Czy to koniec koszmaru na stacjach benzynowych? Po tygodniach spekulacji i politycznych przepychanek, Sejm w ekspresowym tempie uchwalił dwie kluczowe ustawy, które mają zdusić galopujące ceny paliw. To bezprecedensowa interwencja, a kierowcy mogą już zacierać ręce.

Historyczny dzień w Sejmie

W piątek, 27 marca, posłowie zdecydowali: 428 głosów za, 12 przeciw. Tym samym przyjęli ustawę wprowadzającą urzędowe, maksymalne ceny na benzynę i olej napędowy. Druga ustawa, pozwalająca na obniżenie akcyzy rozporządzeniem, przeszła jeszcze bardziej spektakularnie – jednogłośnie, przy udziale 436 posłów.

„Jeżeli ta ustawa senacka trafi na biurko prezydenta, mimo że prezydent dzisiaj wylatuje do Dallas, zrobimy wszystko, żeby to podpisać” – obiecał szef KPRP, Zbigniew Bogucki.

Senat nie zwlekał i już po godzinie 14:30 zaakceptował obie ustawy bez poprawek. Teraz piłka jest po stronie prezydenta Karola Nawrockiego. Rząd chce, aby rozwiązania zaczęły obowiązywać przed Wielkim Piątkiem, czyli 3 kwietnia.

Co konkretnie zmienia pakiet CPN?

Pakiet „CPN – ceny paliwa niżej” to trzyfilowy atak na drożyznę. Oto, co szykuje rząd Donalda Tuska:

  • Obniżka VAT z 23% na 8%.
  • Obniżka akcyzy do unijnego minimum – o 29 groszy na litrze benzyny i 28 groszy na oleju napędowym.
  • Maksymalna cena detaliczna paliw, ustalana codziennie przez ministra energii.

Kluczowy jest ten ostatni punkt. Ma zapobiec sytuacji, w której obniżki podatków lądowałyby w kieszeniach sprzedawców, a nie kierowców. Jak to działa?

Formuła na uczciwą cenę

Maksymalna cena będzie liczona według matematycznej formuły. Weźmie pod uwagę średnią cenę hurtową, doda do niej akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową ustaloną na 0,30 zł za litr oraz podatek VAT. Minister energii będzie ogłaszał ją w formie obwieszczenia, a nowa stawka zacznie obowiązywać już następnego dnia.

Premier Tusk szacuje, że łącznie zmiany mogą obniżyć cenę każdego rodzaju paliwa średnio o około 1,20 zł na litrze.

Prognozy analityków: Benzyna poniżej 6 zł?

Tu robi się naprawdę ciekawie. Analitycy nie czekają na podpis prezydenta i już liczą, ile konkretnie zaoszczędzimy.

Według BM Reflex, w tygodniu 30.03 – 3.04 ceny po uwzględnieniu obniżek mogą wyglądać następująco:

  • Pb95: 5,98 zł/l (spadek o 1,18 zł)
  • Pb98: 6,67 zł/l (spadek o 1,18 zł)
  • ON: 7,45 zł/l (spadek o 1,30 zł)

Portal e-petrol.pl podaje nieco szersze przedziały cenowe na okres przedświąteczny (30.03 – 5.04):

  • Pb95 (E10): od 5,99 do 6,19 zł/l
  • Pb98: od 6,59 do 6,79 zł/l
  • Olej napędowy: od 7,39 do 7,60 zł/l

Jedno jest pewne – benzyna Pb95 ma szansę spaść poniżej psychologicznej granicy 6 złotych za litr. To realna ulga dla portfela. Ale uwaga! Analitycy e-petrol.pl ostrzegają: „wojenne przyczyny drożyzny ani na moment nie wydają się znikać„.

Ile to będzie kosztować budżet?

Nic nie przychodzi za darmo. Minister finansów Andrzej Domański oszacował miesięczny koszt tych działań na około 1,6 mld złotych. W tym: 900 mln zł to koszt obniżki VAT, a 700 mln zł – obniżki akcyzy.

„Jest to oczywiście znaczna kwota, ale z punktu widzenia budżetu jest to kwota do udźwignięcia, biorąc również pod uwagę wpływ wysokich cen ropy i benzyny na nastroje konsumentów” – ocenił Domański podczas konferencji Warsaw European Conversation 2026.

Rząd zakłada, że rozwiązania te są czasowe. Aby częściowo zrekompensować straty, zapowiada też prace nad podatkiem od nadmiarowych zysków (windfall tax) dla koncernów naftowych.

Czy to się uda?

Szybkość procedowania ustaw jest imponująca i pokazuje determinację władz. Jednak na horyzoncie wciąż wisi kilka znaków zapytania. Po pierwsze, formalna zgoda prezydenta. Po drugie, obniżka VAT na paliwa kopalne nie jest zgodna z unijną dyrektywą VAT – Komisja Europejska już wcześniej zgłaszała zastrzeżenia. Wreszcie, niestabilna sytuacja geopolityczna i ceny ropy, które w ostatnich dniach wahały się od 96 do ponad 114 dolarów za baryłkę Brent, mogą w każdej chwili zniweczyć cały plan.

Mimo to, po długim czasie niepewności, kierowcy wreszcie dostają konkretne, legislacyjne narzędzia i realne prognozy cen. Teraz wszystko w rękach prezydenta i… globalnych rynków. Tankowanie przed świętami może być jednak przyjemniejsze, niż się spodziewaliśmy.