Czy światowi producenci ropy mogą uratować sytuację, gdy kluczowy szlak morski jest zablokowany? W niedzielę 5 kwietnia kraje OPEC+ spotkały się, by omówić przyszłość wydobycia w czasach bezprecedensowego kryzysu.

Papierowa decyzja w realnym chaosie

Źródła agencji Reutera donoszą, że ośmiu głównych członków OPEC+ wstępnie uzgodniło podniesienie limitów wydobywczych o 206 tysięcy baryłek dziennie na maj. To dokładnie taka sama podwyżka, jaką zatwierdzono na kwiecień na spotkaniu 1 marca – tuż przed tym, jak wojna zaczęła paraliżować dostawy.

„Wzrost produkcji będzie miał niewielki bezpośredni wpływ na podaż, ale zasygnalizuje gotowość do zwiększenia wydobycia po ponownym otwarciu cieśniny Ormuz” – oceniają informatorzy Reutersa.

Ale tu pojawia się haczyk. Ta decyzja to w dużej mierze gest, ponieważ fizyczne możliwości zwiększenia pompowania są dramatycznie ograniczone.

Dlaczego nie mogą po prostu pompować więcej?

Od końca lutego wojna USA i Izraela z Iranem ograniczyła eksport ropy z kluczowych graczy: Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Iraku. To właśnie te kraje, jako jedyne w OPEC+, zdołały znacząco zwiększyć produkcję jeszcze przed konfliktem.

Inni członkowie, tacy jak Rosja, nie są w stanie zwiększyć wydobycia z powodu zachodnich sankcji i zniszczeń infrastruktury ponoszonych podczas wojny z Ukrainą. Szacuje się, że Rosja utraciła około 40 proc. mocy eksportowych po atakach Ukrainy.

A sytuacja w Zatoce Perskiej? Równie ponura. Zniszczenia infrastruktury spowodowane atakami rakietowymi i dronami są poważne.

„Kilku przedstawicieli władz Zatoki Perskiej stwierdziło, że wznowienie normalnej działalności i osiągnięcie celów produkcyjnych zajmie miesiące, nawet jeśli wojna się zakończy za kilka dni, a szlak przez Cieśninę Ormuz zostanie natychmiast ponownie otwarty” – podaje Reuters.

Skala kryzysu jest historyczna

Rozpoczęte 28 lutego ataki amerykańsko-izraelskie na Iran i działania odwetowe Teheranu doprowadziły do paraliżu ruchu tankowców w cieśninie Ormuz. Skutek? Gwałtowny wzrost cen ropy na całym świecie.

Szacuje się, że miesiąc później największe w historii zakłócenia w dostawach ropy naftowej zatrzymały w portach i na tankowcach od 12 do 15 milionów baryłek dziennie. To aż 15 proc. globalnej podaży!

Analitycy JPMorgan ostrzegają: Ceny ropy mogą wzrosnąć powyżej 150 dolarów za baryłkę – najwyższego poziomu w historii – jeśli blokada przepływu przez Cieśninę Ormuz będzie się utrzymywać do połowy maja.

Iskierka nadziei na wodzie?

W sobotę Iran poinformował, że Irak nie ma żadnych ograniczeń w tranzycie przez ten kluczowy szlak. Dane z niedzieli pokazały, że przez cieśninę przepływał tankowiec z iracką ropą.

Nadal jednak nie wiadomo, czy inne jednostki podejmą ryzyko – informuje źródło bliskie sytuacji w cieśninie, cytowane przez Reutersa. To delikatny, pierwszy krok w potencjalnym odmrażaniu najważniejszej na świecie arterii naftowej.

Długie miesiące powrotu do normy

Podsumowując: decyzja OPEC+ to ważny sygnał gotowości, ale w obecnych warunkach ma charakter głównie symboliczny. Realne zwiększenie podaży jest uzależnione od zakończenia konfliktu i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Nawet wtedy jednak, jak wskazują źródła z Zatoki Perskiej, powrót do normalnych poziomów produkcji i eksportu to proces na długie miesiące. Światowy rynek ropy musi uzbroić się w cierpliwość – i przygotować portfele na dalszą niestabilność.