługi – nie znikną po uspokojeniu się sytuacji geopolitycznej.
Dla polskiego inwestora detalicznego oznacza to konieczność rewizji strategii. Dotychczasowa „bezpieczna” przystań w obligacjach oszczędnościowych straciła na atrakcyjności. Czy listy zastawne lub inne instrumenty staną się nowym kierunkiem? Czas pokaże. Jedno jest pewne – era pewniaków w finansach właśnie dobiega końca.
O autorze
Ekspert ds. finansów, ubezpieczeń i planowania sukcesyjnego Specjalista w obszarze finansów i ubezpieczeń, który z sukcesem łączy wieloletnie doświadczenie menedżerskie z działalnością edukacyjną. Przez lata kierował regionalnym oddziałem międzynarodowego towarzystwa ubezpieczeniowego, rozwijając rynek nowoczesnych ubezpieczeń na życie. Jako trener i doradca współpracujący z wiodącymi przedstawicielami branży ubezpieczeniowej, wspierał firmy rodzinne w procesach sukcesji, wskazując na praktyczne wykorzystanie instrumentów finansowych. Były wykładowca studiów podyplomowych. W swojej pracy redakcyjnej skupia się na styku ubezpieczeń, prawa spadkowego i podatkowego, oferując czytelnikom rzetelną wiedzę opartą na realiach rynkowych.