Czy kierowcy w Polsce powinni już teraz tankować do pełna? Tydzień na rynku paliw to prawdziwy rollercoaster, a najnowsze dane od Orlenu pokazują, że emocje wcale nie opadają. Koncern właśnie wprowadził kolejną korektę, ale tym razem z niespodzianką.

Trzy dni spadków, jeden dzień wzrostu

To była wyjątkowo ruchliwa końcówka marca. Od wtorku do czwartku Orlen trzykrotnie obniżał hurtowe ceny obu kluczowych paliw. W przypadku diesla były to spadki odpowiednio o 87 zł, 118 zł i 304 zł za metr sześcienny. Benzyna Eurosuper 95 taniała w tych dniach o 45 zł, 30 zł i 32 zł za metr sześcienny.

Ale w piątek trend się odwrócił. Według najnowszego cennika spółki, cena hurtowa oleju napędowego Ekodiesel poszła w górę o 121 zł za metr sześcienny, osiągając poziom 6 870 zł. Jednocześnie cena benzyny Eurosuper 95 spadła o kolejne 15 zł, do 5 611 zł za metr sześcienny.

Spółka wyjaśnia, że ponad 30 proc. paliw dostępnych na polskim rynku pochodzi z importu, co oznacza, że ich ceny są silnie uzależnione od notowań na światowych giełdach.

Dlaczego ceny tańczą jak na linie?

Orlen podkreśla, że ceny hurtowe w Polsce pozostają w ścisłej korelacji z europejskimi rynkami paliw. Na ich poziom wpływają także warunki kontraktowe oraz koszty logistyczne. Ceny detaliczne są natomiast wynikiem polityki sprzedażowej, poziomu hurtowego oraz konkurencji na lokalnych rynkach.

Koncern zwraca uwagę, że mechanizmy rynkowe, w tym import paliw, są kluczowe dla zapewnienia ciągłości dostaw. Przypomina, że ich naruszenie jesienią 2023 r. skutkowało czasowym brakiem paliwa na wielu stacjach w kraju.

Geopolityka dyktuje tempo

Na poziom cen wpływa również sytuacja geopolityczna, zwłaszcza wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Według Orlenu, w ostatnich tygodniach notowania paliw gotowych na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) znacząco wzrosły.

Od 27 lutego do 25 marca indeksy benzyny 95 poszły w górę o 42,4 proc., a diesla o 67,7 proc. Spółka podkreśla, że takie zmiany bezpośrednio przekładają się na poziom cen także na polskim rynku hurtowym.

A co na stacjach? Granice psychologiczne pękają

Tymczasem na stacjach benzynowych sytuacja jest napięta. Kierowcy już teraz widzą ceny przekraczające 8 zł za litr diesla. Jeszcze w ubiegłym tygodniu średnia cena oleju napędowego wynosiła około 7,88 zł za litr, a benzyny Pb95 – 6,90 zł.

Według danych z rafinerii Orlenu, które wyznaczają kierunek dla rynku, ceny hurtowe są na poziomach, które mogą przełożyć się na dalsze, szybkie podwyżki. W przypadku oleju napędowego oznacza to nawet około 8,90 zł za litr, co sugeruje, że na stacjach realny staje się scenariusz 9 zł za litr diesla.

Również benzyna zbliża się do kolejnej psychologicznej bariery. W hurcie jej cena już przekracza poziom, który wskazuje, że na stacjach może kosztować ponad 7 zł za litr.

Co napędza tę spiralę?

Za wzrostami stoi przede wszystkim sytuacja na rynku ropy. Baryłka surowca kosztuje obecnie niemal 110 dolarów, czyli najwięcej od czterech lat. Jeszcze szybciej rosną ceny gotowych paliw – w Londynie tona diesla przekroczyła 1400 dolarów, zbliżając się do rekordów z 2022 roku.

Kluczowym czynnikiem jest napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowych dostaw ropy. Ograniczenia transportu i zagrożenie dla produkcji surowców wywołują presję na ceny na całym świecie.

Eksperci podkreślają, że przy obecnych poziomach hurtowych podwyżki na stacjach są praktycznie nieuniknione. Nawet przy ograniczeniu marż detalicznych ceny paliw i tak będą rosły.

Na końcową cenę paliwa duży wpływ mają również podatki. Szacuje się, że ponad połowa ceny litra paliwa trafia do budżetu państwa. Bez obciążeń fiskalnych kierowcy mogliby płacić znacznie mniej – nawet poniżej 4 zł za litr benzyny i około 5 zł za diesla.

Wygląda na to, że kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość i portfele. Rynek paliw w Polsce jest w uścisku globalnych trendów i geopolitycznej niepewności, a każdego dnia może przynieść nowe, nie zawsze przyjemne, niespodzianki.